Prawica, ekologia, bierność

eko.JPG
Szczyt klimatyczny, który zakończył się w Katowicach, wywołał do tablicy wszystkich tych, którzy na ekologii się znają, jak i nie znają. Spotkanie zdominowała kwestia globalnego ocieplenia klimatu oraz alternatywnych źródeł energii. Jak zawsze przy tego typu okazji starli się eksperci, pseudoeksperci oraz politycy. Linia podziału pomiędzy tymi ostatnimi przebiegała tradycyjnie już na osi lewica i środowiska alternatywne kontra prawica. Ta ostatnia w dziedzinie ekologii jest w wyraźnej defensywie.

Wprawdzie ekologia jako taka nie ma barw politycznych, to jednak od lat zastanawia mnie, dlaczego na tym polu prawica tak łatwo dała się zagonić do narożnika. Dała sobie też przypiąć ekologiczne rogi, z którymi – poza wyjątkami – zupełnie jej nie do twarzy. A szkoda, bo prawica, przy całej umowności tego stwierdzenia, śmiało mogłaby wziąć ekologię na swoje sztandary. Aż prosi się, by o ekologii zaczęła mówić w prosty i naturalny sposób, na swój sposób… konserwatywny. Jest to dla mnie sytuacja jak najbardziej wyobrażalna, a nawet pożądana.

W końcu zachowanie dziedzictwa naturalnego, przekazywanego następnym pokoleniom w stanie jak najmniej zdewastowanym, to przecież postulat par excellence prawicowy, rzec można narodowy, którego mocno brakuje mi w programie prawicy, zafiksowanej głównie na punkcie ideologicznych harców, które choć ważne i interesujące, nie pozwalają jej jednak bardziej wnikliwie spojrzeć na otaczającą ją zmienną rzeczywistość.

Przyjmowanie postawy, że skoro lasów i czystego powietrza bronią „lewacy”, to dumna prawica absolutnie nie powinna się zniżać do ich poziomu, bo z definicji wszystko co „lewackie”, a więc ekologizm, to wymysł idiotów, którym prawicowiec nie powinien się absolutnie zajmować. Co najwyżej może całe to towarzystwo pominąć wzniosłym milczeniem lub w przypadku bezpośredniej konfrontacji, potraktować z buta. Jest wszak stworzony do wyższych celów. Przynajmniej tak mniema.

Nie ukrywam, że pyskate środowisko ekologiczne o proweniencji prawicowej (narodowej), nie stroniące od akcji bezpośrednich, wzbudziłoby moją sympatię. Jakkolwiek jem mięso (choć w daleko skromniejszym wymiarze niż kiedyś), to doskonale rozumiem wegetarian, a także wegan, którzy ze względów na wyznawaną moralność rezygnują z mięsa czy produktów odzwierzęcych. Są takie osoby także po prawej stronie, z czego prawica powinna zdawać sobie sprawę, tym bardziej, że takich osób będzie ich coraz więcej.

Choć dostrzegam potrzebę odstrzałów selektywnych np. zbyt dużej populacji dzików czy lisów, to osobiście nigdy nie położyłem trupem żadnej zwierzyny leśnej i absolutnie nie ciągnie mnie w tym kierunku. Podobnie myśli wielu ludzi na prawicy. Nie podzielają oni fascynacji bronią myśliwską, ani tym bardziej robienia z niej użytku. Są milczącą większością, która niewątpliwie z tego powodu odczuwa dyskomfort.

Prawicowy, nie ideologiczny ekologizm, jasno stawiający na bezwzględną ochronę środowiska, sięgający po nowe technologie energetyczne, mógłby w szybkim czasie stać się remedium na lewicowe czy alterlewicowe szarogęszenie się na tym polu. Prawicowy ekologizm jest potrzebny także między innymi po to, by nadużywane na prawicy słowa o „czynieniu sobie ziemi poddanej”, nie oznaczały u niej „róbta, co chceta”, bo tak to właśnie często wygląda.

Ucieszyłbym się na widok prawicowych grup realizacyjnych, które bezpardonowo potrafiłaby wytłumaczyć tym wszystkim szubrawcom, ściągającym do Polski różnego rodzaju świństwa, tym sukinsynom, którzy dla pieniędzy podpalają wysypiska śmieci, by ukryć szwindel, który robią kosztem środowiska naturalnego, że to w Polska, to nie adres dla tego typu działalności. Przyklasnę, kiedy zobaczę „radykalną” grupę, która będzie w stanie przerwać rzeź kaczek na jeziorze, czy odstrzał bażantów hodowanych przez tych wszystkich, którzy nie wiedzieć czemu, określają się mianem myśliwych.

Daję głowę, że pojawienie się takiego środowiska, szybko znalazłoby odzew w przestrzeni publicznej, odbierając zarazem lewicy monopol na działania ekologiczne. Tak, marzy mi się polski prawicowy Greenpeace, posiadający zaplecze naukowe i medialne, a także, o czym wspomniałem – swoje „oddziały realizacyjne”.

Problem degradacji środowiska naturalnego istnieje realnie, klimat się zmienia, a śmieci zalewają świat i Polskę ze wszystkimi tego konsekwencjami. Przymykanie na to oczu w imię nie kojarzenia się z lewicą, to podstawowy błąd popełniany przez polską prawicę. Błąd, który wciąż można naprawić.

Maciej Eckardt
Myśl Polska, nr 51-52 (16-23.12.2018)