Polska między Wschodem a Zachodem

czolo 2_1.JPG
„Można również przypuszczać, że Polska w nieregularnych granicach wersalsko-ryskich posiadająca liczne i wrogo nastawione mniejszości narodowe była skazana na nieuniknioną katastrofę geopolityczną. Decyzje poczdamskie umożliwiły powstanie w ówczesnych dramatycznych warunkach państwa zniewolonego politycznie, ale w granicach w miarę optymalnych, umożliwiających przetrwanie narodu” – mówi prof. Piotr Eberhardt w wywiadzie dla MP

Panie Profesorze, pana ostatnia książka „Granice polityczne Polski i jej sąsiadów w XX wieku (wybrane zagadnienia)” jest zbiorem tekstów opublikowanych w ostatnich latach. Czy jest swego rodzaju podsumowanie Pana dotychczasowych badań na ten temat?
- Moja książka, o której Pan wspomina jest celowo dobranym wyselekcjonowanym zbiorem kilkunastu moich artykułów, które ukazały się w ciągu ostatnich kilku lat na łamach takich czasopism naukowych jak: „Przegląd Geograficzny”, „Przegląd Geopolityczny”, „Studia z geografii politycznej i historycznej”. Jest podsumowaniem jedynie moich prac poświęconych problematyce granicznej. Zestaw moich artykułów został opublikowany z inicjatywy Zarządu Głównego Polskiego Towarzystwa Geopolitycznego, mającego siedzibę w Krakowie. Książka ma układ dualistyczny. W pierwszej części zebrano teksty związane z formowaniem się i zmianami granic politycznych Polski po I i II wojnie światowej. Druga zaś część dotyczy przeobrażeń granicznych w analogicznym czasie u naszych sąsiadów (Niemiec, Litwy, Czechosłowacji i Białorusi). Myślą przewodnią całego studium jest ukazanie uwarunkowań sprawczych (geograficznych, historycznych, etnicznych, geopolitycznych) wpływających na przesunięcia graniczne. Omówiono w poszczególnych artykułach zagadnienia dość znane w polskiej literaturze przedmiotu, jak i te, które zastały celowo lub przypadkowo pomijane w polskim dyskursie naukowym.

W książce tej motywem przewodnim jest, przynajmniej dla mnie, kwestia oceny dwóch orientacji w polskiej geopolityce – opcji zwanej „piastowską” i opcji zwanej „jagiellońską”. Pan zdaje się uznawać tę pierwszą, czyli „piastowską” za bardziej dla Polski korzystną? Czy tak?
- Wszelkie sądy o obu tych koncepcjach powinny być bardzo ostrożne i wyważone, gdyż w potocznej interpretacji istnieje w tej dziedzinie wiele uproszczeń i nieporozumień faktograficznych i ideologicznych. Nie można jedynie negować podstawowego faktu, że były to dwie główne polskie koncepcje geopolityczne, które determinowały poglądy i decyzje polityczne czołowych polskich polityków pierwszej połowy XX wieku. Dotyczyły one kwestii podstawowej, czyli przyjęcia pewnej postawy ideowej wobec całej tysiącletniej historii i tradycji państwa i narodu polskiego. To zaś w konsekwencji wiązało się ze stanowiskiem wobec rozległości terytorialnej i układu granicznego jakie powinna zajmować odrodzona Polska po I i II wojnie światowej. Koncepcja piastowska nawiązywała do państwa polskiego, które ukształtowało się w późnym średniowieczu w dorzeczu Wisły i Odry. Było to państwo stosunkowo niewielkie terytorialnie, ale jednolite narodowościowo, broniące się przed ekspansją niemiecką. Druga zaś koncepcja zwana jagiellońską, była bardziej bliska Polakom, gdyż bazowała na tradycjach mocarstwowych i wielonarodowościowych I Rzeczypospolitej. Niestety z powodu wielu przyczyn państwo to uległo likwidacji w końcu XVIII wieku.

Przez cały okres zaborów kolejne pokolenia Polaków utożsamiały granice Polski z tymi, które istniały w 1772 r. W miarę lat wizja ta stawała się coraz mniej realna. W literaturze politycznej XX wieku koncepcje piastowską utożsamiano z poglądami Romana Dmowskiego, zaś jagiellońską z programem Marszałka Józefa Piłsudskiego. Było to uogólnienie niezbyt ścisłe, gdyż Dmowski nigdy nie widział Polski ograniczonej do granic pierwszych Piastów. Można tu wskazać, że zawsze traktował Wilno i Lwów jako miasta polskie, zaś jego koncepcja granicy wschodniej Polski jaką uzasadniał na Konferencji Paryskiej w Wersalu wykraczała poza granice ustaloną w traktacie ryskim. Niemniej dla Dmowskiego obszary zachodniej Polski były znacznie ważniejsze niż Kresy Wschodnie. Jednak w swoich najśmielszych marzeniach nie myślał o polskim Wrocławiu czy Szczecinie, ale walczył z determinacją o polski Gdańsk i Poznań. Niewątpliwie Piłsudski był orędownikiem koncepcji jagiellońskiej, wielkiej wspólnoty obejmującej ziemie zamieszkałe przez Polaków, Ukraińców, Litwinów i Białorusinów. Zdał sobie sprawę po 1920 r. że wizji tej nigdy już nie uda się zrealizować. Do przebiegu granicy zachodniej odnosił się dość obojętnie. Po śmierci obu tych polityków w latach II wojny światowej spór między zwolennikami orientacji piastowskiej i jagiellońskiej podzielił polską scenę polityczną. Tyle, że koncepcja jagiellońska stała się już całkowicie nierealna. Zwolennicy koncepcji piastowskiej zdając sobie sprawę z odpowiedniej koniunktury politycznej rozpoczęli akcje na rzecz ustalenia jak najbardziej korzystnej granicy zachodniej. Polska po 1945 pojawiła się na mapie Europy w przybliżeniu w granicach jakie miała w okresie Bolesława Krzywoustego (1136 r.).

Ostatnim może akordem polemiki między zwolennikami koncepcji piastowskiej i jagiellońskiej jest spór dość już abstrakcyjny o bilans strat i korzyści terytorialnych wywołanych przesunięciem przez Stalina Polski ze wschodu na zachód. W tym sporze stoję na stanowisku może mało popularnym, ale uważam, że pod względem terytorialnym Polska uzyskała więcej niż straciła. Niewątpliwie utrata Lwowa i Wilna była bolesna. Uległo zmniejszenie terytorium kraju z 385 tys. do 312 tys. km. kwadratowych. Niemniej uzyskanie długiego wybrzeża morskiego z Gdańskiem i Szczecinem, połączenie rozdzielonego Górnego Śląska oraz uzyskanie Wrocławia i południowych Prus Wschodnich było odpowiednią rekompensatą za utratę ziem zabużańskich. Można również przypuszczać, że Polska w nieregularnych granicach wersalsko-ryskich posiadająca liczne i wrogo nastawione mniejszości narodowe była skazana na nieuniknioną katastrofę geopolityczną. Decyzje poczdamskie umożliwiły powstanie w ówczesnych dramatycznych warunkach państwa zniewolonego politycznie, ale w granicach w miarę optymalnych, umożliwiających przetrwanie narodu. Należy jeszcze raz podkreślić, że tak rozległe nabytki terytorialne na zachodzie zostały zrealizowane dzięki poparciu i determinacji Stalina.

Dla wielu ludzi w Polsce było i jest problemem to, że zwycięstwo opcji „piastowskiej” byłoby trudne do odniesienia bez Józefa Stalina. Czy rzeczywiście z perspektywy czasu jest tu jakiś problem?
- Mówiąc o Stalinie i jego roli w historii XX wieku należy zawsze pamiętać, że był to tyran i zbrodniarz polityczny, który uśmiercił miliony niewinnych ofiar, w tym głównie własnych obywateli. Przy realizacji swoich celów politycznych był bezwzględny i okrutny ale przy tym konsekwentny, przebiegły i skuteczny. Nie budzi wątpliwości fakt, że bez stanowczości Stalina Polska nie uzyskałaby tak znaczących nabytków terytorialnych kosztem pokonanych Niemiec. Nie zrealizował on tego z sympatii do Polski i Polaków, ale uważał, że wytyczenie granicy polsko-niemieckiej na linii Odry i Nysy Łużyckiej jest w tym momencie dziejowym korzystne dla ZSRR. Zamierzał maksymalne osłabić Niemcy. Pamiętał, że w czerwcu 1941 r. go oszukali, łamiąc układ z sierpnia 1939 r. Postanowił ich upokorzyć i zredukować terytorialnie. Równocześnie zamierzał zniewolić Polskę, która bez wsparcia ZSRR nie będzie w stanie obronić swojej granicy zachodniej i będzie skazana na rolę wasalną. Wychodząc z tych założeń w trakcie Konferencji Poczdamskiej przeforsował nową zachodnią granicę Polski. Jako swoich przeciwników miał Harry Trumana, który nie był zbyt zorientowany w kwestiach europejskich i nie podchodził do kwestii granicznych zbyt pryncypialnie. Groźniejszym koalicjantem był Winston Churchill, który zapowiadał, że nigdy nie wyrazi zgody na linię Nysy Łużyckiej. Na szczęście dla Polski przegrał wybory i nie wrócił z Londynu do Poczdamu. Zastąpił go na stanowisku przewodniczącego delegacji brytyjskiej Clement Attlee, polityk mało kompetentny i słaby, który nie był już przeszkodą dla Stalina przy realizacji jego zamierzeń w kwestii polskiej. Słabość Zachodu w Teheranie i w Jałcie była dla Polski tragiczna, gdyż doprowadziła do ustalenia granicy wschodniej na linii Curzona, to w Poczdamie okazała się nad wyraz korzystna. Obecna zachodnia granica Polski jest więc dziełem Stalina i polskich komunistów, którzy znając zamierzenia delegacji sowieckiej wspierali ją odpowiednią argumentacją, którą Stalin i Mołotow odpowiednio wykorzystali.

