To nie są „wpadki” i „błędy”

znak.jpg
Kiedy co jakiś czas, raczej częściej niż rzadziej, słyszymy z ust dziennikarzy, polityków czy historyków na Zachodzie i w Izraelu o polskiej odpowiedzialności za Holocaust – uznajemy, że to „wpadka”, „błąd”, „koszmarny brak wiedzy” itp. Jest to tłumaczenie całkowicie błędne – osoby wypowiadające te kwestie są całkowicie przekonane, że mówią prawdę, i jest to dla wielu z nich prawda objawiona. Ba, znajdują na to co mówią „podkładkę” w postaci twórczości coraz większej liczby historyków z Polski.

Ten szlak przecierał przed laty Jan Tomasz Gross swoją książeczką „Sąsiedzi”, która została przetłumaczona na prawie wszystkie ważniejsze języki świata. Ta jedna książeczka zadała śmiertelny cios całej polskiej nauce na ten temat – dziesiątki lat pracy np. Głównej Komisji Badań Zbrodni Hitlerowskich w Polsce i innych instytucji naukowych poszły na marne. A potem przyszły kolejne publikacje Jana Tomasza Grossa, w tym przede wszystkim „Złote żniwa”, a także książki i artykuły Jana Grabowskiego piszącego i wydającego prawie wyłącznie w języku angielskim. Zwieńczeniem tej fali jest wydana w roku ubiegłym książka pod redakcją Barbary Engelking, Jana Grabowskiego i Dariusza Libionki pt. „Dalej jest noc. Losy Żydów w wybranych powiatach okupowanej Polski”, będąca jednym wielkim oskarżeniem Polaków o mordowanie Żydów w czasie niemieckiej okupacji. Podczas promocji tej książki w Muzeum „Polin”, Barbara Engelking mówiła: „Już wiemy, że współuczestniczyliśmy, że donosiliśmy, wydawaliśmy, mordowaliśmy”. A „Gazeta Wyborcza” postawiła kropkę nad „i”: „Bez udziału Polaków nie udałoby się Niemcom przeprowadzić tak sprawnie eksterminacji żydowskiej ludności”.

Dla zachodniego odbiorcy cała polska literatura historyczna i cała nasza wykładnia dziejów II wojny światowej nie istnieje – ale istnieją już takie nazwiska jak Jan Tomasz Gross czy Jan Grabowski. Ich prace są cytowane jako dowód na „polską winę”. Istnieją dlatego, że takie jest zapotrzebowanie – jest zapotrzebowanie na taką a nie inną narrację, na taką narrację jaką zaprezentowała dziennikarka NBC mówiąca o „polskim reżimie”, z którym w getcie walczyli Żydzi. Jeszcze dodała, że był także „reżim nazistowski”, ale za parę lat będzie już może tylko „polish nazi regime”. Polska odpowiedź na te tendencje jest jak na razie słaba i nieskuteczna – ostre protesty i żądanie sprostowań czasami jest nawet wykonywane, ale jest to robione „na odczepne”, widać jasno, że przepraszający czy prostujący robią to bez przekonania i z musu, a swoje i tak wiedzą. Na koniec dodajmy tylko, że taką złą dla nas sytuację pogłębia jeszcze katastrofalna „polityka historyczna”, konfliktująca nas ze wszystkimi naokoło.

Jan Engelgard