Propaganda wojenna

putin 1.jpeg
Tego rodzaju nasilona działalność prowadzona w czasie wojny wszystkimi dostępnymi narzędziami, skierowana jest jednocześnie do wszystkich uczestników zbrojnego starcia. Żołnierzy i cywilów własnej strony, by ich przekonać, utwierdzić i głęboko zmotywować. W końcu oczekuje się od nich nie byle czego, bo zgody na osobistą śmierć. Ludzie lubią też żywić uczucie, iż są po stronie Dobra a przeciwko Złu. Taka jest nasza psychologiczna konstrukcja.

Z drugiej zaś strony wojenna bezpardonowa propaganda, mająca niekiedy wielką siłę, nakierowana jest na sparaliżowanie, a przynajmniej znaczące osłabienie woli walki u naszych wrogów. Zarówno tych umundurowanych, jak i tego orgnizacyjno – gospodarczego zaplecza, obsługującego wojnę. Czyli i tę propagandę musimy zaliczyć do jednych z istotniejszych narzędzi dzisiejszego pola walki. Z tą tylko dość zasadniczą różnicą, iż gdy artyleria jeszcze milczy, propaganda nasila wymierzanie swoich śmiercionośnych ciosów, które mogą mieć tak potężny paraliżujący skutek, że aż swoim zasięgiem dalece przewyższa gazy paraliżująco – drgawkowe.

Tego rodzaju działania były udziałem każdej wcześniejszej wojny, jednak jak i w przypadku różnych innych broni możliwości skutecznego oddziaływania były wówczas o wiele skromniejsze. Dzisiaj, na tym polu, jest inaczej. Ludzkie rzesze poddaje się bowiem właściwie stałej obróbce, naturalnie w pożądanym kierunku. Era współczesnych propagandowych wojen trwa gdzieś od ponad stu lat. Należałoby powiązać ją z wybuchem oraz przebiegiem I Wojny Światowej.

Kiedy to przy pomocy potężnej już wówczas prasy i innych ulotnych druków przeciwnicy zaczęli się wzajemnie masakrować. Najpierw, by drugą stronę obarczyć moralną odpowiedzialnością za wybuch tak ostatecznie krwawego konfliktu, następnie aby usprawiedliwić nie zawsze szlachetne własne działania, a w końcu dla wytłumaczenia własnego nieraz nieludzkiego potraktowania pokonanych. Mistrzami okazali się Anglosasi, którzy na dobrą sprawę ten prymat w sile propagandowego oddziaływania utrzymują aż do dzisiejszego dnia. Gdy atmosfera jest wystarczająca rozgrzana, każdy chwyt jest dozwolony, a co najważniejsze skuteczne są nawet najabsurdalniejsze opowiastki. Tak zmiażdżone zostały cesarskie Niemcy, później Trzecia Rzesza. Dysponowała ona zbyt szczupłymi środkami. Podczas frontowych działań w 1914 r. na francuskich i belgijskich obszarach, aliancka prasa bombardowana była natarczywie serwowanymi opowiadaniami, że w Belgii niemieckie oddziały na masową skalę obcinają dzieciom dłonie.

Te bajki o zatruciach w Wielkiej Brytanii, dramatyczne filmy z użycia broni chemicznej przez Asada w Syrii i to w sytuacji, gdy już właściwie wygrał. Utyskiwanie na brak demokracji w Rosji, co podobno ma ją dyskredytować, a nawet moralnie dyskwalifikować. Itd, itp. Są to typowe narzędzia należące do arsenału totalnej wojny. Tej – w domyśle – ostatniej, a zatem toczonej o wszystko. Kiedyś wojownicy malowali się w jaskrawe kolory, zakładali strusie pióra, groźnie pomrukiwali. Dziś siła właściwie jest omnipotentna. I tak już będzie.

Antoni Koniuszewski
Myśl Polska, nr 49-50 (2-9.12.2018)