Autorytet na nogach z banknotów?

owsiak.jpg
Po tym jak Jerzy Owsiak ogłosił, że rezygnuje ze stanowiska prezesa fundacji Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy, wśród jego zwolenników zapanowały nastroje niemal histeryczne. Swoją drogą ciekawe czy podobnie zareagowaliby zwolennicy księdza Tadeusza Rydzyka, gdyby ten ogłosił, że rezygnuje z kierowania „Radiem Maryja”, telewizją „Trwam” i innymi przedsiębiorstwami, które na tej bazie stworzył.

Porównanie Owsiaka z Rydzykiem dla zwolenników obu jest pewnie ciężką zniewagą, ale mi równie daleko do jednego i drugiego i z tego dystansu wyraźnie widzę, że łączy ich ciekawy pomysł na biznes. W skrócie ten pomysł polega na tym, że jest szczytna idea na którą składają się wierzący w tę ideę, a panowie, którzy wpadli na ten pomysł, biorą z całej zebranej kwoty określony procent, powiedzmy na swoje potrzeby. I w jednym, i w drugim wypadku biznes przykryty jest ciepłą, puszystą pierzynką wzniosłych haseł i przede wszystkim propagandy, mającej przekonać opinię publiczną ile dobrego i to bezinteresownie robią obaj panowie. W tym momencie skupię się na działalności Owsiaka.

Od razu zaznaczam, że nie mam nic przeciwko Wielkiej Orkiestrze Świątecznej Pomocy. Jako prezydent Stalowej Woli wspierałem jej działania, ale przyznam, że bardziej chodziło mi o wspieranie entuzjazmu i autentycznej ofiarności młodych ludzi zaangażowanych w WOŚP niż w popieranie działań Owsiaka. Zarówno wtedy, jak i teraz uważam to za rodzaj biznesu i w związku z tym Jerzy Owsiak nie jest dla mnie jakimś szczególnym bohaterem. Byłby nim, gdyby z tego przedsięwzięcia nie czerpał pieniędzy - a wiele wskazuje, że dużych pieniędzy – na swój prywatny użytek. Jeszcze raz zaznaczam, że działalność Owsiaka nie przeszkadza mi. Zgadzam się, że ze zbiórek WOŚP robi się bardzo wiele dobrego. Nie zmienia to faktu, że Owsiak jest zdolnym przedsiębiorcą, a nie żadnym świeckim świętym na jakiego się go kreuje. Jakoś tak się złożyło, że spośród wielu charytatywnych, dobroczynnych fundacji i stowarzyszeń tylko jemu udało się tak rozwinąć własne przedsięwzięcie.

Czy gdyby ktokolwiek inny zadeklarował, że z takiej zbiórki przekaże jeszcze więcej pieniędzy niż WOŚP na podobne cele, to miałby szansę odnieść podobny sukces? Twierdzę, że nie. U źródeł sukcesu WOŚP leży przecież ogromne zaangażowanie publicznej telewizji, wielu państwowych i samorządowych instytucji, spółek skarbu państwa, które na cele organizacji WOŚP wykładały bardzo duże kwoty. Trzeba oczywiście przyznać, że zasługę ma sam Owsiak, jako wybitnie telewizyjna postać, potrafiąca wzbudzić szeroki entuzjazm dla swojego przedsięwzięcia. Jednak bez zaangażowania ogromnych publicznych środków jego sukces nie byłby możliwy. I o tym trzeba zawsze pamiętać zanim przypisze mu się opatrznościową rolę.

Coraz częściej słyszę, że zwolennikom WOŚP nie przeszkadza, że Owsiak świetnie na tym zarabia, póki robi tak dużo dobrego. Uważam to za uczciwe postawienie sprawy. Jeżeli ktoś daje swoje pieniądze na WOŚP i nie przeszkadza mu, że znaczący procent z tego idzie na coś innego niż pomoc chorym dzieciom i szpitalom, to ma do tego pełne prawo. Podobnie jest z wolontariuszami, którzy pracują na rzecz WOŚP.

Na jedno się tylko nie zgodzę. Nie zgodzę się na przedstawianie Jerzego Owsiaka jako wzoru wszystkich cnót. Od początku za wszystko co robił w ramach WOŚP brał sowitą zapłatę i do pełnej uczciwości brakuje, żeby przyznał się do tego publicznie, a tego unika nawet przed sądem. Dlaczego? Jeżeli przekazującym datki na WOŚP to nie przeszkadza, to w czym problem? Nie posądzam Owsiaka o chęć bycia moralnym autorytetem na nogach z banknotów. A może się mylę? A nawet jak się mylę, to niech WOŚP gra sobie jak długo chce.

Andrzej Szlęzak
Fot. Wikipedia Commons