Bohater czy zbrodniarz – przypadek „Burego”

ogien.jpg
Państwowy kult żołnierzy podziemia antykomunistycznego to dowód na osiągnięcie pewnego etapu dojrzałości społeczeństwa na obszarze postkomunistycznej Europy. Przez dziesięciolecia wyklęci, dziś znajdują się na oficjalnym panteonie bohaterów narodu polskiego. Jednak niektórzy z nich są uważani za „podwójnie wyklętych” co wynika z kontrowersji otaczającej te postacie.

Tematyka ta jest niezwykle wrażliwa, a uniknięcie w czasie wojny partyzanckiej, a więc tej najbardziej okrutnej kontrowersyjnych czynów i rozkazów jest praktycznie niemożliwe. Czysty jak łza nikt z tego nie wychodzi, nie ma tu miejsca na honorowe pojedynki i rycerskie podejście do wojaczki. Liczy się przetrwanie.

Romuald Rajs „Bury” jest przypadkiem specyficznym. Jednoznaczne stwierdzenie, że był zbrodniarzem i z tego powodu przekreślenie całego jego życiorysu i dokonań byłoby niezwykle prymitywne. Równie naiwne byłoby uznanie go bohaterem bez skazy, a wszelkie zarzuty wobec jego osoby nazwać „komunistycznymi” kłamstwami.

Oto fakty. Oddział „Burego” dokonał pacyfikacji białoruskiej wsi kolaborującej z komunistyczną władzą. W jej wyniku zginęło 16 osób, w tym kobiety i dzieci. Tu zaczynają się schody. Pojawia się ze strony Białorusinów oskarżenie, że był to akt ludobójstwa. Białorusini mieli zginąć ze względu na narodowość bądź wyznawaną religię. Jest to łatwy do obalenia zarzut, pośród pacyfikujących wieś polskich żołnierzy byli również prawosławni Białorusini, także oficerowie. Znane są badaczom ich nazwiska i życiorysy.

Problem pojawia się w momencie, gdy obrońcy „Burego” starają się za wszelką cenę usprawiedliwić zabijanie cywilów, w tym dzieci. Pojawia się argumentacja, jaką znam z rozmów z Ukraińcami na temat Wołynia, tzn. „na wojnie zawsze giną cywile”. Posługiwanie się taką samą retoryką jak Wiatrowycz z ukraińskiego IPN przez Polaków, którzy zaraz potem zaatakują „kłamcę wołyńskiego” za podobny ton – jest skrajnie głupie i prowadzi wyłącznie do spięć w polityce historycznej, a nie służy prawdzie. Jest to o tyle skomplikowane, że bardzo łatwo próbując usprawiedliwiać Hajnówkę można nadziać się na podobne argumenty w zbrodniach na Polakach. Przykład: Huta Pieniacka spłonęła za kolaborację z komunistami itd.

Zbrodnia miała miejsce, nie powinna ona przekreślać postaci „Burego” jednoznacznie. Jest w kanonie polskich bohaterów, równocześnie pozostawałby on zbrodniarzem dla grupy Białorusinów żyjącej na Podlasiu. Tu jednak pojawiają się dwie kontrowersje, które komplikują sprawę.

W Hajnówce organizowany jest przez środowiska „narodowe” Marsz Żołnierzy Wyklętych. „Narodowe” napisałem w cudzysłowie, bowiem obserwując marsz, który w rzeczywistości jest cyrkiem narodowej szurii, na czele której idzie salutujący Piotr Rybak. Marszu jedynym celem jest kontrowersja i prymitywny populizm, a nie żadne upamiętnienie. Bo jak inaczej wytłumaczyć udaną próbę stworzenia sztucznego konfliktu i problemu tam, gdzie go nie było?

Czczenie „Burego” dokładnie w miejscu, gdzie doszło do zbrodni? Zaraz podłapie to jakiś ukraiński szowinista i zorganizuje na Wołyniu marsz zwycięstwa 1943 (chodzi tu o logikę, a nie zestawianie obok siebie masowej rzezi i pojedynczej pacyfikacji). Marsz ten szkodzi nacjonalizmowi, a jego organizatorzy również niestety nie znają historii „Burego” i jego oddziału kompromitując w ten sposób idee upamiętniania Wyklętych. Może być to o tyle zabawne, że sam „Bury” niewiele z ideą narodową miał wspólnego, a pochodzących z ONR oficerów skazał w swoim czasie na 20 batów za „mieszanie się narodowców do wojska”.

Cień na postać Burego pada, gdy zostaje aresztowany przez komunistów i poddany przesłuchaniom. Wydaje wtedy swoich podkomendnych i zrzuca na nich winę za Zaleszany. Czy był torturowany i czy zmanipulowano go dezinformacją w więzieniu zapewne nigdy się nie dowiemy. Istnieją jednak grypsy jego podkomendnego, Kazimierza Chmielowskiego „Rekina”, który otwarcie pisze o pełnej współpracy „Burego” ze śledczymi wydającego swoich żołnierzy jednego po drugim, nie ma tam słowa o przemocy śledczych wobec Rajsa. Ten epizod jest często pomijany w tym temacie i sprawia, że „Bury” nie jest postacią jednoznaczną. „Rekin” pozostający w cieniu dowódcy, który doprowadził do jego zatrzymania, a ostatecznie do śmierci od ubeckiej kuli w potylicę to podwójnie tragiczna postać, o której należy szczególnie pamiętać.

PS. Można zaryzykować teorię, że z racji wielonarodowego charakteru oddziału „Burego”, gdyby nie śmierć cywili w Zaleszanach, a wyłącznie kolaborantów, to „Bury” byłby dziś jednoznacznie wspólnym bohaterem dla Polaków, jak i Białorusinów.

Witold Dobrowolski
Z profilu fb
fot. hajnowka.naszemiasto