Rozmowy małżeńskie Wielomskich 21: 7 czy 11?

wielomscy 1_11.jpg
Adam Wielomski: Przy okazji organizowanego przez Wolność marszu z okazji stulecia 7 X 1918, gdy Rada Regencyjna ogłosiła odzyskanie przez Polskę niepodległości, na prawicy rozpoczęła się dyskusja jaką datę należy uznać za święto niepodległości? Odpowiedź nie jest prosta, gdyż nie było na ziemiach polskich dnia, w którym nastąpiłoby radykalne „cięcie”, gdy rano jeszcze Polacy wstali w niewoli, a wieczorem położyli się spać jako wolni.

Dlatego dat można wyznaczyć wiele: 7 X, gdy Rada Regencyjna ogłosiła swój manifest; 10 XI, gdy podesłany przez Niemców do Warszawy Józef Piłsudski dotarł do celu, aby w ciągu kilku dni objąć władzę; 11 XI, gdy podpisano zawieszenie broni i wojna światowa skończyła się, skutkując odzyskaniem niepodległości. Jeszcze kilka dat dałoby się tu dorzucić. Od 1919 roku obchodzono 11 XI jako datę zakończenia wojny światowej, choć po 1926 roku sanacja zawłaszczyła to święto, robiąc z niego coś w rodzaju „prazdnika Marszałka”, choć ten wrócił dzień wcześniej i był wtenczas tylko brygadierem. Za sanacji zrobiono z daty 11 XI partyjną parodię, a porównać ją można do filmu „Tytan. Film hagiograficzny”, który kręcono w jednym z odcinków satyrycznego „Ucha Prezesa”. W tej sytuacji środowiska nie odwołujące się do tradycji sanacyjnej, po 1989 roku zaczęły poszukiwać alternatywnego terminu. Padło na 7 X, czyli na deklarację Rady Regencyjnej.

Z punktu widzenia konserwatywnego podobać się musi jej monarchistyczny charakter, gdyż miała wybrać przyszłego króla; jej antydemokratyczny i reakcyjny skład. Nie chciałem tego czynić przy okazji 7 X, aby mnie nie oskarżono o psucie imprezy zorganizowanej przez kolegów z Wolności, ale – prawdę mówiąc – trzeba pamiętać, że Rada Regencyjna miała także i swoją ciemną symbolikę: została stworzona przez Niemców, aby ukonstytuować monarchię dla maleńkiej Polski, będącej częścią niemieckiej Mitteleuropy. Niemcy wskazali do niej trzech konserwatystów, gdyż byli to przedstawiciele grupy niechętnej wobec industrializacji kraju, gdy Niemcy planowali dla mitteleuropejskiej Polski rolę dostawcy ekologicznej żywności i taniej siły roboczej dla swojego przemysłu. Rada Regencyjna miała, mówiąc wprost, ukonstytuować mały skansen społeczny i ekonomiczny między Sieradzem a Białą Podlaską.

Magdalena Ziętek-Wielomska: Należy pamiętać, że wtedy jeszcze Niemcom wydawało się, że mocą pokoju brzeskiego ich wpływy będą sięgać daleko na wschód. Finansowali i wspierali rewolucję bolszewicką i liczyli, że Rosja znajdzie się w ich w strefie wpływów. Polskie królestwo miało stanowić element szerszej układanki związanej z koncepcją gospodarki wielkoprzestrzennej, która w Niemczech była rozwijana już od drugiej połowy XIX w. Wtedy to choćby Gustav von Schmoller pisał, że przyszłość należy do dużych przestrzeni gospodarczych. Uważał, że Europa musi stworzyć swoją własną, by móc skutecznie przeciwstawić się Anglosasom, Rosji i Chinom. Niemcy widzieli się w roli przywódców takiego jednoczenia się ekonomicznego Europy. Na początek miała to być Mitteleuropa, ze zwasalizowaną Polską, której byłe wschodnie rubieże także miały przynależeć do niemieckiej strefy wpływów.

Ze względu na rewolucję w ich własnym państwie, jak również działania amerykańskiej i francuskiej dyplomacji, Polska odzyskała niepodległość jako w pełni suwerenne państwo. Żadne siły polityczne w Niemczech nie były w stanie zaakceptować tego faktu i – mimo istniejących między nimi różnic – zgodnym głosem uznały Polskę za „bękarta Wersalu”. Nasza niepodległość była więc od samego początku cierniem w oku Berlina – późniejsze wypadki tylko to potwierdziły. Jednym słowem: gospodarz tej części Europy miał być jeden, Polska mogła istnieć tylko i wyłącznie jako byt zależny, okrojony terytorialnie i wtłoczony w system gospodarki niemieckiej. W 1989 r. sytuacja Polski była podobna, tyle, że tym razem „rada regencyjna” w postaci ekip postsolidarnościowych przejęła władzę.

Myśl Polska, nr 43-44 (21-18.10.2018)