Rozmowy małżeńskie Wielomskich 8: janusowe oblicze Rewolucji

armee 3.jpg
Adam Wielomski: Roman Dmowski napisał w jednej ze swoich broszur, że Rewolucja Francuska była czymś zgoła negatywnym i niepotrzebnie epatowała okrucieństwem, jednakże należy docenić jej walor narodowotwórczy, ponieważ to w jej czasie narodził się nad Sekwaną i Loarą nowoczesny nacjonalizm.

To ciekawa konstatacja, idąca na przekór temu, jak Rewolucja ta jest dziś oceniana. Zwykle widzi się w niej ruch demokratyczny i liberalny (fragment jakobińskiego Terroru został skrzętnie usunięty z tego wspomnienia jako niepasujący do „postępowej” całości), a moment nacjonalistyczny jest systematycznie wycierany z pamięci. Podobnie jest z tradycją włoskiego Risorgimento, z którego uczyniono wydarzenie demokratyczne, kosztem momentu nacjonalistycznego. W rzeczywistości, w obydwu tych wielkich wydarzeniach idee rewolucji i demokracji łączą się z postulatami narodowymi, z ideą „suwerenności narodu” i nie sposób ich było wtenczas rozdzielić. Te elementy narodowe podkreślali włoscy faszyści w Risorgimento, a w Rewolucji Francuskiej podkreśla dziś Front National Marine Le Pen.

Ci ludzie z liberalnej lewicy, którzy mówią, że Rewolucja Francuska była wspaniała, postępowa, humanistyczna i prawo-człowiecza, a jednocześnie kojarzą powstały dzięki niej nacjonalizm wyłącznie z prześladowaniami, ksenofobią i antysemityzmem, potępiają jej esencję. Tam, gdzie pojawia się idea suwerenności narodu, tam natychmiast pojawić się musi również kwestia wrogów narodu i wrogów państwa narodowego. W państwie porewolucyjnym dawną królewską rację stanu (śc. rację państwa) zastępuje racja narodu (interes narodowy). Tak jak Ludwik XIV oznaczał wrogów wewnętrznych i zewnętrznych państwa (np. hugenoci, Austriacy), tak ma ich również suwerenny naród w republice (np. Niemcy lub Żydzi). Stąd suwerenność narodu logicznie prowadzi do nacjonalizmu. Jest on wpisany w logikę 1789 roku i nie stanowi, jak chcieliby późniejsi liberalni wolnomularze, jakiegoś „wypadku przy pracy”.

Magdalena Ziętek-Wielomska: W dyskursie naukowym kwestia Rewolucji Francuskiej, idei samostanowienia narodów oraz nacjonalizmu są zasadniczo łączone, choć i tutaj są próby manipulowania tymi faktami. Jeśli chodzi o kształtowanie opinii publicznej, to zostały zupełnie rozdzielone. Lewicy przypisano ideę emancypacji, która wyrasta z Rewolucji, natomiast prawicy nacjonalizm, który także wyrasta z Rewolucji, co jest notorycznie przemilczane albo wręcz negowane. Lewica oczywiście jest postępowa, natomiast nacjonalistyczna prawica – reakcyjna. W ten sposób zafałszowano ideę narodu, którą sprowadzono do „praktyk wykluczania” i „ograniczania indywidualnej wolności”.

Czemu to służy? Propagowaniu ideologicznego liberalizmu i wolnomularskiego kosmopolityzmu, które mają na celu rozbicie wspólnot narodowych i sprowadzenie ludzkości do poziomu bezwolnego stada, które nie będzie w stanie samo się organizować, lecz będzie organizowane odgórnie. Przez „oświecone” internacjonalistyczne elity. Do tego potrzebna jest zupełnie ahistoryczna interpretacja Rewolucji Francuskiej, ale także i protestanckiej. Ahistoryczna, gdyż pisana z punktu widzenia kosmopolitycznego liberalizmu. Marcin Luter jawi nam się jako wojownik o wolność sumienia (!), a rewolucjoniści francuscy jako wojownicy o realizację programu szkoły frankfurckiej i Nowej Lewicy. I tak jak Marcin Luter został medialnie kompletnie „zsekularyzowany”, tak samo rewolucja francuska została kompletnie „odnarodowiona”.

A to właśnie z niej wyszedł pierwszy nowoczesny naród, który stanął przed problemami, z którymi mają do czynienia wszystkie nowoczesne narody. Jak zapewnić wewnętrzną spójność, jedność i solidarność całego narodu? Jakobini zaprezentowali rozwiązanie, które potem naśladowali Niemcy, Ukraińcy czy Chorwaci: fizyczną eksterminację osób uznanych za wrogów narodu. Rozwiązanie to odrzuciła endecja, ale problem pozostał i w dużej mierze do dziś nie został rozwiązany.

Magdalena Ziętek-Wielomska
Adam Wielomski

Myśl Polska, nr 17-18 (22-29.04.2018)