Mieczysław F. Rakowski: polityczny emisariusz między Warszawą a Berlinem

bundes 1.jpg
Czytelnika nieobeznanego z rolą niemieckich kanałów wpływu w polityce PRL tytuł tego artykułu może zaskoczyć, albo przynajmniej zdziwić. Nie jest to jednakże moja ocena, lecz twierdzenie samego M. Rakowskiego, który takim mianem sam siebie określił:

„Z obserwatora-dziennikarza, który popierał porozumienie [Gomułki z RFN – MZW], stałem się, za sprawą już wcześniej nawiązanych przeze mnie kontaktów z niemieckimi politykami i dziennikarzami, naprawdę szybko czymś w rodzaju dobrowolnego emisariusza”.

Słowa te padają w artykule Rakowskiego zatytułowanym „Dziennikarz i polityczny emisariusz między Warszawą i Bonn” (Journalist und politischer Emissär zwischen Warschau und Bonn), opublikowanym w monografii zbiorowej pt. „Wrogowie stają się przyjaciółmi. Na temat trudności polsko-niemieckiego sąsiedztwa” (Feinde werden Freunde. Von der Schwierigkeiten der deutsch-polnischen Nachbarchschaft), wydanej pod redakcją F. Pflügera i W. Lipschera w 1993 r. w Bonn. Obok Rakowskiego, znajdziemy tam całą plejadę nazwisk wysoko postawionych polityków, dziennikarzy i innych liderów opinii: Rita Süssmuth, Carlo Schmid, Helmut Schmidt, Willy Brandt, Hanna Krall, Stanisław Stomma, Hans Koschnick, Dieter Bingen, Aleksander Gieysztor, Alfons Nossol, Hartmut Koschyk, Tadeusz Mazowiecki, i wiele innych.

Tom stanowi tak naprawdę kronikę działań poszczególnych niemieckich agentów wpływu (świadomych i nieświadomych), którzy aktywnie przyczyniali się do demontażu Bloku Wschodniego, co było warunkiem zjednoczenia Niemiec i ostatecznego „zjednoczenia Europy”. Jednym z nich był M. Rakowski, który bez wątpienia był bardzo zasłużonym promotorem „polsko-niemieckiego pojednania”, które przez Niemców zawsze przedstawiane jest jako warunek prawdziwego „zjednoczenia Europy”.

Każdy, kto chciałby lepiej zrozumieć realia PRL powinien w zasadzie przeczytać artykuł w całości, posiłkując się „Dziennikami” Rakowskiego z tamtego okresu, jak również artykułami z niemieckiego tygodnika „Spiegel”, które stanowią kronikę epoki pisaną z punktu widzenia interesów RFN, a które obecnie są w całości dostępne w Internecie. Ponieważ ze względu na barierę językową wielu Czytelników nie będzie się mogło zmierzyć z tym materiałem samodzielnie, w tym oto artykule dokonam streszczenia głównych tez wypowiedzi Rakowskiego na łamach tejże „pojednawczej” monografii.
Swoje rozważania Rakowski zaczyna od zanegowania twierdzenia kolportowanego m.in. przez H. Kohla oraz T. Mazowieckiego, że polsko-niemieckie stosunki mogły nabrać nowego wymiaru dopiero po upadku komunizmu. Natomiast w czasach wcześniejszych, jakiekolwiek zbliżenie polsko-niemieckie było rzekomo blokowane przez komunistyczne władze, siejące antyniemiecką propagandę, przedstawiające RFN tylko i wyłącznie w czarnych barwach.

Rakowski stwierdza, że niezależnie od tego, czy to się komuś podoba, czy nie, przełom w stosunkach między obydwoma państwami nastąpił dzięki dwóm wielkim politykom – Willowi Brandtowi i Władysławowi Gomułce: „Socjaldemokrata i komunista położyli fundamenty pod filary mostu, który prowadził do pojednania obydwu narodów, z których każdy na swój sposób doświadczył skutków przejęcia władzy przez Hitlera i jego brunatnych i czarnych kohort”. Artykuł dotyczy tego właśnie okresu, który poprzedzał podpisanie przez Willego Brandta i premiera Józefa Cyrankiewicza 7 grudnia 1970 roku w Warszawie układu o normalizacji stosunków między Polską i RFN. Rakowski twierdzi, że w wydarzeniach tych odegrał kluczową rolę.

