Podzwonne dla demokracji

rybraski.jpg
Tak więc wszelkie inicjatywy Klubu Narodowego, czy to w zakresie reform ustrojowych, czy też przeciwdziałania dotyczące łamania prawa, jak i zahamowania sytuacji kryzysowej trafiały w próżnię. Rybarski podobnie jak Dmowski i część działaczy starszej generacji obozu narodowego zaczęła liczyć w połowie 1931 r. na załamanie się rządów sanacyjnych i, że należy się na tę chwilę przygotować.

Potwierdzają to materiały policyjne z lipca 1931 r., opozycja przygotowywała się na powołanie rządu koalicyjnego. Rybarski w tym czasie prowadził rozmowy z Mieczysławem Niedziałkowskim jednym z przywódców PPS, a jak wcześniej wykazaliśmy, niektóre inicjatywy Rybarskiego i jego klubu w Sejmie były wspierane przez Niedziałkowskiego.

Widać wyraźnie, że Rybarski gotów był iść na określone kompromisy, które jak można przypuszczać dotyczyłyby głównie pewnych zagadnień ustrojowych. Jednak nadzieje te okazały się złudne. Sanacja nie tylko nie upadła, ale nawet zaostrzyła formę swych rządów.

Co dalej z Sejmem?

W tej sytuacji działalność Klubu Narodowego i jej przewodniczącego zawisła w próżni, gdyż ograniczała się jedynie do protestowania i głoszenia poglądów swej partii. Zaczęły się pojawiać głosy krytykujące sens dalszego angażowania się w Sejmie. W prasie endeckiej wprost stwierdzano, że „punkt ciężkości walki z sanacją leży nie w Sejmie, lecz poza nim”.

Pogląd ten w szczególności zaczął podzielać Dmowski, a to odpowiadało „młodym” z OWP u których silne były nastroje antyliberalne. Wiążąc się z „młodymi” – jak zauważa Krzysztof Kawalec – z jednej strony dawali oni szansę przetrwania dla starzejącego się obozu, z drugiej pamiętać należy, że Dmowski był też krytycznie do nich ustosunkowany. Dowodem tego jest m. in. list do Karola Raczkowskiego z maja 1930 r., w którym pisał: „Zdaje mi się, że rozumiem nowe czasy i nowych ludzi. Nie wynika z tego, żeby mi ci ludzie bardzo smakowali […]. Często […] godzą się z wnioskami człowieka, ale widać, że biorą je gotowe, a głowy ich nie przechodzą i nie chcą przejść tej drogi, którą do nich trzeba. I człowiek naprawdę czuje się samotny”.

Rybarski mimo takiej sytuacji, stał dalej na stanowisku, że jedyną drogą jest trwanie przy parlamentarnej walce politycznej. Z czasem to zaczęło wywoływać irytację Dmowskiego, który oceniając inaczej kryzys gospodarczy wyciągnął daleko idące wnioski, ale o tym w dalszych częściach.

Rybarski niewątpliwie dostrzegał, że „młodzi” z OWP są inspirowani przez Dmowskiego, a ich raziła nie tyle brutalność metod sanacji ile raczej – z ich punktu widzenia – jej bezideowość. Podkreślali w związku z tym, że rządy silnej ręki są potrzebne i wskazane, o ile mają jasno określony cel politycznego działania to jest odwołania się do narodu i jego dobra, to znaczy oparcie się na ideologii nacjonalistycznej.
Ustosunkowując się do tych poglądów młodych, pisał na łamach „Myśli Narodowej” w 1930 r., że:

„Nie ma jednego w świece nacjonalizmu, a są różne „nacjonalizmy” jeżeli już mamy używać tego niezbyt szczęśliwego wyrażenia”. Podkreślał, że jego podstawą jest świadomość odrębnych wartości narodu, ale nie wszyscy o tym pamiętają. Mając na myśli „młodych” z OWP stwierdzał: „[…] nie zdają sobie z tego sprawy różne myślowe niedorostki, […] sprowadzają z zagranicy towar nacjonalistyczny najświeższej marki i obnoszą go po rynku. Jedni chcieliby naśladować faszyzm w jego zewnętrznych objawach, co najwyżej godząc się na inny kolor koszuli, zapominają o tym, że nasz klimat nie sprzyja noszeniu tego stroju. Inni chcieliby na gwałt budować państwo korporacyjne nie pytając się o to, czy nasza struktura gospodarcza sprzyja oparciu ustroju na tej podstawie”.

Konkluzja jego wywodów sprowadzała się do określenia, że „budowa z piasku idei i haseł”, które przynoszą wiatry ze wszystkich stron, nie wytrzyma nawet kilku lat, o ile nie będzie uwzględniony pierwiastek historyczny, jak i geograficzny. Trzeba jego zdaniem wiedzieć co się dzieje w świecie i jakie w nim siły działają oraz jakim przeobrażeniom podlegają współczesne cywilizacje. Rybarski dostrzega więc wyraźnie, że tendencje do monopartii występują nie tylko w obozie rządzącym ale i we własnym obozie – wśród młodych jego działaczy.

Tak więc chęci sanacji utrzymania się za wszelką cenę u władzy sprzyjały umocnieniu się i upowszechnieniu w łonie endecji żywionych już uprzednio tendencji antydemokratycznych w ich skrajnej postaci. Wraz z tym niejako automatycznie uległy spadkowi możliwości hamowania wzrostu tych tendencji ze strony bardziej umiarkowanych działaczy starszej generacji, pomimo że zachowali oni swe wpływy na terenie publicystyki jak i reprezentacji parlamentarnej. Była to jednak reprezentacja parlamentarna, a nie czynnik znaczący w walce o władzę.

W latach 1931-1933 następuje wyraźny spadek zainteresowania sprawami ustrojowymi, podyktowane było to tym, że wiosną 1931 r. władze Stronnictwa Narodowego podjęły uchwałę o niezajmowaniu się powyższymi zagadnieniami. Milczenie to zostaje przerwane w 1933 r. w związku ze zbliżającym się wyborem prezydenta przez Zgromadzenie Narodowe.

Rybarski w związku z wyborem prezydenta tak mówił 3 lutego 1933 r. w Sejmie: „Źródłem siły narodu jest między innymi powaga i autorytet jego naczelnych instytucji, w które naród wierzy, którym naród ufa, które są odbiciem jego woli. Taką instytucją nie jest Sejm dzisiejszy […] Cztery miesiące dzieli nas w tej chwili od czasu gdy posłowie i senatorowie w Zgromadzeniu Narodowym mają dokonać wyboru Prezydenta. Źródłem władzy Prezydenta, który ma być czynnikiem stojącym ponad partiami, powinny stać się izby ustawodawcze, pochodzące z wyboru, wolnych od oszustw i terroru. Tak przeprowadzone wybory są niezbędnym warunkiem tego by przyszły Prezydent miał w dzisiejszym niezwykle ciężkim położeniu narodu i państwa należytą powagę i znaczenie. Od spełnienia tego warunku uzależniamy nasze stanowisko w czasie wyboru Prezydenta”.

W dwa dni później Rybarski na łamach „Gazety Warszawskiej” odnosząc się do postulatu nowych wyborów wskazywał, że nie ma systemu rządów, czy to będzie dyktatura, czy monarchia absolutna, który by nie czerpał źródeł swej siły z zaufania swoich obywateli. Warunkiem tego zaufania jest harmonia między instytucjami, które naród reprezentują, a uczuciami i nastrojami reprezentowanego przez nie narodu. Gdy wytworzy się sprzeczność między tymi czynnikami, to zauważa, że machina państwowa nie może funkcjonować. „Można tak lub inaczej pojmować – pisał – rolę przedstawicielstwa ludności. Ale to przedstawicielstwo musi mieć jakąś rolę, musi być czymś. Nie może pozostać tylko dekoracją, tylko formą bez wewnętrznej treści”.

Widać z powyższego, że Rybarski w ówczesnych realiach domagał się, by nastąpiły nowe wybory do ciał ustawodawczych, które z jednej strony przeczyściłyby atmosferę polityczną, a z drugiej zapewniłyby, że wybrany prezydent miałby należytą powagę i autorytet.

Rybarski kontra „młodzi”

Takiego stanowiska nie podzielali „młodzi” z OWP, którzy w wydanym w maju 1933 r. „Komunikacie nr 2” w ostrych słowach pisali: „I dziś jeszcze wielu ludzi w tej szkole wychowanych wyobraża sobie, że zwyciężymy w Polsce „drogą legalną”, np. przez wygranie kampanii wyborczej. Myślą oni widocznie, że sanacja dopuści w ogóle do takiego „zwycięstwa”, że nie zastosuje metod brzesko-majowych czy „cudów nad urną”. Mówią również nam młodym, że wszelkie użycie siły, wszelką przemoc zemszczą się na nas w przyszłości, że jest to sprzeczne z tradycją narodową itd. […] Rewolucja majowa była dla nas lekcją, z której wynieśliśmy jedno: „gwałt niech się gwałtem odciska”.
Dlatego obok myśli politycznej, obok terroru, obok uświadomienia tworzymy siłę. Znakiem naszym przecież nie pióro, lecz Miecz, którym da Bóg już rychło wyrąbiemy sobie drogę do wielkiej Polski”.

Ten rozdźwięk pomiędzy starą formacją polityczną endecji a „młodymi” pogłębiał się coraz bardziej. Znamienne jest to, że Rybarski w 1934 r. na łamach „Myśli Narodowej”, spór ten starał się bagatelizować. Stawiał pytanie: czy naprawdę istnieje ta walka młodych ze starymi?

Podkreślał tam, że przekrój społeczno-polityczny młodego pokolenia jest inny, aniżeli pokolenia starszych. Inny jest ich stosunek do kwestii żydowskiej, niż starszego pokolenia, jak i istnieją różnice ideałów politycznych, nie wspominając już o tak naturalnej różnicy temperamentów czy sił życiowych. Jego wypowiedzi w stosunku do „młodych” są inne niż przed czterema laty, są bardziej stonowane, a więc musiał brać pod uwagę ich znaczenie i rosnącą siłę, gdy pisał: „Dzisiejsze młode pokolenie jest w ogromnej swojej większości nastrojone narodowo. Niemniej jednak w tym pokoleniu znajdują ostry oddźwięk najrozmaitsze prądy, przenikające społeczeństwo; a także uwydatniają się różne typy charakteru […] ale prawdziwa walka, która się toczy, to walka o państwo narodowe, o niezależność duchową i gospodarczą o jego potęgę w naprawdę własnym jego państwie”.

Wspomnieliśmy wcześniej, że niepoślednią rolę w kształtowaniu poglądów „młodych” OWP odegrał Dmowski. To jeszcze dodatkowo zostało wzmocnione na początku lat trzydziestych cyklem artykułów wydanych następnie w postaci publikacji zatytułowanej Przewrót. Dmowski zapowiadał w niej, że Polska wkroczy na analogiczną drogę „rewolucji narodowej” na jaką wcześniej wkroczyły Włochy i wchodzą Niemcy. To zafascynowanie „młodych” systemami autorytarnymi budziło poważną obawę Rybarskiego, gdy stawiał pytanie „Czy jednak przypadkiem ta reakcja przeciw dawnemu ustrojowi nie idzie za daleko? Czy nie rozpędziła się tak, że trudno przyjdzie jej zdobyć własną równowagę?”

Wydaje się, że młode pokolenie ostrzej dostrzegało słabość gospodarczą Polski, kryzys dotychczasowych form życia politycznego, a w związku z tym potrzebę wysunięcia nowych programów. To nowe pokolenie w stosunku do poprzedniego było bardziej bezkompromisowe i bardziej niecierpliwe, skłonne do akceptacji uproszczonej wizji świata. Zdaniem Bolesława Piaseckiego: „Po naszych ojcach otrzymaliśmy w spuściźnie ruiny duchowe i przeświadczenie o względności wszelkiego poznania i względności wszelkich prawd. W przeciwieństwie do tego, w młodym pokoleniu przejawia się żywiołowy pęd do wartości bezwzględnych, poszukiwania nowych bezwzględnych prawd”.

Walka pomiędzy „starymi” a „młodymi”, popieranymi przez Dmowskiego, wchodziła stopniowo w ostatnią fazę. Stanisław Rymar, wspomina że: „Jesienią 1934 r. zwołano zebranie 40 osób, po połowie starszych i młodszych. Przewodniczył Joachim Bartoszewicz, referował Dmowski. Byłem na zebraniu, Dmowski zaproponował tekst deklaracji połączeniowej. Wystąpiłem z poprawkami w dwu, zdaniem moim istotnych punktach. Szło mi o wyraźne stwierdzenie, że jesteśmy zwolennikami reprezentacji narodu, powszechnie parlamentem nazwanej z prawem do ustawodawstwa i kontroli. Nie godziłem się też na formułę, iż ten ma wszystkie prawa, kto złoży przysięgę na wierność i służbę Polsce”.

Punktem kulminacyjnym tej walki o której wcześniej wspominaliśmy było posiedzenie Rady Naczelnej Stronnictwa Narodowego w dniu 10 lutego 1935 r., kiedy to Dmowski i „młodzi” brali ostateczny rozbrat z wrogą im koncepcją polityczną starej endecji, przejmując władzę w swoje ręce. Rybarski oraz zbliżeni do niego działacze, jak Wacław Komarnicki, Aleksander Zwierzyński i Bohdan Winiarski pomimo zastrzeżeń wobec nowej linii z określonych względów pozostawali nadal we władzach stronnictwa w tzw. Komitecie Głównym, a wynikało to z ich poważnej osobistej pozycji w życiu społecznym, nauce czy kulturze.

Przełom?

Niewątpliwie zgodnie z regułami dyktowanymi przez życie obóz narodowy przechodził zmianę pokoleniową. Członkowie generacji „niepokornych” jak zauważa – Ewa Maj – odchodzili na przyśpieszoną emeryturę polityczną. Nie podejmowali szerszej walki ideowej z radykalizmem „młodych”. Można w tym miejscu postawić pytanie, czy do końca tak było? Zgodzić się należy z jednym, chociaż w mniejszym stopniu dotyczyłoby to Rybarskiego, a więcej z nim związanej jego grupy, która osłabiła aktywność wewnątrz formacji. To swoiste uśpienie „starych” przerwane zostanie czerwcowym posiedzeniem Komitetu Głównego z 1939 r., o którym w części pierwszej pisaliśmy, a więc stara gwardia raczej się nie poddawała a czekała na swój czas.

Tymczasem obóz przeciwny piłsudczyków – skoncentrowany był na opracowaniu i wprowadzeniu w życie nowej konstytucji. Zdaniem jej było ograniczenie roli parlamentu, umocnienie pozycji organów wykonawczych: prezydenta i rządu oraz wprowadzenie systemu monopartyjnego, który uniemożliwiałby opozycji zdobycie władzy w drodze legalnej oraz współrządzenie krajem207.

Rybarski zabierając głos na forum Sejmu w dniu 5 lutego 1934 r. zaznaczał, że projektowana konstytucja jest przedłużeniem funkcjonującej dyktatury poza naturalny kres jej istnienia. Opiera się ona – jego zdaniem – na głębokiej nieufności do narodu, co więcej, nie zna pojęcia narodu, gdyż za swoją postawę przyjmuje niczym nie określone „dobro zbiorowe”, którego nie zna rzeczywistość XX wieku. Podkreśla, że Sejm posiadałby tylko pozory praw, gdyż Senat wyłoniony byłby w drodze nominacji, bądź wyborów takich ludzi, którzy „za przodujących w pracy na rzecz dobra zbiorowego uznani będą”. Dodawał przy tym, że sam projekt nadaje podstawę prawną temu, co jest w państwie. „Dzisiejsze państwo policyjne – kontynuował Rybarski – ten ustrój, który istnieje i który chce się utrwalić przez nową konstytucję, nie jest wyrazem ducha polskiego. Jest okupacją naszego życia przez pojęcia i metody, które muszą przeminąć”.

Ostatnia mowa

Swoje ostatnie przemówienie w Sejmie wygłosił Rybarski 25 czerwca 1935 r., podczas debaty nad projektem nowej ordynacji wyborczej. Podkreślał w nim, że ordynacja wyborcza do Sejmu ma zgodnie z konstytucją ustalić podział państwa na okręgi, określić liczbę posłów, unormować postępowanie wyborcze. Zaznaczał, że poza postanowieniami technicznymi znalazły się w ordynacji wyborczej przepisy wywołujące jego sprzeciw, a zwłaszcza, że: „oznaczy ona kategorię osób pozbawionych prawa wybierania i wybieralności z braku dostatecznych przymiotów moralnych lub umysłowych”. To jego zdaniem mogło wyraźnie naruszać konstytucyjną zasadę powszechności.

Zauważał, że partie opozycyjne, według tego projektu pozbawione zostały skutecznej konkurencji wystawienia swoich kandydatów do Sejmu, że je się w zasadzie eliminuje na rzecz specjalnie powołanych przez władze zgromadzeń okręgowych obywateli, które „dokonują właściwie wyboru posłów, co nie tylko nie jest przewidziane przez konstytucję, lecz jest sprzeczne z wyraźnie w niej wypowiedzianymi zasadami prawa wyborczego”.

Zaznaczał, że przy takim rozwiązaniu pogwałcone zostały podstawowe zasady prawa wyborczego w postaci: bezpośredniości, równości, tajności jak i powszechności, gdyż ordynacja ma określić kategorię osób pozbawionych czynnego i biernego prawa wyborczego – dodając, że kogo ma to dotyczyć, decydować będzie władza.

Stawiał pytanie do strony rządowej: „[…] czy panowie chcecie stworzyć to, co się nie bardzo zgrabnie po polsku nazywa – monopartią, to znaczy coś takiego, co jest w faszyzmie i hitleryzmie”. Zauważał przy tym, że tam monopartie opierają się na programach, a w Polsce strona rządowa wykazuje wyraźny wstręt do wszelkich programów. Stwierdzał w związku z tym, że „[…] nie ma takiego geniusza, który by z tej mozaiki, która tutaj jest, stworzył jeden harmonijny obraz”.

Przestrzegał jednocześnie, że jeżeli komuś przyświecają idee monopartii i że na tej drodze będzie można wyeliminować walki partyjne, to niech sięgnie do doświadczeń krajów sąsiednich. Mając na myśli Związek Radziecki i Niemcy podkreślał, że nie ma tam jawnych partii; ale w monopartii są kryjące się w cieniu frakcje, które konspirują i spiskują. Podawał zarazem ostatnie przykłady tego, a więc zabójstwo Kirowa w Petersburgu, czy też wydarzania z 30 czerwca 1934 r. w Niemczech, gdzie miał na myśli tzw. „noc długich noży”. To są jego zdaniem – nowoczesne formy walk partyjnych wewnątrz dyktatury. Przypomniał zarazem, iż w systemie dyktatur, stara rzymska maksyma ma ciągłe zastosowanie, iż: „niedaleka jest droga od Kapitolu do Tarpejskiej Skały”.

Wiedział, że to jest koniec jego parlamentarnej drogi i że to jest ostatnie jego przemówienie. Podsumował więc to, co było i podzielił się swymi uwagami na przyszłość. Mówił: „Sejm nie miał wielkiego znaczenia w ostatnich kilku latach, ale w każdym razie mogły się w nim od czasu do czasu odezwać głosy niezależnej krytyki i te wielkie masy może naiwnie liczyły trochę na ten Sejm, przynajmniej można tu było coś powiedzieć. Otóż tego już nie będzie, bo to, co się będzie mówiło w Sejmie, będzie zaaranżowane na posiedzeniu odpowiedniej grupy […] nikt z nas na podstawie takiej ordynacji wyborczej nie będzie się chciał ubiegać o mandaty wyborcze…”.

Jest to fragment najnowszej książki prof. Jana Waskana „Idea państwa narodowego w myśli politycznej Romana Rybarskiego”, która wkrótce ukaże się na rynku księgarskim. Druk za zgoda Autora.

Myśl Polska, nr 31-32 (29.07-5.08.2018)

Dzial: