Trybunał na polityczne zamówienie

trybu nał.JPG
W propagandzie obozu rządzącego reforma sądownictwa w Polsce, w tym także Trybunału Konstytucyjnego – miała polegać na jego uzdrowieniu – wyeliminowaniu patologii, takich jak dyspozycyjność, korupcja i dominacja „komuny”. Mało kto w to wierzył, ale byli tacy, którzy brali to za dobrą monetę. Teraz, po orzeczeniu Trybunału w sprawie ustawy o IPN, a konkretnie o zapisach dotyczących negowania zbrodni ukraińskich nacjonalistów – będzie takich jeszcze mniej.

„Trybunał stwierdza, że tworząc zakwestionowane przepisy ustawodawca posłużył się zwrotami o nieokreślonym desygnacie. Ich znaczenia ani nie zostały sformułowane w ustawie, ani nie można ich zrekonstruować w sposób niebudzący wątpliwości w oparciu o konotacje występujące w języku powszechnym” – powiedział sędzia sprawozdawca Andrzej Zielonacki. Jak dodał, pojęcie „ukraińscy nacjonaliści” funkcjonuje także w ustawie o kombatantach, ale – zarówno tam, jak i w ustawie o IPN – „ustawodawca zaniechał jednak definicji tego pojęcia”. „Stwierdzenie tak istotnych niejasności interpretacyjnych ma ważkie znaczenie konstytucyjne” – dodał sędzia. Zdaniem TK posłużenie się w nowelizacji ustawy o IPN pojęciami „ukraińscy nacjonaliści” i „Małopolska Wschodnia” jest w takim stopniu niejasne i nieprecyzyjne, że ich zastosowanie mogłoby naruszać zasady poprawnej legislacji. Tego samego dnia sam Petro Poroszenko podziękował prezydentowi Dudzie za „inicjatywę postępowania w TK i Trybunałowi za orzeczenie”. Tym samym otwarcie powiedział, że było to orzeczenie motywowane polityczne.

Nie wiadomo co tu podziwiać – czy kuriozalność uzasadnienia i rozważania na temat definicji „ukraińskiego nacjonalizmu”, czy na geograficzne dywagacje i „niejasność” pojęcia „Małopolska Wschodnia”? Ważniejsze jest jednak coś innego – Trybunał Konstytucyjny wykonał polityczne zlecenie bez zmrużenia oka – to że skompromitował się uzasadniając wykonanie tego zlecenia – nie ma większego znaczenia. Los „ukraińskich zapisów” ustawy o IPN był przesądzony od chwili, kiedy Ukraina oficjalnie przeciwko nim zaprotestowała. Trwało to trochę, bo najpierw trzeba było – na żądanie USA i Izraela – usunąć zapisy na temat karania za używania terminu „polskie obozy śmierci”. Ale to zrozumiałe – Izrael jest jednak ważniejszy niż Ukraina. Nie wiem, czy ustawa o IPN była w ogóle potrzebna, ale jej „likwidacja” pokazała boleśnie jakie są granice polskiej suwerenności.

Jan Engelgard
fot. Wikipedia Commons
Myśl Polska, nr 5-6 (27.01-3.02.2018)