Multi-kulti czy polityka pronatalistyczna (2)

morocco.jpg
Włączam TVP rano – prezes Rady Ministrów Mateusz Morawiecki. Oglądam po południu – premier Morawiecki. Otwieram wiadomości wieczorem – Morawiecki. Pan premier o wyborach, o sukcesach (prawdziwych i rzekomych), o repolonizacji gospodarki, miłości do Unii Europejskiej, polityce społecznej, historii Polski, naszej pozycji międzynarodowej (oczywiście rośnie), patriotyzmie polskim, wrogich knowaniach Putina i Rosji itd., itp.

A o czym pan premier nie mówi w ogóle, a czujni dziennikarze taktownie takiego pytania nie zadają? O roszczeniach żydowskich. Widocznie bezustanne wędrówki naszych notabli do kraju leżącego w Palestynie mają charakter turystyczny. A o czym premier Morawiecki mówi bardzo ogólnie i sztampowo? O imigracji. „Nie zgadzamy się na relokację i nie zgodzimy” - zapewnia. To prawda, ale częściowa, czyli kłamstwo. Bowiem …

Polska tyglem narodów i ras

Jak już pisałem, 2 maja br. odbyła się konferencja w Marrakeszu gromadząca państwa Unii Europejskiej i Afryki. Zakończyła się ona podpisaniem deklaracji, która zapowiada zapobieganie nielegalnej emigracji i zapewnienie legalnych dróg. Dokument zobowiązuje sygnatariuszy do walki z rasizmem, ksenofobią i dyskryminacją na tle rasowym, do „promocji regularnej migracji” i współpracy na rzecz jej ułatwiania oraz zagwarantowania praw imigrantów i uchodźców w krajach przyjmujących.

Zdaniem autorów migracje mają pozytywny wpływ, tak dla kraju pochodzenia, jak i państwa przyjmującego. Podpisujący zobowiązali się do „promowania takiej narracji opartej na faktach”, a nie ksenofobicznych uprzedzeniach. Szef węgierskiego MSZ Peter Szijjarto zarzucił deklaracji, że jest „skrajnie pro-migracyjna”, reprezentuje głównie interesy państw afrykańskich i może zaowocować kolejną falę migracji. W rezultacie odmówił złożenia podpisu. Zaprotestował też przeciwko planom „zmiany kompozycji populacji na kontynencie” i oskarżył państwa popierające migrację o „sprzedawanie europejskiej kultury i bezpieczeństwa”.

Szijjártó nazwał ją „ekstremalnie pro-imigracyjną deklaracją”, która ma jedynie na celu „dalsze inspirowanie imigracji” i tworzenie nowych tras imigracji, zamiast koncentrować się na tym, jak można ją powstrzymać. W jego ocenie umocniono w ten sposób pogląd, że migracja przyczynia się do wzrostu gospodarczego i stanowi podstawę globalnego dobrobytu. Według niego obecnie, chodziło jedynie o to, by lepiej kierować tym procesem.

Polska jednak bez szemrania podpisała, tym samym wyłamując się z dotychczasowego sojuszu polsko-węgierskiego w tej sprawie.
Kłania się Ewa Kopacz. O Marrakeszu nie donosiły media, Deklaracja nie widnieje na witrynach Kancelarii Prezesa Rady Ministrów, MSZ-u czy Ministerstwa Inwestycji i Rozwoju (MIiR). Nie została nawet przetłumaczona z angielskiego. Innymi słowy całą aferę ukryto przed opinią publiczną.

Natomiast premier Morawiecki gromko wychwalał rzekomy sukces podczas szczytu UE w dniach 28-29.06. br. Według relacji rządowych podczas długich i burzliwych negocjacji” na temat imigracji nasza delegacja miała przyjąć nieustępliwe stanowisko, co zaowocowało ustaleniem, że relokacje uchodźców będą się teraz odbywały wyłącznie na zasadzie dobrowolności. Premier, prezentując ustalenia szczytu, poinformował o osiągnięciu bardzo dobrego kompromisu. Zaznaczył on: „Osiągnęliśmy na nim to, co zakładaliśmy” i „jesteśmy z tego bardzo zadowoleni”. Nie wspomniał i nadal nie mówi nic o Marrakeszu.

Jak uprzywilejować imigrantów

Od dłuższego czasu media działają na rzecz przyjmowania imigrantów. Czynią to jednak pośrednio: po pierwsze – prezentują jak najsympatyczniej cudzoziemców mieszkających w Polsce; po drugie – lansują tezę, że bez imigrantów załamie się polska gospodarka.

Tak czy inaczej w resortach rządu Morawickiego praca wre. Wyprodukowały one szereg dokumentów, gdzie właściwie bez ogródek pisze się o masowym przyjmowaniu imigrantów. Są to m.in. „Strategia na rzecz Odpowiedzialnego Rozwoju do roku 2020 (z perspektywą do 2030 r.)” sygnowana przez premiera Mateusza czy „Priorytety społeczno-gospodarcze polityki migracyjnej” Ministerstwa Inwestycji i Rozwoju. Powstały też publikowane rozprawy naukowe na ten temat. Zacytujmy niektóre zapowiedzi (częściowo już realizowane, jeśli przejdziemy się ulicami większych polskich miast).

Tak więc zapowiada się „prowadzenie działań informacyjnych i edukacyjnych skierowanych do polskiego społeczeństwa nt. pozytywnej roli cudzoziemców, których celem będzie przeciwdziałanie dyskryminacji, promocja postawy otwartości, przełamywanie stereotypów i uprzedzeń”. Język wypisz wymaluj PO czy UW. Zakłada się, że polityka migracyjna Polski „powinna mieć charakter wielowymiarowy, uwzględniający migracje o charakterze zewnętrznym, zarówno te dotyczące imigracji, jak i emigracji, a także brać pod uwagę ich charakter (czasowy, trwały, zarobkowy itp.)”.

Z kolei mówi się otwarcie o „oddziaływaniu na procesy migracyjne w sposób zaplanowany, pozwalający na zrealizowanie bardzo konkretnych wyzwań i celów”, przy minimalizowaniu „prawdopodobieństwa wystąpienia różnego rodzaju ryzyk i zagrożeń charakterystycznych dla współczesnego świata (nierówności społeczne, kryzysy humanitarne, zagrożenia bezpieczeństwa)”.

Brawo! Tak zakładały choćby Niemcy i Francja, a co wyszło wiemy. Podkreśla się, że „wyzwaniem, które wraz ze zmianami demograficznymi odgrywać będzie coraz większą rolę, jest także zapewnienie, by do Polski przyjeżdżali migranci o wysokich lub rzadkich kwalifikacjach, uzupełniając tym samym lukę kapitału ludzkiego w sektorach o wysokim popycie na kwalifikacje”. Z drugiej strony, zapewnia się łaskawie, że „poziom zatrudnienia cudzoziemców nie może negatywnie wpływać na utrzymanie lub zdobycie zatrudnienia przez polskich obywateli”. Ciekawe, w jaki sposób, czyżby rząd chciał kontrolować właścicieli firm czy odmówili zatrudnienia Polakom, a w ich miejsce przyjęli imigrantów?

Rząd deklaruje ograniczenie nielegalnej imigracji, a z drugiej strony ma dążyć do rozwoju organizacji pozarządowych działających na rzecz cudzoziemców, w tym organizacji imigranckich. Wśród działań propagandowych wymienia się „prowadzenie działań informacyjnych i edukacyjnych skierowanych do polskiego społeczeństwa nt. pozytywnej roli cudzoziemców, których celem będzie przeciwdziałanie dyskryminacji, promocja postawy otwartości, przełamywanie stereotypów i uprzedzeń”. Piękny język poprawności politycznej, którą tak gromi w swych licznych wystąpieniach premier Morawiecki.

Bardzo ciekawy jest wspomniany już przeze mnie dokument MIiR. W rozdziale II czytamy m.in.: „2. Uprzywilejowanie określonych grup cudzoziemców. (…) 5. Budowa spójnego, prawnego i instytucjonalnego systemu zarządzania procesami migracyjnymi ...(...) 6. Współpraca z partnerami zagranicznymi i krajowymi w obszarze migracji zarobkowej do Polski”. Podrozdział III mówi o preferencyjnych rozwiązaniach dla pewnych grup imigrantów.

Mają to być: „1. Zagraniczni studenci, doktoranci, naukowcy, nauczyciele akademiccy oraz polscy studenci, absolwenci polskich uczelni mieszkających za granicą i polska kadra naukowa zagranicznych uczelni. 2. Obywatele polscy mieszkający za granicą oraz osoby polskiego pochodzenia, w tym repatrianci” (…) 4. osoby mieszkające za granicą zamierzające rozpocząć/przenieść działalność gospodarczą na teren Polski lub wyrażające chęć inwestowania i prowadzenia działalności gospodarczej na terenie Polski”.

Kolejny podrozdział IV określa priorytety społeczno-gospodarcze polityki migracyjnej. A w tym „2. Wypracowanie narzędzi służących przyciąganiu pracowników i przedsiębiorców zza granicy”. W konsekwencji otrzymają wsparcie pracodawcy poszukujący pracowników cudzoziemskich oraz cudzoziemcy chcący zatrudnić się w Polsce. Przewiduje się też analizę systemu prawnego dotyczącego zatrudnienia i pobytu cudzoziemców, czyli ułatwienia. Tę obietnicę można zilustrować faktem, że dotychczas kartę pobytu wydaje się na lat trzy (w UE na rok), a rozważa się okres lat pięciu. Ponadto ma nastąpić „umiędzynarodowienie polskich uczelni i jednostek naukowych”, a przekładając ten bełkot na język polski chodzi o zwiększenie liczby studentów i naukowców zza granicy na polskich placówkach. Dodajmy do tego system przywilejów otwarcie przecież zapowiadany, o czym pisałem wyżej. Ma też nastąpić „rozwój systemów stypendialnych dla cudzoziemców, w tym dla osób pochodzenia polskiego”. Zwróćmy uwagę na słowo „w tym”.

To nie koniec przywilejów obiecywanych „naszym drogim gościom”. Dokument przewiduje dla wybranych kategorii cudzoziemców „pakiety usług lub wsparcia”. A także: „Wprowadzenie preferencji w sprawie łączenia rodzin i pomoc w znalezieniu pracy dla członków rodziny cudzoziemca zaliczonego do grup preferowanych (pkt III), zamierzającego podjąć pracę w Polsce”. Pozostaje zapytać, a co dla tubylców?

Pawłowicz nie przepuszcza

Jedyna osoba spośród parlamentarzystów, która zareagowała publicznie na rozpoczynający się zalew przez tzw. imigrantów z Azji, Afryki Północnej i Bóg wie skąd jeszcze okazała się posłanka PiS prof. Krystyna Pawłowicz. Jak zawsze niepokorna, jak zwykle ostra, zawsze odważna. Wystosowała ona list z 16 pytaniami adresowany do premiera, również skierowany do Ministra Spraw Wewnętrznych i Administracji. W liście zwraca uwagę na jaskrawą rozbieżność między publicznymi deklaracjami rządzących w sprawie imigrantów, a obserwowaną rzeczywistością dużych miast, jak i coraz bardziej miast mniejszych, a nawet wsi. Pismo zawiera 16 szczegółowych pytań, na które posłanka domaga się odpowiedzi, a odpowiedź tę – obiecuje Pawłowicz – opublikuje po otrzymaniu od adresatów.

Autorka zwraca uwagę na bezkarne działania mafii imigracyjnych przerzucających do Polski i przez Polskę tysiące Azjatów i Afrykanów rocznie. Zapytuje więc czy rząd zamierza opanować ten proceder. Żąda wyjaśnienia czy Polska zawarła umowę z Uzbekistanem o zatrudnieniu obywateli tego kraju. Jeśli tak to ilu osób ona dotyczy, na jak długo i jaki będą posiadali status. Czy będą im przysługiwały świadczenia socjalne, w tym emerytury. Chce również wyjaśnienia czy już pracujący cudzoziemcy otrzymują wyższe stawki niż pracownicy polscy. Pytanie to dotyczy również świadczeń na ich utrzymanie i wysokości w porównaniu z polskimi pracującymi, bezrobotnymi i emerytami. Prócz Uzbekistanu panią poseł ciekawi czy zostały zawarte umowy z innymi państwami Azji Centralnej, gdyż – jak przypomniała – kanclerz Angela Merkel pochwaliła Morawieckiego, a premier publicznie powtórzył tę pochwałę, nie ujawnił atoli jakiego kraju dotyczy ten komplement kanclerza RFN.

Niepokorna posłanka chce też wiedzieć czy z Azji chcemy sprowadzić osoby o polskich korzeniach czy też umowy te dotyczą wszystkich obywateli danego państwa azjatyckiego, a przecież większość z nich to muzułmanie. Z kolei stawia problem objęcia (lub nie) imigrantów programem 500 Plus. Przypomina, że program ten ma na celu poprawienie sytuacji demograficznej Polaków a nie muzułmanów. Domaga się wyjaśnienia czy Polska zezwoli na sprowadzenie rodzin muzułmanów pracujących w Polsce. Na jak długo? Kto będzie ich utrzymywał? Gdzie będą mieszkali? – pyta prof. Pawłowicz. Wyraża obawę czy napływ imigrantów z Azji i Afryki Płn. nie pogarsza sytuacji polskich pracowników, bowiem coraz częściej wiele firm zatrudnia Ukraińców na niższych stawkach niż domagają się Polacy. Taka sytuacja stanowi kolejny impuls wyjazdu Polaków na Zachód. Premier ma też odpowiedzieć czy jest prawdą jakoby statek chiński, który niedawno zacumował w Polsce, przywiózł chińskich robotników.

Chociaż publicznie rząd oświadcza, iż nie zgadza się na unijny system relokacji, to jednak Pawłowicz zapytuje czy przyjmujemy imigrantów w ramach tego mechanizmu i na jakiej podstawie. Jest ciekawa czy istnieje system weryfikacji dokumentów napływających cudzoziemców i co się dzieje z nielegalnie przebywającymi w Polsce. Wreszcie chce się dowiedzieć czy będzie realizowany program powrotu Polaków ze Wschodu i czy będą oni mieli pierwszeństwo w uzyskiwaniu przywilejów w porównaniu z cudzoziemcami.

Posłanka Pawłowicz domaga się jasnych i precyzyjnych odpowiedzi oraz wytłumaczenia czy obecna polityka rządu nie łamie obietnic wyborczych. Jak dotychczas nie zauważyłem w sieci odpowiedzi na list Pawłowicz ani ze strony Morawieckiego, ani szefa MSWiA Joachima Brudzińskiego. Pawłowicz stanowi niestety wyjątek. Inni posłowie PIS co najwyżej szemrzą, tak aby niedosłyszał Naczelnik Państwa, albowiem to od niego ostatecznie zależy, czy kogoś umieści na liście i na jakim miejscu. Obawiają się, by pro-imigracyjna polityka nie doprowadziła do klęski wyborczej.

Wspomnę jeszcze o wywiadzie, jakiego udzielił senator Jan Maria Jackowski jednej z telewizji internetowych. Nie ukrywał on zakłopotania pytaniem o imigrację i w czasie dłuższego wywodu, chociaż mało konkretnego wywodu, zapewnił, że odbędzie się na ten temat debata. Rozmowa miała miejsce w czerwcu, a debaty „ niet i nie budiet”.

Zagłuszanie rzeczywistości

Podpisanie przez rząd Polski Deklaracji z Marrakeszu mieści się w logicznym ciągu polityki zagranicznej Morawieckiego. A polega ona na bezustannych kapitulacjach, które w miarę możliwości starałem się opisać w poprzednich publikacjach. Pozostaje tylko niewiadomą kiedy, z kim i za jaką cenę (a może w ogóle bez ceny) Morawiecki lub jego ludzie uzgodnili zamienienie Polski w drugą Francję lub Niemcy.
To jedno z najgorszych ustępstw – obok deklaracji polsko-izraelskiej – ponieważ na Polskę zwalą się wszystkie nieszczęścia będące obecnie udziałem krajów Europy Zachodniej. Premier i rząd muszą sobie zdawać sprawę, że nie jesteśmy w stanie opanować islamskiego żywiołu imigranckiego, skoro najsilniejsze państwa Unii posiadające bez porównania liczniejsze i lepsze środki, nie potrafiły zapobiec morderstwom, anarchii, panoszeniu się szariatu.

Tylko pokrótce , gdyż o tym pisaliśmy nie raz, wspomnę, że za lat 10 czy 20 (a może wcześniej) Polska stanie się krajem wielorasowym, wielokulturowym, wieloetnicznym, wieloreligijnym. Ze wszystkimi ujemnymi konsekwencjami, które mamy okazję obserwować w Berlinie, Paryżu, Brukseli czy Madrycie. Ale co może to obchodzić Mateusza Morawieckiego. Za ten czas będzie on ponownie dyrektorem wielkiego banku w Polsce lub zagranicą, ewentualnie obejmie wysokie stanowisko w Unii Europejskiej, którą tak ukochał, kto wie - może eksponowaną posadę w ONZ.

Ochrona tożsamości narodowej, walka o interes Polski, służba Polakom – pojęcia te i hasła stanowią wyłącznie chwyty demagogiczne Morawieckiego i jego kamaryli. A już rzeczą podłą jest okłamywanie Polaków wbrew skrzeczącej imigranckiej rzeczywistości. Sytuacja w Polsce sprzyja Morawieckiemu i jego zamiarom. Odbywa się ostra walka wyborcza a w niej uczestniczy aktywnie premier, zarówno we wspieraniu kandydatów Zjednoczonej Prawicy, jak i odpieraniu ataków opozycji. Morawiecki mówi o wszystkim podlewając swoje mowy sosem niby patriotycznym, nie rusza jednak dwóch spraw od których zależy los Narodu i Państwa Polskiego: czy zostaniemy obrabowani przez światowe lobby żydowskie z lwiej części naszego majątku; czy staniemy się kolejnym krajem multi-kulti. Tak wygląda zagłuszanie rzeczywistości.

Nie łudźmy się. Jeżeli nie odezwie się potężny głos nas, Polaków, to szarlatani zlikwidują nasz kraj i nasz naród. Czas nie na zagranicę, bo nikt nam nie pomoże, ale ulicę. Polską ulicę. Nie platformerską.

CDN
Zbigniew Lipiński
13 października 2018 r.
Myśl Polska, nr 43-44 (21-28.10.2018)