Przypadek Vichy

vichy.jpg
Pytanie o francuski rząd, który w wyniku zawieszenia broni i traktatu zawartego z Niemcami po klęsce 1940 r.; jest o wiele szerszym zagadnieniem, niż tylko pewną taktyczną kwestią, rodzącą się na tle sytuacji, wynikającej z tej błyskotliwej kampanii oddziałów Wehrmachtu. Najpierw jednak kilka wstępnych założeń.

Przede wszystkim rząd rezydujący w spokojnym kurorcie powstał w rezultacie właściwie bezprzykładnej, a nawet sromotnej klęski zadanej wielowiekowemu Imperium, które przez długie okresy swoich dziejów dominowało w Zachodniej Europie, z szerokim zapleczem kolonialnym, wiodącą kulturą, przodującą cywilizacją. Zdawać się zatem mogło, iż oznaczało to przysłowiowy koniec francuskiej historii. Poza tym trzeba nadmienić, że w owym czasie ta porażka była oceniana, jako decydujące dla przebiegu całej wojny, która zaczęła się, w sensie zbrojnego starcia, niecały rok wcześniej.

Dopiero przyszły skutek kolejnych kampanii wykazał, iż czerwiec 1940 r. nie był aż tak istotny dla całości. Ponadto paryscy politycy III Republiki wcale nie musieli być pewni, że Brytyjczycy sami nie zawrą wkrótce separatystycznego pokoju z Hitlerem: wówczas – co oczywiste – Paryż znalazłby się na przysłowiowym lodzie. Widzimy więc, że francuskie przywództwo stanęło przed wieloma bardzo trudnymi uwarunkowaniami. Także i Niemcy nie chcieli wikłać się w pełne militarne zwycięstwo, gdyż wymagałoby to większego zaangażowania ich okupacyjnych sił, w tym i materialnych środków. Poza tym wszystkie terytoria zamorskie, a zwłaszcza Afryka Północna mogłyby stać się łatwym angielskim łupem. Syria natomiast była kluczem do Bliskiego Wschodu, a bez jego opanowania trudno było marzyć o powaleniu Wielkiej Brytanii.

Wymienione tutaj okoliczności sprawiły, że porozumienie między Niemcami a pokonanym Paryżem stało się możliwe, zaś dla szeregu narodowo nastawionych Francuzów nawet konieczne. Ratowanie tego wszystkiego, co jeszcze było do uratowania podjął się posunięty w latach marszałek Petain i szereg prawicowych polityków III Republiki. Z kolei Charles de Gaulle wybrał inną drogę. Ostatecznie on zwyciężył, lecz czy rzeczywiście? Szedł on bowiem na anglosaskim pasku, cokolwiek sam o tym myślał i mówił. Przez długi czas, ten rozłam we francuskim obozie władzy, kierownicy III Rzeszy uważali za sfingowany i udawany. Na to jednak nigdy historycy nie znaleźli rzetelnych dowodów. Ale to osądzony później legendarny dowódca, pozostał do końca z własnym narodem, służąc mu na miejscu, jak tylko trudne okoliczności na to pozwalały.

Jego pech polegał głównie na tym, że Adolf Hitler nie był politykiem zbyt wielkiej klasy, gdyż w swoich strategicznych wyborach kierował się także wieloma fobiami i uprzedzeniami. Po prostu chciał za dużo, o wiele więcej niż realnie mógł osiągnąć. Można całą sprawę skonkludować w następujący sposób: po upływie prawie osiemdziesięciu lat marszałek Petain jakoś się broni. W szerszym sensie to bowiem on uratował Francję, nie zaś jego dość groteskowi przeciwnicy. Dziś projekt Starego Wodza w zmodyfikowanej formie właściwie jest realizowany. Europa Centralna dla Berlina, Afryka zaś dla Paryża.

Antoni Koniuszewski
Myśl Polska, nr 45-46 (4-11.11.2018)

Dzial: