Po szczycie w Helsinkach

trump 2a.jpg
Trudno jest postawić wiążące wnioski po szczycie w Helsinkach. Zbyt mało wiadomo o tym, o czym naprawdę rozmawiali Trump i Putin. Warto zwrócić uwagę, że było to pierwsze oficjalne spotkanie dwustronne obydwu liderów, którzy do tej pory kontaktowali się głównie przy okazji wielkich, międzynarodowych konferencji oraz przy pomocy telefonów.

Logika Trumpa wydaje się prostym przełożeniem taktyki biznesowej: najpierw sporo pokrzykiwań, przeciągania liny i ostrych sformułowań, później spotkanie i podpisanie korzystnej umowy. Wiążące jest nie tyle to, co 45 POTUS mówił o Rosji przed Helsinkami, ale to, co mówił w trakcie rozmów i tuż po nich. Błędem jest zarówno mówienie o „szoku”, o którym wspominał po zakończeniu szczytu NATO w Brukseli prezydent Andrzej Duda, jak również jednoznaczne zapowiedzi nowego podziału Europy.

Bez wątpienia pewnym już stałym elementem image`u Trumpa jest zawieranie nieoczekiwanych porozumień z krajami, o których przez długi czas nazywał wrogami.
Tak było z Koreą Północną, tak też stało się wczoraj, przynajmniej w sensie symbolicznym z Rosją. Retoryka „wrogości” w stosunku do Kremla była li tylko retoryką, w istocie Trump postrzega Moskwę nie jako przeciwnika, ale konkurenta biznesowego, z którym na wielu poziomach można rywalizować i zawierać korzystne układy.

Stąd wieloznaczne, choć już inne niż na szczycie NATO w Brukseli zapowiedzi w sprawie Nordstream 2, głoszące, że USA będą chciały konkurować z tym projektem swoim gazem łupkowym. Z tego też wynikają również wieloznaczne zapowiedzi o wspólnych działaniach w Syrii i dobrze działającej współpracy służb specjalnych obydwu krajów na polu tego przewlekłego konfliktu. W końcu, kwestia ukraińska, którą Trump zdecydowanie odpuścił, a wszystkie tezy dotyczące tej problematyki (przestrzeganie porozumień pokojowych z Mińska i Krym) referował w czasie wspólnej konferencji tylko Putin. Sam rosyjski lider w wyemitowanym po spotkaniu wywiadzie dla telewizji „Fox News” stwierdził co prawda, że podczas rozmowy „w cztery oczy” Trump miał mu przyznać, że „według prawa międzynarodowego półwysep pozostaje integralną częścią Ukrainy”.

Zbliżenie na linii Waszyngton-Moskwa, nawet jeżeli jest tylko autorskim pomysłem Trumpa napotykającym na spory opór w amerykańskich elitach politycznych, niewątpliwie w zdecydowanie trudnej sytuacji stawia Unię Europejską. Jej relacje z Białym Domem nigdy nie były tak złe, a pozostawanie w coraz większym rozkroku pomiędzy narastającym konfliktem gospodarczym i politycznym z Waszyngtonem szkodzącym jedności euroatlantyckiej oraz utrzymywanymi od czasów kryzysu krymskiego sankcjami wobec Kremla sprawiają, że Stary Kontynent zbliża się nie tyle do sytuacji „nowej Jałty”, co osamotnionej Polski w końcówce lat trzydziestych XX wieku.

Warto w tym kontekście zwrócić uwagę, że nowy rząd Włoch tuż po zakończeniu szczytu podkreślił, że nie zamierza spełnić oczekiwań Trumpa w stosunku do wkładu finansowego w NATO, a poprawa relacji amerykańsko-rosyjskich wychodzi na przeciw oczekiwaniom krajów sceptycznych wobec dalszego utrzymywania sankcji wobec Rosji: Austrii, Włoch, Grecji, Słowacji oraz Węgier.

Łukasz Kobeszko
Fot. kremlin.ru

Dzial: