Arabia Saudyjska, Zachód i Rosja

ibn salam.jpg
Prezydent Donald Trump wymienił swego czasu czterech najpewniejszych sojuszników USA. Wśród nich, obok Izraela, Indii i Polski, jest Arabia Saudyjska. Ostatnio jednak, powstały na linii Rijad -Waszyngton spore kwasy, gdy w konsulacie saudyjskim w Stambule zaginął, a potem okazało się, że został zamordowany, Dżamal Chaszukdżi, dziennikarz i komentator „The Washington Post”, rezydent USA, którego trójka dzieci posiada obywatelstwo tego kraju.

Zabójstwa dokonano wyjątkowo okrutnie, odcinając niektóre członki jeszcze za jego życia. Następnie ciało zostało poćwiartowane i pozbyto się go, zaś monitoring próbowano zmylić wyprowadzając sobowtóra. Widać, że cała akcja była zaplanowana z użyciem znacznych sił i środków. Na dodatek, ponieważ rzecz dotyczyła dziennikarza zachodniej prasy, należało się spodziewać mobilizacji całego „wolnego świata” i ostrych sankcji, podobnie jak to się stało po oskarżeniu Rosji za „otrucie” Skripalów (mimo, że to „otrucie” wcale nie okazało się śmiertelne).

W przypadku jednak zabójstwa Chaszukdżiego, pomimo jasnych przesłanek, wskazujących na odpowiedzialność władz Arabii Saudyjskiej, żadnej mobilizacji, wzmożenia i nacisku na sankcje nie było i nawet oświadczenia głównych polityków były bardzo umiarkowane i niejasne, choć władze Arabii Saudyjskiej przyznały, że do zabójstwa doszło w ich konsulacie, a minister spraw zagranicznych tego kraju określił to jako „wielki błąd”. Gdyby sprawa nie wyszła na jaw, to „błędu” zapewne by nie było.
Nie było nawet żadnego ograniczenia kontaktów ze sprawującym rządy w Arabii księciem Muhammadem ibn Salmanem.

Tureckie służby pozyskały nagranie przedstawiające dokonanie mordu w konsulacie, ale prezydent Trump odmówił nawet jego wysłuchania, podobnie jak John Bolton, doradca prezydenta ds. bezpieczeństwa. Ten pierwszy określił je jako straszne, a drugi stwierdził, że nie zna języka arabskiego. Za to Trump nazwał Arabię Saudyjską „wielkim sojusznikiem” i wykluczył winę księcia. Faktyczną przyczynę takiego podejścia wytłumaczył krótko: „nie zamierzam niszczyć naszej gospodarki z powodu jakichś głupot związanych z Arabią Saudyjską”. Chodziło o wielkie kontrakty o wartości 110 mld dolarów, realizowane dla Arabii, które zapewniają 600 tys. miejsc pracy w USA. Szkoda, że polscy politycy nie mają takiego podejścia i od lat już narażają polskie interesy gospodarcze z powodu Ukrainy. Powinni uczyć się od Trumpa.

Podobnie, znany czempion liberalnej demokracji i wszelkiej różnorodności, premier Kanady Justin Trudeau, także podtrzymał zawarty z Arabią kontrakt na dostawę transporterów opancerzonych dla armii. Nie inaczej zareagował premier lewicowego rządu Hiszpanii Pedro Sanchez, który podtrzymał decyzję o sprzedaży broni do Arabii Saudyjskiej. Sprzedaży broni do Arabii nie wstrzymała także Wielka Bratania, która jest jednym z głównych dostawców i wartość zrealizowanych kontraktów od roku 2008 wynosi aż 15 mld funtów.

Widzimy, że ta cała zachodnia narracja o prawach człowieka to tylko pozór, hipokryzja i jedna z metod realizacji celów politycznych, używana wtedy gdy jest to wygodne. W dniach od 30 listopada do 1 grudnia, w Argentynie doszło do spotkania państw grupy G20. Wśród członków jest także Arabia Saudyjska, którą reprezentował książę Muhammad ibn Salman. Przeprowadził on rozmowy z wieloma przywódcami państwa Zachodu. Był rozluźniony i tryskał humorem. Prezydenta Macrona uspokajał słowami: „nie martw się!” .

Dlaczego książę Muhammad jest taki spokojny? Czyżby nie wyciągnął żadnej nauki z losu Kaddafiego, który też spotykał się z przywódcami Zachodu i nawet finansował ich kampanie wyborcze, a potem został zastrzelony na ulicy przez wysłanych przez nich komandosów?

Muhammad jest spokojny bo przyjaźni się i pokłada nadzieję w bardziej pewnych ludziach. Podczas ostatniej wystawy Abu Dhabi Grand Prix spotykał się on z przebywającym tam czeczeńskim liderem Ramzanem Kadyrowem, który potem ocenił to spotkanie jako „przyczyniające się do dalszego umocnienia tradycyjnie przyjacielskich stosunków między Arabią Saudyjską i Rosją, w tym podmiotem Rosyjskiej Federacji, Republiką Czeczenii” . Cóż to może znaczyć? Kadyrow, przyjaciel Putina, stworzył w tej swojej republice siły specjalne cieszące się wysokim prestiżem na całym świecie. Być może rządzący Arabią i innymi krajami Zatoki Perskiej korzystają teraz z ich ochrony? Ponadto Rosja ma istotne wspólne interesy z Arabią. Takie przypuszczenie może potwierdzać „braterskie” powitanie (przybicie „piątki”) na szczycie G20 pomiędzy prezydentem Putinem a księciem Muhammadem. Mając takiego przyjaciela, książę Muhammad nie musi się obawiać losu Kaddafiego.

Rosja uratowała prezydenta Syrii al-Asada, okazała pomoc emirowi Kataru i ponoć ostrzegła przed puczem prezydenta Turcji Erdogana. To się liczy na Bliskim Wschodzie i dlatego Rosja ma tam coraz większe wpływy, gdyż zadając się z Zachodem, rządzący nigdy nie mogą mieć pewności czy ci, co dziś poklepują ich po plecach, jutro nie zmontują przeciw nim „kolorowej rewolucji”, a pojutrze nie wyślą komandosów z zadaniem ich uśmiercenia, jak to wielokrotnie miało miejsce.

Stanisław Lewicki

Z profilu fb. Tekst ukazał się także na portalu konserwatyzm.pl
fot. arabnews

Dzial: