Rosja – wróg, sojusznik, partner? (2)

rus 2_1.jpg
W poprzednim odcinku scharakteryzowałem pokrótce bezdroża polityki wschodniej i antyrosyjską propagandę w Polsce oraz dwie pozycje prasowe (tygodnik „Do Rzeczy”). Jedna to artykuł Rafała Ziemkiewicza „Kwadratura Rosji i Niemiec”.

Autor domaga się, aby sternicy naszej nawy państwowej dysponowali planem B, co umożliwiłoby nam rozsądne układanie stosunków z naszymi oboma sąsiadami, wykładając jednocześnie ABC rokowań i opracowywania zamierzeń strategicznych. Drugą stanowią dwa wywiady Kornela Morawieckiego – nestora jednoznacznie antykomunistycznego nurtu Solidarności. Marszałek senior najpierw udzielił wywiadu agencji RIA Nowosti na temat relacji polsko-rosyjskich i powtórzył oraz rozwinął zawarte tam tezy w wywiadzie dla tygodnika „Do Rzeczy”.

Winą za ich fatalny stan obarcza przede wszystkim dotychczasowe władze RP, wytykając im brak jakiejkolwiek koncepcji ułożenia się z Moskwą, niszczenie pomników żołnierzy sowieckich z jednej strony, a z drugiej milczącą tolerancję wobec heroizacji UPA na Ukrainie i wznoszenia tam pomników mordercom Polaków. Jednocześnie podkreśla wspólne chrześcijańskie korzenie obu narodów oraz wspólną walkę z Niemcami w czasie II Wojny Światowej.

Festiwal rusofobii trwa

Tymczasem posłowie PiS podjęli nową inicjatywę na niwie pogarszania i tak złych stosunków Warszaw-Moskwa. „Uważam, że w kolejnej kadencji Sejmu powinien powstać raport o stratach wojennych zadanych przez Rosję sowiecką. Oczywiście będzie problem z ich wykonaniem, bo dzisiejsza Rosja jest krajem, który nie przestrzega prawa i ładu międzynarodowego. Ale taki raport powinien powstać” – postuluje Mularczyk udzielając wywiadu dziennikowi „Rzeczpospolita”. Zauważmy – na temat reparacji od Niemiec nawet nie rozpoczęły się rozmowy, a rozochocony Mularczyk już domaga się ich od Rosji. Nie ma to, jak walka na dwa fronty!

Na reakcję polityków rosyjskich nie trzeba było długo czekać. Rosyjski senator Aleksiej Puszkow jednoznacznie odrzucił żądanie reparacji, gdyż – jak utrzymuje – Polska nie ma do tego praw. Wiceprzewodniczący ds. międzynarodowych Rady Federacji Władimir Dżabarow określił to żądanie „drogą donikąd” i zapytał jak w tej sytuacji ocenić życie 600 tysięcy żołnierzy sowieckich, którzy ginęli w walkach o wyzwolenie Polski. Natomiast zdaniem I wiceprzewodniczącego ds. międzynarodowych Dumy Państwowej – Dmitrija Nowikowa rosyjskie władze nie powinny wydawać żadnych oficjalnych oświadczeń w odpowiedzi na tę inicjatywę.

Szerzej sprawę tę skomentował na antenie Radia Sputnik Władimir Zorin, doradca prezydenta Federacji Rosyjskiej ds. międzynarodowych: „To oświadczenie (Mularczyka— red.) można byłoby zaliczyć do kuriozalnych, gdyby nie złożył go człowiek o wysokim statusie. Świadczy to o tym, że pewna część polskiej elity rządzącej ma ostro negatywne nastawienie do Rosji i na wszelkie możliwe sposoby stara się utrudnić stosunki naszego państwa z UE. Oczywiście zarówno z naukowego, jak i historycznego punktu widzenia te oświadczenia nie mają siły prawnej, praktycznej ani politycznej, ani też rezultatu i znaczenia. Są jednak w stanie zepsuć stosunki między państwami i zwiększyć obecnie istniejącą niestety nieufność".

Wymachiwaniem szabelką zajął się też sam minister spraw zagranicznych – Jacek Czaputowicz, który ostatnio udał się do Gruzji. Po co? Chce poszerzyć relacje handlowe, rozwinąć współpracę kulturalną, dokonać wymiany studentów? Ale skądże. By uczcić 10. rocznicę wizyty w tym kraju prezydenta Lecha Kaczyńskiego, ściągnąwszy w tym celu również szefów MSZ Litwy i Łotwy oraz wicepremiera Ukrainy. Zaiste, osobliwy to powód do wizyty na wysokim szczeblu międzynarodowym. Na tym tle zaprezentował on kilka złotych myśli na tematy międzynarodowe dla tygodnika „Sieci”.

Zacytujmy. „Polska wspiera europejskie i atlantyckie aspiracje Gruzji” – oświadcza minister. Czyli – nasz kraj, poprzez rządzących, uczestniczy aktywnie w otaczaniu Rosji przez Stany Zjednoczone, którą to politykę prowadzą Amerykanie od upadku Związku Sowieckiego. Jak wiadomo, nasz interes narodowy realizuje się na Kaukazie. Dalej: „Rosja prowadzi działania nieakceptowalne; działania przeciwko społeczności międzynarodowej, nie tylko w naszym regionie. Mam na myśli Syrię, atak na rodzinę Skripajew z użyciem broni chemicznej, ingerencję w procesy wyborcze, elementy cyberwojny”. Ciekawe.

Oznacza to, że Czaputowicz neguje wspólne (w każdym przez pewien czas) działania USA i Rosji w Syrii, wspiera wrogie działania wobec Donalda Trumpa, któremu dość wpływowe środowiska zarzucają wspieranie jego kampanii wyborczej przez Rosję. Czy aby szef naszej dyplomacji w swojej nadgorliwości nie posunął się zbyt daleko? Sternik MSZ twierdzi też: „Polska polityka zagraniczna opiera się na bezwarunkowym poparciu dla integralności terytorialnej Ukrainy w granicach uznanych przez prawo międzynarodowe. (…) nie uznajemy i nie uznamy aneksji Krymu przez Rosję”. Pomińmy tu okoliczności przyłączenia Krymu do Ukrainy za czasów Chruszczowa. Zapytajmy tylko, kiedy i gdzie rozmówca „Sieci” sprzeciwił się publikowaniu przez Kijów map tego państwa obejmujących tereny należące do Polski? Ja nie słyszałem.

Rokita moralizuje premiera

Omawiany w części I tego „Kalejdoskopu wywiad K. Morawieckiego niesłychanie oburzył i zaniepokoił Jana Rokitę, czemu dał wyraz w artykule „Niebezpieczna doktryna” („Sieci” nr 33/2018). Według niego głos Morawieckiego seniora ma duże znaczenie dla twardego elektoratu PiS ze względu na jego bezkompromisowy antykomunizm. Poza tym jest ojcem aktualnego premiera i – jak twierdzi autor – jego mentorem. Toteż jest „niesłychanie cennym nabytkiem dla państwowej rosyjskiej propagandy”, skoro wystąpił w RIA Nowosti, w której podjął „druzgocącą krytykę polskiej polityki wschodniej z wykorzystaniem argumentów od dawna używanych w tej propagandzie przeciw państwu polskiemu”.

W opinii tego byłego działacza Unii Demokratycznej i Platformy Obywatelskiej, aparat PiS-u nie krytykuje K. Morawieckiego, ponieważ postawiłby premiera w niezręcznej sytuacji. Rokita przypisuje Nowosti, jako części rosyjskiego holdingu medialnego ogromne znaczenie i jednocześnie sukces, gdyż zwerbował do rozmowy polityka znajdującego się – ze względu na powiązania rodzinne – w centrum decyzyjnym RP.