W innej książce pt. „Twórcy polskiej geopolityki” pisze Pan o wybitnych jej reprezentantach, wśród których są tacy ludzie, jak Roman Dmowski, Jan Ludwik Popławski, Eugeniusz Romer czy Zygmunt Wojciechowski. Wszyscy były przedstawicielami opcji narodowo-demokratycznej. Dlaczego właśnie ten nurt polityczny wyraźnie dominuje w tej dziedzinie?
- W swojej książce, którą Pan przywołuje do twórców polskiej geopolityki zaliczyłem łącznie 12 działaczy politycznych względnie myślicieli politycznych, którzy dzięki swoim dokonaniom stworzyli zręby merytoryczne polskiej geopolityki. Wśród nich byli głównie ludzie o poglądach prawicowych, związani z opcją narodową lub konserwatywną. Nie było między nimi działaczy związanych z ruchem socjalistycznym, ani komunistycznym. Było to znamienne i zrozumiałe. Ludzie o zapatrywaniach lewicowych skupiali uwagę przede wszystkim na sprzecznościach klasowych lub warunkach bytowych i materialnych społeczeństwa. Kwestie niepodległości i granic Polski i jej usytuowania geopolitycznego były dla nich kwestią drugorzędną. Podejście do roli narodu i siły państwa zazwyczaj odróżniało orientacje lewicową od prawicowej

Mniej znaną postacią, która Pan przypomina jest Włodzimierz Wakar. Dlaczego właśnie on zasługuje na wyróżnienie?
- Pytanie to dla mnie jest trudne i kłopotliwe. Włodzimierz Wakar jest moim rodzonym dziadkiem i jako wnuk nie mogę być w pełni obiektywny. Umarł on jeszcze przed moim urodzeniem, ale wychowałem się wśród książek i map dziadka. Dobrze znam jego dorobek i skomplikowaną drogę życiową. Zaliczyłem go do grona wybitnych polskich geopolityków. W przedmowie do mojej książki pt. „Twórcy polskiej geopolityki” znany, nieżyjący już polski historyk Paweł Wieczorkiewicz oceniając ten dobór napisał: „Piotr Eberhardt dokonał surowej, choć subiektywnej selekcji (jak sam pisze przepuścił przez jej sieci swego dziadka Włodzimierza Wakara, co zresztą znając jego dorobek, nie wydaje się zbytnim nepotyzmem)”.

Pytanie dotyczące czasów nam współczesnych. Obecnie w polskiej polityce obserwujemy renesans mydli nawiązującej do opcji „jagiellońskiej”, znowu na plan pierwszy wysuwa się ideę Międzymorza. Jak Pan to ocenia?
- Ocena koncepcji „Międzymorza” nie może być jednoznaczna. Jako doktryna geopolityczna jest ona anachroniczna i niebezpieczna. Zwłaszcza jeżeli ma być jak to głoszą niezbyt odpowiedzialni jej zwolennicy konkurentem wobec działań i wizji wspólnotowych Unii Europejskiej. Natomiast jedynie jako idea nawołująca do współpracy państw i narodów zamieszkujących środkowo- wschodnią Europę jest godna wsparcia i uznania. Państwa te mają podobne problemy gospodarcze. Wzmocnienie europejskiego układu południkowego połączeniami infrastrukturalnymi oraz wzmocnienie wschodniej flanki Unii Europejskiej, poprzez wspólne działania inwestycyjne jest zadaniem pożytecznym. W tym kierunku idą zamierzenia utworzenia państw „Trójmorza”. Uważam, że w tym cennym projekcie, wszelkie kwestie ideologiczne i doktrynalne o podłożu geopolitycznym, powinny być pomijane na rzecz kwestii planistycznych i ekonomicznych. Zwłaszcza ważne są kwestie energetyczne, komunikacyjne i ekologiczne. Nawiązywanie do tradycyjnej koncepcji jagiellońskiej lub „Międzymorza”, która budzi u naszych partnerów niewłaściwe skojarzenia, jako wyraz dominacji państw większych nad mniejszymi powinny być pomijane. Takie też są konkretne plany 12 państw, które zadeklarowały uczestnictwo w programie „Trójmorza”, w ramach pełnej równorzędności. W takim jedynie sensie widzę możliwość realizacji idei przymierza państw i narodów usytuowanych między Bałtykiem, Morzem Czarnym i Adriatykiem.

Czy obecnie pracuje Pan Profesor nad jakąś nową książką czy tematem?
- Stopniowo kończę swoją działalność naukową. W ubiegłym roku przeszedłem na emeryturę. Nie znaczy to, że przestanę publikować prac z zakresu geografii politycznej i geopolityki, ale sądzą, że nie będą to już obszerne książki.

Rozmawiał: Jan Engelgard
Na zdjęciu: prof. Piotr Eberhardt podczas spotkania w Salonie Dobrej Książki w Muzeum X Pawilonu Cytadeli Warszawskiej – obok Jan Engelgard i dr Janusz Gmitruk (fot. Tadeusz Stani)

Myśl Polska, nr 13-14 (24-31.03.2019)

Dzial: