Czuję się poniżony

koszmar.jpg
Przez dwa dni nie miałem dostępu do komputera. Dzisiaj, czyli dziesiątego listopada 2018 roku włączyłem i od razu poczułem atmosferę chamówy na dawnym wiejskim weselu. Nie znalazłem słownikowego określenia „chamówy”, ale dla mnie to prostackie zachowanie często z użyciem przemocy, wbrew powszechnie przyjętym zachowaniom, uznawanym za dobre obyczaje. Jakby moja definicja nie była ułomna, to mam nadzieję, że wiadomo, o co mi chodzi.

Odnośnie wsiowego wesela, to czytam i słyszę, że wredna przyszła teściowa powiedziała, że nie będzie wesela w jej domu, bo się jej panna młoda nie podoba. Być może teściowa wpuściłaby weselników, gdyby to było wesele homoseksualne. Mimo prostackiego zachowania przyszłej teściowej wygląda na to, że pan młody, który jest jej nieślubnym synem, dogadał się z mamusią, żeby pannę młodą – politycznie zawsze dziewicę, a dla teściowej zwykłą faszystkę – zmusić do mariażu. Panna młoda wygląda na córkę z biednego domu, której największym majątkiem jest dziewictwo i ten fakt świętuje raz w roku. Pan młody z kolei jest głupi i prostacki, ale ma tatusia prezesa, który we wsi rządzi. Pan młody mając ciche poparcie mamusi rządzącej bufetem i ostentacyjne poparcie tatusia prezesa, zebrał wsiowych osiłków i powiedział pannie młodej, że jak za niego nie wyjdzie, to mało, że ją w środku wsi na oczach jej gości zgwałci, to jeszcze ci goście dostaną od jego osiłków po mordzie. Chamówa w pełnej postaci.

Jak nietrudno się domyśleć ta chamówa na wiejskim weselu, to obchody stulecia odzyskania niepodległości, których kulminacją, a w zasadzie ostateczną kompromitacją ma być marsz niepodległości. Nawet ja, od lat przekonany o nikczemności polityki PiS-u, nie wpadłbym na pomysł, że można doprowadzić do sytuacji, w której, by niby uczcić rocznicę odzyskania niepodległości, doprowadza się do sytuacji grożącej rozlewem krwi. Te wozy pancerne, te oddziały wojska i policji na ulicach Warszawy ani trochę nie są wyrazem czczenia odzyskania niepodległości. To wyraz strachu, bezmyślności i wspomnianej chamówy. O tym, że marsz niepodległości stał się wyrazem politycznej bezmyślności i bezradności już nie raz pisałem.

Doszła do tego bezradność i bezmyślność PiS-u, który dla uczczenia setnej rocznicy odzyskania niepodległości niczego własnego i oryginalnego nie wymyślił. Monstrualnym symbolem tej pisowskiej chamówy jest pomnik Lecha Kaczyńskiego postawiony na Placu Piłsudskiego. Czy ludzie za to odpowiedzialni nie widzą swojej nikczemności i małości? Na mnie ma to ogromnie przygnębiające oddziaływanie.

Czuję się poniżony w swojej narodowej dumie. Nie chcę słyszeć o jakichś państwowych obchodach. Na widok prezydenta Andrzeja Dudy i premiera Mateusza Morawieckiego pogarda miesza się z obrzydzeniem. Jak można spieprzyć takie piękne wydarzenie?! Przed południem zamieściłem na swojej stronie na fejsbuku filmik z przedszkolakami ze Stalowej Woli, które pod rzeźbą „Patrioty” świętowały stulecie odzyskania niepodległości. Oglądałem go już kilkanaście razy i przed snem na pewno jeszcze oglądnę. To dla mnie jak cudowny lek na otwartą ranę. Dzięki tym przedszkolakom nie stracę wiary w sens takich świąt.

Andrzej Szlęzak