Autor zarzuca K. Morawieckiemu fałszerstwa lub co najmniej dezynwolturę w trzech kwestiach: konfliktu rosyjsko-gruzińskiego; polskiej winy za niewykorzystanie oferty przeprowadzenia gazociągu przez nasz kraj, gdyż nie miałby on przebiegać przez Ukrainę, co zaowocowało Nord Stream 1; konfabulację związaną z inicjatywą prezydenta Putina wobec Polski za czasów prezydentury Lecha Kaczyńskiego. Nie wdając się w szczegóły wywodu ex-polityka, można je określić powiedzeniem „to nie my, to oni”, całemu złu na odcinku relacji Polska-Rosja ponosi winę Kreml. We wszystkich tych sprawach – oskarża Rokita – „Morawiecki nie jest świadom podstawowej dla Polski lekcji historii – że ilekroć Europa dążyła do strategicznego sojuszu z Rosją, tylekroć sojusz ów zagrażał polskiej niepodległości”.

Niemniej Jan Rokita konstatuje: „Dziś Morawiecki wyrasta jednak na polskiego rzecznika rosnącego w siłę i niepokojącego dla Polski trendu. Czasy się zmieniają, coraz większa liczba europejskich tradycjonalistów rozczarowanych – nie bez powodu – współczesnym kształtem Unii Europejskiej, zwraca się w kierunku Moskwy jako nowego wybawiciela”. Nurty te szukają wielkiego pojednania z putinowską Rosją. Co gorsza – dziwi się Rokita – charakteryzują się one pogardą dla UE i wrogością wobec Ukrainy. Poglądy takie – jak twierdzi autor – w Polsce głosili dotychczas skrajni nacjonaliści, natomiast na salony polityczne wprowadza je Kornel Morawiecki.

I tu następuje pouczenie: „Dlatego tak ważne jest, aby zarówno PiS jak i sam premier (dla którego to zapewne piekielnie trudne) nie nabierali wobec tego wody w usta, ale jasno i czytelnie zareagowali na wizjonerstwo Kornela Morawieckiego. Trzeba zdjąć immunitet z dawnego przywódcy Solidarności Walczącej” – woła i wzywa ongiś polityk kosmopolitycznych ugrupowań UD i PO. I na zakończenie udziela nauk moralnych premierowi: „Ostatecznie jedną z istotnych miar patriotyzmu jest przecież to, że Polskę stawia się na pierwszym miejscu, przed rodziną”.

Jest kilka charakterystycznych cech przytoczonego wywodu. Po pierwsze – jeśli ktoś głosi potrzebą porozumienia z Rosją, to powtarza argumenty rosyjskiej propagandy. Czyli człowiek samodzielnie myślący nie może głosić takiej koncepcji. Po drugie – Rokita przypisuje, podobnie jak inni polscy rusofobi, niesłychaną skuteczność rosyjskiej narracji i polityce. Uważam, że prezydent Putin powinien ustanowić nagrodę za głoszenie chwały i efektywności prowadzonej przez niego polityki, a orientacja rusofobiczna celuje w tym, o paradoksie.

Po trzecie – Rokita uważa za nieomal zbrodnię jakąkolwiek krytykę Ukrainy, która – czy to PO czy PiS – jest ich duszeńką, by użyć ulubionego określenia Stanisława Michalkiewicza. Po piąte – chociaż sam stwierdza, aczkolwiek delikatnie, nieprzystawalność UE do samej Europy, broni tego tworu. Po szóste – pisze on, że „Mateusz Piskorski … siedzi w polskim więzieniu jako szpieg”. Nieprawda. Jest on podejrzany o szpiegostwo, a to wielka różnica. Natomiast faktu, że od dwóch lat Piskorskiemu nie wytoczono procesu, tylko trzyma się go w areszcie, jakoś umyka uwadze Rokity.

W sumie nie przekroczył on poziomu przeciętnego antyrosyjskiego propagandzisty, np. z „Gazety Polskiej”. A poza tym działaczowi UD i PO, nawet byłemu, nie przystoi moralizować, a tym bardziej pouczać na czym polega patriotyzm.

CDN
Zbigniew Lipiński
18 sierpień 2018 r.
Myśl Polska, nr 35-36 (26.08-2.09.2018)

Dzial: