Smarzowski i salon

smarzowski.jpg
Ten sam reżyser, którego niemal wielbiono za film „Wołyń” – wprawił swoich zwolenników w wielkie zakłopotanie – bo jego ostatni film „Kler” wydaje się być z zupełnie innej bajki. Pojawia się więc pytanie – który Smarzowski jest prawdziwy, ten z „Wołynia” czy ten z „Kleru”?

O ile bowiem pierwszy film ma jednak odcienie bieli i szarości, a Ukraińców nie pokazuje wcale jednowymiarowo – to ten drugi jest waleniem pałką a nawet maczetą w głowę – wszyscy są odrażający, brudni, źli – by sparafrazować tytuł głośnego niegdyś filmu włoskiego. Jest to tym bardziej bulwersujące, że za obiekt ataku obrał sobie Smarzowski Kościół katolicki w Polsce.

Wszyscy, którzy widzieli ten film są zgodni – jest to skrajnie tendencyjny obraz Kościoła i duchowieństwa, tak jakby reżyser wyładował swoje natywne odczucia i fobie, bez retuszu i dystansu, na który zdobył się, i słusznie, w filmie „Wołyń”. Dlatego jest to raczej film będący odzwierciedleniem stanu duszy samego twórcy, jak i sporej części tzw. salonu, który od lat jest sfrustrowany tym, że Kościół nie jest taki, jakby on chciał, żeby był. To znaczy jaki? Ujawniła to we wpisie na Twitterze Dominika Wielowieyska, nota bene córka znanego działacza katolickiego Andrzeja Wielowieyskiego. Wedle niej antidotum na bolączki Kościoła ujawnione w filmie to: „Znieść obowiązkowy celibat, uznać związki partnerskie homoseksualistów, także księży, dopuścić kobiety do kapłaństwa. I wiele problemów Kościoła instytucjonalnego by wyparowało”. Krótko mówiąc – chodzi o praktyczną likwidacje Kościoła i przekształcenie go lewacką atrapę.

Zakłamanie i podłość salonu polega na tym, że jest głuchy np. na zagrożenia ze strony islamu, który jest przecież o wiele bardziej „represyjny” i „barbarzyński” niż chrześcijaństwo. Woli wyładowywać swoje zatrute emocje na Kościele w Polsce – prezentując w dodatku całe pokłady hipokryzji. Jeśli bowiem PiS atakuje sądownictwo pokazując jednostkowe przykłady sędziów, którzy kradną – to podnosi się krzyk; „przecież nie można tego uogólniać i oceniać na tej podstawie całego środowiska!”. Słusznie, tylko dlaczego w przypadku pojedynczych ekscesów ludzi Kościoła (dyskusyjne jest w ilu przypadkach jest to naciągane i kreowane) – ta zasada nie jest przez salon wyznawana, dlaczego winny jest „cały Kościół”? To są pytanie retoryczne, na końcu tej drogi, szybciej na Zachodzie niż u nas – będzie grzeczne podporządkowanie się lewackiego salonu twardym regułom islamu. Czasami mam ochotę, żeby tego doczekać.

Jan Engelgard