Józef Brandt – ku pokrzepieniu serc…

brandt 1.JPG
Do 30 września b.r. trwała imponująca wystawa twórczości Józefa Brandta w Muzeum Narodowym Warszawie. Była to pierwsza, tak obszerna, obejmująca ok. 300 prac ułożonych chronologicznie, ekspozycja obrazów, rysunków, szkiców, a nawet fotografii jednego z najważniejszych i najciekawszych malarzy polskich XIX w. – obok Jana Matejki i Henryka Siemiradzkiego. Wszyscy trzej odnieśli sukces międzynarodowy.

Tematyka twórczości, inspirowanej historią, literaturą, podróżami na Kresy, życiem w Orońsku, obejmująca w dużej części sceny batalistyczne (często bardzo dynamiczne, wręcz – jak podkreślają niektórzy historycy sztuki – „muzyczne, ze szczękiem broni, tętentem koni i łopotem husarii”) z naszej przeszłości historycznej, głównie z XVII w., przesycona jest głębokim patriotyzmem i duchem narodowym. Podobnie jak Jan Matejko, pragnął również by jego sztuka spełniała rolę posłanniczą w uczeniu Narodu jego własnej godności i przypominaniu mu jego dziejów i tradycji.

Wielką misją sztuki historycznej w XIX w. było podtrzymywanie ciągłości kultury narodowej, a nawet manifestowanie polskości na polu międzynarodowym, dlatego wskrzeszał na swoich malowniczych, barwnych płótnach rycerską, brawurową przeszłość Rzeczypospolitej, przywoływał jej wielkie zwycięstwa, a jego wspaniałe militarne dzieła otrzymywały medale na wystawach, trafiały do prestiżowych, głównie zagranicznych kolekcji, o czym było głośno. W ten sposób wypełniał swoją służbę ojczyźnie.

Widać to zarówno w obrazach monumentalnych, jak „Bitwa pod Wiedniem” , „Jan Karol Chodkiewicz pod Chocimiem”, „Odbicie jasyru” czy w bardzo nastrojowym obrazie „Czarniecki pod Koldyngą”, jak i w tych o tematyce rodzajowej, inspirowanej literaturą, ale i codziennym życiem wsi i prowincjonalnych miasteczek – „Konfederaci barscy” (świetnie ujęta zamieć), „Obrona zaścianka”, „Modlitwa w stepie” (Matka Boska Ormiańska), którego pierwsza wersja znajduje się we Lwowskiej Galerii Obrazów, „Wyjazd królowej Marysieńki z Wilanowa” czy w portrecie szlachcica polskiego. Jednym z ostatnich jest obraz „Bogurodzica”.

Część eksponatów pochodzi z zagranicznych muzeów (Berlina, Lipska, Drezna, Wiednia), które – z wyjątkiem Lwowa – udostępniły je naszemu Muzeum.

Józef Brandt urodził się w 1841 r. w Szczebrzeszynie jako syn Alfonsa Brandta, naczelnego lekarza Ordynacji Zamojskiej i Krystyny z Lesslów. Jego dziadek, profesor medycyny Franciszek Antoni), uczestnik insurekcji kościuszkowskiej i społecznik, w okresie Królestwa Kongresowego, otrzymał tytuł szlachecki od Aleksandra I i herb Przysługa. Rodzina matki przybyła do Rzeczypospolitej za czasów Augusta II, z jego dworem z Saksonii. Talent odziedziczył po swoich antenatach po kądzieli – matka malarza sama malowała (wystawiała nawet kilkakrotnie swoje obrazy) i grała na instrumentach, a w jej rodzinie nie brakowało architektów.

Wcześnie – już Warszawie – z pomocą materialną brata matki (gdyż w wieku 5 lat stracił ojca, który zmarł na tyfus, niosąc pomoc chorym) zaczął uczyć się rysunku u Juliusza Kossaka i pobierał naukę w Instytucie Szlacheckim, ale uczył się też śpiewu i muzyki oraz fascynował się operą.
W 1858 r. podobno za namową Andrzeja Artura Zamoyskiego – swego chrzestnego ojca – wyjechał do Paryża, gdzie zamierzał podjąć studia techniczne, co jednak okazało się nierealne. Przebywający tam Juliusz Kossak nadal udzielał mu lekcji i skontaktował go z Henrykiem Rodakowskim. Brandt zaczął malować konie, szkicować rzeźby wystawiane w Luwrze i postanowił zostać malarzem.

brandt 2.JPG

Po powrocie do kraju, w 1860 r. i na początku 1863 r. na wystawie Towarzystwa Zachęty Sztuk Pięknych zaprezentował ilustracje do dzieł Wincentego Pola i „Pana Tadeusza” A. Mickiewicza oraz pierwsze obrazy olejne, m.in. „Czarniecki na tarancie”… (Warto dodać, że pierwszą ekspozycją na obecnej wystawie jest jego 15-letniego wtedy ucznia, zdradzająca rodzący się talent przyszłego artysty, subtelna akwarela przedstawiająca dwór). Wcześniej odbył podróż z Juliuszem Kossakiem na Podole i dalej – na Ziemie Ukrainne. Od stycznia 1863 r. studiował malarstwo w Monachijskiej Akademii Sztuk Pięknych, w pracowni mistrza Karla von Piloty, a następnie w pracowniach Franza Adama (malowanie koni) i Theodora Herscholta.

Do Monachium przyjeżdżał też Jego mistrz Juliusz Kossak, Za jakiś czas Brandt z kolei pomagał urządzić się tam jego synowi – Wojciechowi, jak też wielu innym polskim malarzom, m.in. Maksymilianowi Gierymskiemu, Józefowi Chełmońskiemu czy Alfredowi Wierusz-Kowalskiemu. Bardzo pozytywne opinie uzyskał na wystawie w Paryżu za obraz „Chodkiewicz pod Chocimiem”, a „Powrót z bitwy pod Wiedniem” (prezentowany na obecnej wystawie) zakupiony został przez otoczenie samego cesarza Franciszka Józefa. Jego obrazy kupowano natychmiast, nabywała je głównie arystokracja.

W końcu stał się niejako nieformalnym przywódcą coraz większej polskiej kolonii artystów w Monachium (Szkoła Monachijska). Bardzo wysoka pozycja w środowisku (był też członkiem prestiżowych gremiów i akademii europejskich), jaką wypracował przez lata, skłoniła go do zamieszkania w stolicy Bawarii na stałe, ale tematyka jego obrazów była prawie wyłącznie polska z sygnowanym nazwiskiem: „Józef Brandt z Warszawy”. Od 1870 r. prowadził tam swoją pracownię (jej rekonstrukcję prezentowano na wystawie), w której kilka lat później zaczął uczyć malarstwa, głównie młodych adeptów sztuki z Polski. Pracownię wypełnioną licznymi rekwizytami (zabytkowe militaria, instrumenty muzyczne, tkaniny), odwiedzali liczni malarze, przyjaciele i arystokraci - na czele z księciem regentem Leopoldem oraz młodzi adepci malarstwa, przybywający z kraju.

W 1877 r. ożenił się z Heleną z Wojciechowskich Pruszakową (wdową po zmarłym kilka lat wcześniej przyjacielu) i objął jego podupadły majątek w Orońsku koło Radomia (dziś mieści się tam Centrum Rzeźby Polskiej), który następnie doprowadził do świetności i gdzie rokrocznie spędzał wakacje z rodziną, przyjaciółmi z Monachium i przyjmował tych mieszkających w kraju.
W 1909 r. podarował Henrykowi Sienkiewiczowi jeden ze swoich obrazów. W odpowiedzi otrzymał wzruszający list, w którym pisarz m.in. napisał: „Otwarcie wyznaję, że Waszemu mistrzostwu i niezrównanemu Waszemu poczuciu rycerskiego i stepowego życia dawnych Polaków zawdzięczam niejedno natchnienie, niejeden pomysł i wprost niejedną scenę w mojej Trylogii. Pomiędzy tysiącami ludzi sławiących Wasze dzieła, ja należę niezawodnie do tych, którzy je najlepiej rozumieją i najgłębiej odczuwają” (cytat za Przemysławem Głowackim)

Wybuch I wojny światowej spowodował częściowe zniszczenie przez Niemców pałacu i pracowni w Orońsku, a najgorszym dla niego przeżyciem było zrabowanie przez nich koni, które hodował i tak wspaniale uwieczniał. Brandtowie przenieśli się do Radomia, malarz bardzo podupadł na zdrowiu i zmarł 12 czerwca 1915 r. – nie doczekawszy powrotu Polski na mapę Europy, o czym tak bardzo marzył. Po I wojnie rodzina przekazała pamiątki po nim – Narodowi.

Trzeba podkreślić, że malarstwo historyczne do tej pory nie miało aż tak pełnej prezentacji. Zgodnie z intencją twórców wystawy, którzy przez kilka lat pieczołowicie ją przygotowywali pod kierunkiem Pań: Ewy Micke-Broniarek oraz Agnieszki Bagińskiej, wpisuje się ona znakomicie w Obchody Setnej Rocznicy Odzyskania Niepodległości, co podkreślał na jej otwarciu w dniu 21 czerwca br. wiceminister Jarosław Sellin. Pan minister nie zauważył, że wystawa ta również… krzepi współczesnych – może wbrew nadziei – a jej przesłaniem w obecnych warunkach, jest głęboka wiara, że Naród nasz podźwignie się i odzyska suwerenność, gdy w końcu odrzuci fałszywych proroków...

Halina Ostowicz
Fot. Jan Engelgard
Myśl Polska, nr 45-46 (4-11.11.2018)

Dzial: