Z budki dróżnika (6)

zaborny 2_0.jpg
W języku polityki III RP poczesne miejsce zajmuje słowo de-komunizacja i jego pochodna – de-ubekizacja. Przy ich użyciu we współczesnej Polsce ścigany jest fantom o nazwie komunizm, który występował w XX wieku w nazwie partii bolszewickiej.

Realnie sowiecki system społeczno-ekonomiczny nie był żadnym komunizmem, ale państwową formą kapitalizmu. Wskazuje na to stosowanie w podziale dóbr zasady: „Jaka praca, taka praca”. W języku J.Stalina brzmiała ona: „Kto nie rabotajet, nie kuszajet”, a w konsekwencji tego umiera. Perfekcyjnie stosowano ją w sowieckich łagrach.

Komunizm jako forma ustrojowa występował jedynie w pradziejach oraz w życiu gmin esseńskich i chrześcijańskich, misjach jezuickich w Ameryce Południowej, a w Polsce w środowisku arian. W tych komunach stosowano zasadę egalitarnej równości w sferze konsumpcji. W krajach realnego socjalizmu rozwarstwienie dochodowe obywateli było daleko mniejsze niż w państwach wolnorynkowych, jednak w ZSRR i krajach satelickich aparat władzy był uprzywilejowany ekonomicznie w stosunku do ludu. Jedynym, co bolszewicy, a w Polsce PZPR, przyjęli z ideologii komunistycznej, była teoria rewolucji proletariackiej. Miała ona obalić kapitalizm wolnorynkowy i ustanowić socjalizm państwowy.

Upaństwowienie gospodarki miało być etapem przejściowym, po którym stać się ona miała wspólnotową (komunistyczną). W sferze produkcji i podziału ekonomika sowiecka nie różniła się od kapitalistycznej, ale stosowano w niej centralne planowanie i zarządzanie, co robiono nieudolnie i okazało się mało efektywne ekonomicznie. Żartobliwie powiedziano, że realny socjalizm była to najdłuższa droga do kapitalizmu.

Ponieważ płace w przedsiębiorstwach państwowych w krajach realnego socjalizmu nie nadążały za potrzebami i aspiracjami pracowników najemnych, więc dochodziło w nich do cyklicznych konfliktów płacowych pomiędzy robotnikami a „czerwoną burżuazją”, czyli aparatem partyjno-państwowym. Powstanie nowej klasy próżniaczej w państwach kapitalizmu państwowego dostrzegł w okresie międzywojennym L.Trocki, a po wojnie ujawnili jej istnienie rewizjoniści jugosłowiańscy. Nie dopuścić do tego miało uspołecznienie państwowych przedsiębiorstw przez uzupełnienie zarządów fabryk samorządami pracowniczymi. Ta koncepcja socjaldemokracji okazała się utopią, gdyż pracownicy najemni są roszczeniowi i nie rozumieją potrzeby przeznaczania części uzyskiwanych dochodów na amortyzację środków trwałych w przedsiębiorstwach i na innowacje.

Wiedział o tym W. Gomułka, natomiast zupełnie nie rozumiał tego J. Kuroń, który władzę w fabrykach chciał powierzyć samorządom pracowniczym. Po zwycięstwie „Solidarności” uchwalono ustawę o nim, ale jest ona martwa, bo prywatni przedsiębiorcy nie potrzebują doradztwa pracowników. Ponieważ nic nie wyszło z koncepcji Polski samorządowej, więc powrócił do niej kanibalistyczny kapitalizm, w którym pracownicy firm prywatnych zatrudniani są na „śmiecówkach”, oszukiwani na płacach i nie mogą zakładać związków zawodowych. Krytykował to w starożytności św. Paweł. W. Gomułka był rewolucjonistą, więc w przemówieniu, wygłoszonym na wiecu w Lublinie 18.10.1944 r., obiecał robotnikom likwidację kanibalistycznego kapitalizmu.

Celem PPR było doprowadzenie w Polsce do tego, że nie będzie w niej karteli z setkami tysięcy złotych dyrektorskich pensji miesięcznych i milionowymi dywidendami, przy równoczesnej dwuzłotowej dniówce robotniczej. Wiedział o tym dróżnik, toteż popierał przemiany ustrojowe w Polsce, zwłaszcza reformę rolną.

W sferze podziału w PRL występował egalitaryzm płacowy, gdyż płace dyrektorskie były zaledwie trzy razy wyższe niż robotnicze. Bulwersowało to pracowników najemnych w Polsce, więc pisali memoriały, konspirowali, organizowali wiece, marsze i strajki oraz podpalali budynki użyteczności publicznej. Dzięki temu uzyskiwali wyższe płace, ale w latach 1970-tych były one wypłacane z zagranicznych kredytów. Kiedy rząd PZPR-owski stał się niewypłacalny, wynegocjował z międzynarodowymi instytucjami finansowymi redukcję długu dolarowego, w zamian za przywrócenie w Polsce wolnego rynku i tanią wyprzedaż fabryk państwowych. Dróżnik dostrzegł to, że w procesie tym udział ludzi „Solidarności” był niewielki. Do dziś śmieszy go pysznienie się liderów PiS, że obalili system komunistyczny i przywrócili polskiemu państwu suwerenność.

W praktyce politycznej III RP de-komunizacja polega na agresji werbalnej wobec ludzi, którzy związani byli z PZPR, de-ubekizacja personalna aparatu przemocy, potępianiu w czambuł dorobku epoki PRL i usuwaniu ze stanowisk ludzi, którzy urodzili się za wcześnie, więc po 1956 r. służyli systemowi półtotalitarnemu, bo innego nie było. To samo robili politycy sanacyjni w II RP. Mimo stosowania retoryki antykomunistycznej, partie postsolidarnościowe zaaprobowały rewolucję agrarną przeprowadzoną w 1945 r. w Polsce przez PPR. A przecież wiedzą o tym, że w dużym stopniu była ona oparta na grabieży majątków ziemiańskich (nawet wbrew dekretowi o reformie rolnej) i krytykował ją episkopat Kościoła katolickiego.

W sferze gospodarczej dekomunizacja Polski polegała na przekazaniu majątku narodowego w ręce prywatne, gdyż wmówiono Polakom, że wszystko co państwowe jest nieefektywne ekonomicznie, chociaż w II RP transport, zasoby naturalne, energetyka, przemysł zbrojeniowy, poczta i bank centralny były państwowe. Wasz dróżnik miał świadomość tego, że w ZSRR nastąpiło totalne upaństwowienie gospodarki, ponieważ w czasie wycieczki po Kraju Rad dowiedział się, że nawet zwykły fryzjer jest kapitalistą. Rozmówcy nie potrafili jednak wykazać, w jaki sposób fryzjer wyzyskuje sam siebie.

Dowiedział się natomiast, że fryzjerzy skupieni w artelach są wyzyskiwani przez ustanowione nad nimi „czapki” biurokratyczne. We fryzjerniach były kasjerki i nudziły się, gdyż władze bolszewickie zakładały, że fryzjerzy są tak głupi, że nie umieją wydać obsłużonym klientom reszty i kupić wodę kolońską. Na tej podstawie dróżnik naocznie stwierdził, że w powojennej Polsce przez cały czas występował wolny rynek, gdyż rolnictwo, wiele usług i rzemiosło było prywatne, a na bazarach można było kupić wszystko po opłacalnych dla wytwórców cenach.

Solidarnościowa de-komunizacja prowadzona jest w Polsce głównie w sferze symbolicznej oraz personalnej. W stosunku do PRL zmienili się jedynie ci, których „komuna” nazywała „wrogami ludu” lub „zaplutymi karłami reakcji” oraz stworzono kolejną nowomowę. Publiczność mediów ma obecnie nowych bohaterów, ale zachowany został kult spiskowców i bojowców oraz Marszałka.

Piotr Zaborny
Myśl Polska, nr 17-18 (22-29.04.2018)