Rozmowy małżeńskie Wielomskich 24: Polska Walcząca

wielomscy 1_14.jpg
Magdalena Ziętek-Wielomska: Kilka dni temu miałam okazję oglądać interesujący filmik puszczany na ekranach w warszawskich tramwajach. Zaczął się „niewinnie”: pojawili się powstańcy warszawscy, którzy mówili o swoim poświęceniu dla ojczyzny, o znaku Polski Walczącej etc.

W pewnej chwili zaczęli apelować o to, by Polacy nie zgodzili się na to, by znak ten był wykorzystywany do niecnych celów. Jaki to cel? – pomyślałam. Wyjaśnienie zostało poddane w formie obrazkowej, a konkretnie w postaci zdjęcia z Marszu Niepodległości lub jakiejś innej imprezy, która miała budzić jednoznaczne skojarzenia z „nacjonalistami”. Zdjęcie zniknęło i pojawiła się plansza z napisem – dokładnego sformułowania nie pamiętam – w stylu: „Zatrzymać faszyzm”. Jednym słowem: Polakom wbija się do głów, że AK czy powstańcy warszawscy walczyli o coś zupełnie innego, niż zwolennicy tradycji narodowej. Przypuszczalnie, przelewali swoją krew za zjednoczoną Europę, demokrację i tolerancję, bo o cóż innego „wolno” było im walczyć? Nie wnikając w kwestię treści tej manipulacji, warto zwrócić uwagę na coś innego. Polska prawica walczy z fantomowym „marksizmem kulturowym”, „komuchami”, „ruskimi agentami”, a nie widzi, że prawdziwe ośrodki władzy, związane choćby właśnie z szeroko rozumianym ruchem antyfaszystowskim, dostosowują swoje metody oddziaływania do lokalnych uwarunkowań. W antyklerykalnych Niemczech będą one odwoływać się do innych stereotypów niż w jeszcze dość katolickiej Polsce. W Niemczech z „faszyzmem” walczy się za pomocą propagowania czysto lewicowych ideologii, w Polsce – w ten sposób tenże „faszyzm” tylko wzmocniono. Dlatego też ośrodki sterownicze wpadły na pomysł, że ze złym „nacjonalizmem” trzeba walczyć za pomocą dobrego „patriotyzmu”, który stereotypowo ma zostać powiązany z sanacją, AK, powstańcami, „wyklętymi”, Solidarnością, no i z PiSem. Cóż, przeciwnik poważny, to i obrana przez niego strategia stanowi poważne zagrożenie dla narodu.

Adam Wielomski: Patrząc na sprawę na spokojnie, musimy przyznać, że manipulacji dokonuje każda ze stron tej dysputy. Strona „nacjonalistyczna” także, gdyż próba przejęcia przez nią całej tradycji i symboliki partyzanckiej, niepodległościowej czy „wyklętej” jest oczywistym zafałszowaniem historii. W podziemnych organizacjach zbrojnych byli nie tylko nacjonaliści z endecji i ONR-u, lecz także ludowcy i socjaliści z PPS, również garść chadeków. W tym sensie lewica współczesna ma pełne prawo odwoływania się do tej tradycji i sprzeciwu przeciwko przejęciu tej symboliki przez znienawidzonych przez nią „nacjonalistów”. Z drugiej strony trzeba zauważyć, że po 1989 roku lewica w Polsce całkiem sama i dobrowolnie oddała te symbole i tę tradycję w ręce „nacjonalistów”. Pomiędzy lewicą przedwojenną a współczesną jest olbrzymia różnica: przedwojenna była propaństwowa i patriotyczna, nawet jeśli była antyklerykalna i radykalna społecznie. Trudno zanegować wolę i walkę ludzi z takiego PPS o odbudowę Państwa Polskiego w okresie i po zakończeniu I Wojny Światowej. Trudno także zanegować ich wielki wkład w walkę o Polskę w latach 1939-1945. Tego samego nie można powiedzieć o lewicy po 1989 roku, która uznała polskość za ksenofobiczny zabobon i na wyścigi deklarowała swoją europejskość i kosmopolityzm. To jest inna lewica: lewica liberalna. Lewica kolektywistyczna myślała kategoriami kolektywnymi, a więc i kategoriami narodowymi, państwowymi. Lewica liberalna jest tylko negacją wspólnot w imię rzekomych uprawnień jednostki. Ludzie lewicy nieliberalnej bez wahania oddawali życie za swoją ojczyznę, podczas gdy ludzie lewicy liberalnej umierają tylko z przejedzenia w stworzonym przez siebie świecie konsumpcyjnym. Chciałbym jeszcze zobaczyć polską lewicę propaństwową, wydzierającą „nacjonalistom” monopol na symbole narodowe i patriotyczne. Może ten filmik w tramwaju to jakiś początek zmiany?

Myśl Polska, nr 49-50 (2-9.12.2018)