Żorż Ponimirski wieszczy katastrofę

zorz.jpg
Zastanawiam się jak podsumować mijający rok 2018. W wymiarze osobistym moim zdaniem był podobny do lat poprzednich, czyli ani tryumf, ani zgon. W opinii osób życzliwych przez zdobycie mandatu do sejmiku odbiłem się od politycznego dna i znowu mogę rozwijać działalność polityczną.

Osobiście nie mam takiej pewności. Już trochę więcej orientuję się w działalności sejmiku i nabieram coraz mocniejszego przekonania, że to tak samo niepotrzebna struktura, jak powiat. Owszem, to idealne miejsce dla ludzi, którzy lubią publicznie błyszczeć i za wielką umiejętność uważają wydawanie pieniędzy, których nie zarobili i nawet nie mają takiego zamiaru. Jeszcze nie raz będę musiał o tym napisać. Póki co, bycie radnym w sejmiku to niestety żaden splendor i chyba jedynym poważnym zadaniem będzie pilnowanie, żeby jak najmniej z publicznych pieniędzy zmarnowano.

Mijający rok po raz kolejny dowiódł, że równie marnotrawnym i żałosnym tworem staje się lub już stało się państwo polskie. Rok jubileuszu stulecia odzyskania niepodległości był okazją do pokazania wewnętrznej siły i szacunku jaki na zewnątrz budzi Polska. Tymczasem wewnątrz zaostrzające się podziały polityczne i nie tylko, wskazujące na coraz większy rozpad wspólnoty narodowej. Na zewnątrz seria upokorzeń i kompromitacji, potwierdzających, że Polska traci albo już straciła niepodległość. Szkoda miejsca i czasu żeby to wszystko wymieniać, a poza tym po co popadać w jeszcze większe przygnębienie.

Symbolem tego dziadostwa jest głosowanie w Sejmie dotyczące podwyżek cen energii elektrycznej. Takie działanie z dnia na dzień w tej sprawie pokazuje strach PiS-u prze utratą popularności w roku wyborczym i tym samym pogardę dla zasadniczych podstaw funkcjonowania państwa. Trzeba sobie jasno powiedzieć, że te podwyżki i tak będą. Z tej czy innej strony uderzą nas wszystkich zdecydowanie wcześniej niż później. Ta sytuacja jest efektem wieloletnich zaniedbań wszystkich rządów po 1989 roku i niczego nie poprawią tu takie doraźne kombinacje. To, co zrobiono w Sejmie jest kolejną bezczelną próbą obliczoną na głupotę Polaków. I jak zawsze, gdy rządzący stawiają na głupotę Polaków na pewno się nie zawiodą.

Na tle hipokryzji większości parlamentarzystów w tej sprawie wyjątkowo przytomnie zachował się Ryszard Petru, który nomen omen poszedł pod prąd i zagłosował przeciw rozwiązaniom zaproponowanym przez PiS. Petru swoimi słownymi lapsusami i zwyczajnym nieuctwem dorobił się opinii wujcia wariatuncia, ale w tym wypadku miał odwagę przeciwstawić się ekonomicznej fikcji i legislacyjnemu oszustwu w stosunku do Polaków.

Oczywiście, mało kto to rozumie i się tym przejmuje, a z Petru po raz kolejny szybko propagandziści PiS-u zrobią wariata i wroga ludu w jednym. Petru urósł przez to do roli Żorża Ponimirskiego, tłumaczącego towarzystwu, że Nikodem Dyzma to cwany prostak i ignorant. Ale kto by mu tam wierzył? Przecież to wariat! I takim to głupkowato – oszukańczym pląsem wkraczamy w rok 2019, który z powodu wyborów parlamentarnych zapowiada się na jeszcze bardziej głupkowato-oszukańczy. Tym razem o nic nie pytam tylko życzę dobrej zabawy, a kaca – i to potężnego – i tak wszyscy będziemy mieli.

Andrzej Szlęzak