Rozmowy małżeńskie Wielomskich 27: Milczenie Kościoła

wielomscy 1_17.jpg
Adam Wielomski: Można rozmaicie oceniać działania Kościoła katolickiego w Polsce po 1989 roku. Pod względem misyjnym mamy klęskę na całej linii, gdyż księża w walce o rząd dusz przegrywają ze światem mediów w przyśpieszonym tempie.

Porażka ta wiąże się nie tylko z siłą przeciwnika, ale i z nieudolnością ludzi Kościoła, których działania częstokroć są siermiężne i amatorskie. W jednej tylko kwestii Kościół odniósł znaczący sukces: w kwestii obrony życia poczętego. Pamiętam, że gdy w Polsce zaczynała się, na początku lat dziewięćdziesiątych dyskusja na temat rewizji ultra-liberalnego komunistycznego prawa w tym względzie, to zaledwie 15-20% Polaków popierało wprowadzenie zakazu tzw. aborcji z przyczyn społecznych. Dziś ten odsetek wynosi ok. 50% i pomijając marginalne środowiska „kodoidalne” i skrajnie feministyczne krytyka liberalizmu w tym względzie traktowana jest z powagą, a nie jako przejaw fanatyzmu. Widać, że nawet przy masowej i postępującej sekularyzacji argumentacja antyaborcyjna działa, o ile nie odwołuje się do pojęcia grzechu, lecz do prawa naturalnego i rozważań o początku życia ludzkiego, co do którego praktycznie wszyscy uważają, że winno być pod ochroną prawną. Zwracam uwagę na kwestię obrony życia i skuteczność argumentów prawno-naturalistycznych, gdyż obok tego sukcesu Kościół ponosi druzgocącą kwestię w drugiej, podobnej sprawie o charakterze prawno-naturalistycznym, jaką jest kwestia homoseksualizmu. Tutaj, względem stanu z 1989 roku, sytuacja przedstawia się całkowicie odwrotnie.

W 1989 roku o akceptacji homoseksualizmu jako czegoś normalnego nikt nie chciał nawet słyszeć i pogląd taki gorszył nawet w środowiskach lewicujących wielkich miast. Tymczasem w 2019 roku już ok. połowa Polaków akceptuje homoseksualizm. Nie piszę tutaj o tolerancji (czyli uznaniu, że są takie osoby i mają prawo do specyficznego dla siebie sposobu życia w domowych pieleszach), ale o akceptacji (uznaniu, że to zachowanie normalne). Towarzyszy temu zjawisku praktycznie zupełne milczenie Kościoła, który nie argumentuje przeciwko tejże akceptacji z pozycji prawa naturalnego. Dlaczego w kwestii obrony życia duchowni są tak aktywni, a w kwestii akceptacji homoseksualizmu milczą lub z rzadka rzucą coś półgębkiem, kryjąc się zaraz w krzakach w obawie przed liberalnymi mediami?

Magdalena Ziętek-Wielomska: Każdy, kto zna Kościół od środka wie, że problem homoseksualizmu w szeregach duchowieństwa jest problemem realnym. Warto zwrócić uwagę na to, że, media wałkują temat pedofilii w Kościele, ale milczą na temat tego, że wielu tych pedofilów to osoby homoseksualne. Kościół zawsze takie jednostki przyciągał i nie rzadko osiągały one wysokie pozycje w biurokracji kościelnej. Wielu młodych księży było ofiarami takich „szych”, które za określone „przysługi” umożliwiały robienie im kariery. Słyszeliście kiedyś Państwo, żeby ktoś o tym coś głośno powiedział albo napisał? Swego czasu podniósł ten temat ks. dr hab. Dariusz Oko, ale został skutecznie uciszony. Uwagę świeckich od tej smutnej rzeczywistości odwraca się poprzez wmanewrowywanie ich w zwalczanie „marksizmu kulturowego” i „genderyzmu”. Problem z katolickim „antygenderyzmem” jest taki, że nie znajdziemy tutaj żadnej solidnej argumentacji prawno-naturalistycznej, a jedynie odwoływanie się do „modelu tradycyjnej rodziny”.

Problem z tradycjonalistyczną argumentacją jest taki, że 1. model rodziny w samej Europie ewoluował od ustroju rodowego, przez rodzinę wielopokoleniową do mieszczańskiego modelu nuklearnej rodziny; 2. jest to ukryty relatywizm. KK nie zdobył się na to, żeby odwołując się do racjonalnych i naukowych argumentów – jak w przypadku aborcji – rzucić pytanie o to, dlaczego homoseksualizm nie jest zgodny z prawem natury. Nie dziwi to, gdyż spora grupa księży homoseksualistów musiałaby spojrzeć prawdzie w oczy, więc zrobi wszystko, żeby do tego nie dopuścić. A ponieważ problem aborcji ich nie dotyczy, to KK temat ten może poruszać.

Myśl Polska, nr 3-4 (13-20.01.2019)