Rakowski zaczyna od przypomnienia, że 17 maja 1969 r. W. Gomułka wyraził swoją wolę rozpoczęcia rozmów o normalizacji stosunków między obydwoma państwami. Swojej inicjatywy nie konsultował ani z Moskwą, ani z Berlinem Wschodnim, które wydawały się być zupełnie zaskoczone takim obrotem spraw. Szybko doszło do napięć między sojusznikami. Szczególnie SED spróbowało storpedować tę inicjatywę, co Rakowski skrzętnie odnotował w swoim dzienniku, pisząc, że nasz wschodni sąsiad jeszcze nie raz będzie nam przeszkadzał (31.5.1969). Sytuację skomplikował fakt, że Brandt 19 maja złożył publiczne oświadczenie, w którym pozytywnie ocenił propozycję Gomułki.

Wskazując na to, co działo się dalej, Rakowski przypisał sobie wspomnianą już rolę emisariusza. Wprost przyznaje, że zaraz po tym majowym wydarzeniu podróżował do Bonn i spotykał się ze swoimi niemieckimi rozmówcami, którym tłumaczył „polski punkt widzenia”. Następnie wrócił do Warszawy, gdzie natychmiast został przyjęty zarówno przez Gomułkę, jak i Cyrankiewicza, którzy uważnie słuchali jego raportu o głosach znad Renu.

W pierwszych dniach września odbyła się w Międzynarodowym Klubie Prasy dyskusja pt. „My i Niemcy”. Wśród referentów znaleźli się kierownik działu zagranicznego „Polityki” Henryk Zdanowski i Rakowski. Po referatach doszło do burzliwej dyskusji, która miała tylko utwierdzić Rakowskiego w przekonaniu, że polityka Gomułki jest słuszna. Ze względu na „braterską pomoc”, jakiej Pakt Warszawski udzielił Czechosłowacji, jak również antysemicką kampanię z marca 1968 r., polskie społeczeństwo było sfrustrowane i potrzebowało jakiegoś sukcesu. Takiego sukcesu potrzebował też Władysław Gomułka.

We wrześniu odbyły się wybory w RFN, zwycięstwo socjaldemokraty Willego Brandta napełniło Rakowskiego nadzieją, czemu dał wyraz w swoim dzienniku, pisząc, że „nasze ujadające kundle muszą być rozczarowane” tym faktem, ponieważ nie mogą już straszyć neofaszystowskim zagrożeniem, gdyż trudno byłoby takim mianem określić antyfaszystę Brandta (27.9.1969, cytat z tłum. niemieckiego). Rakowski dalej stwierdza, że często spotykał się wtedy z ministrami i wysokimi urzędnikami gospodarczymi: „Trudno było nie dostrzec, jak tworzyli oni „niemieckie lobby”. Byli oni zdania, że odwrócenie polityki w stosunku do Republiki Federalnej będzie prowadzić do większego uczestnictwa niemieckiego przemysłu w procesie modernizacji naszego przemysłu”.

Gomułka, zdaniem Rakowskiego, mógł być pewien, że jego polityka w stosunku do RFN znajdzie poparcie wśród ludności. Trudniejszą sprawą było jednakże znalezienie takiego poparcia u naszych sojuszników. Rakowski cytuje dziennik Gomułki, który miał 20.10. 1969 napisać, że Rosjanie nie chcą, żebyśmy poprawili swojego stosunki z RFN, gdyż w ten sposób stalibyśmy się od nich mniej zależni.

Rakowski pisze dalej, że na początku grudnia znowu udał się do Bonn. Przed wyjazdem rozmawiał prawie ze wszystkimi urzędnikami wysokiego szczebla w MSZ, którzy zajmowali się Niemcami. Do Bonn pojechał z uzyskanym zapewnieniem Komitetu Centralnego, że kierownictwo PRL, przede wszystkim Gomułka i Cyrankiewicz jednoznacznie są zainteresowani radykalną zmianą w stosunkach z RFN. W stolicy Niemiec Zachodnich Rakowski rozmawiał z wysoko postawionymi politykami, na liście jego rozmówców znajdowali się Willy Brandt, Herbert Wehner, Hans Jürgen Wischnewski, Walter Scheel, Rainer Barzel i wielu dziennikarzy. Rakowski przyznaje, że w tamtych latach miał pełne zaufanie do socjaldemokratów (przypomnijmy, że swój doktorat poświęcił właśnie tej niemieckiej partii, który został wydany w 1960 r. pt. SDP w okresie powojennym 1949–1954). Rozczarowanie przyszło dwadzieścia lat później, kiedy w Polsce do władzy doszła „Solidarność” i żaden z ważniejszych socjaldemokratów nie interesował się jego losem. Po tej uwadze, Rakowski wraca do 1969 r.

Po powrocie do Bonn napisał krótki list do Gomułki, w którym zdawał sprawozdanie z odbytych tam rozmów. Natychmiast został wezwany do towarzysza Wiesława, z którym odbył najdłuższą w swoim życiu rozmowę – trwała ona 2 godziny i 20 minut. Gomułka słuchał uważnie wszystkiego, co opowiadał mu Rakowski, rzadko mu przerywał pytaniami. Dopiero pod koniec – z nieznanych powodów – postanowił zwierzyć się dziennikarzowi „Polityki”, co tak naprawdę myśli na ten temat. Wygłosił on półgodzinny monolog, którego najważniejsze tezy Rakowski zanotował w swoim dzienniki z 15 grudnia. Gomułka miał wyrazić swój sceptycyzm co do stanowiska Moskwy w tej sprawie, dlatego uznał, że lepiej postawić Breżniewa przed faktem dokonanym. Mówił o tym, że Stalin celowo zostawił kwestię polskiej granicy zachodniej otwartą, aby mieć sznurek, na którym będzie mógł ciągnąć Polaków. Krytycznie wypowiadał się o szczerości intencji przywództwa NRD, które miało tylko udawać, że uznało granice na Odrze i Nysie. Miało ono żądać zmiany umowy z Görlitz, tak by w miejsce sformułowania polsko-niemiecka granica, pojawiło się inne o brzmieniu: polsko-enerdowska granica.

Gomułka miał też powiedzieć, że w przypadku wycofania się wojsk radzieckich z NRD, SED natychmiastowo wyraziłoby wolę zjednoczenia Niemiec. W chwili, gdyby dokonała się wyżej wspomniana zmiana umowy z Görlitz, oznaczałoby to, że obowiązywałaby ona tylko i wyłącznie do momentu zjednoczenia Niemiec.

Gomułka miał zapowiedzieć Rakowskiemu, że dostarczy mu dokumenty z konferencji I Sekretarzy KC państw socjalistycznych, która odbyła się 3 i 4 grudnia w Moskwie. Między innymi miało tam paść stwierdzenie Ulbrichta, że niemiecka wielka burżuazja za pomocą socjaldemokracji dąży do tego, by przeniknąć na teren państw socjalistycznych (co jak pokazały późniejsze wypadki, miało okazać się prawdą). Ulbricht jednocześnie miał wyrażać wątpliwości na temat celowości podjęcia rozmów między Polską a RFN, twierdząc, że przecież kwestia graniczna jest uregulowana. Breżniew stanął po stronie Ulbrichta.

W następnych tygodniach Rakowski sondował w rozmowach z Cyrankiewiczem, Gierkiem, Starewiczem i wieloma innymi politykami, na ile podzielają oni stanowisko Gomułki. Cyrankiewicz opowiedział się jednoznacznie za tą polityką. Jednocześnie wskazał na to, że będzie ona torpedowana przez tych, którzy nie zawsze kierują się interesem Polski, wskazując wprost na prasę Pax-u, nieprzyjazną polityce zbliżenia z RFN. Rakowski miał stwierdzić, że rzekomo tylko PAX miał się krytycznie odnosić do linii zakreślonej przez Gomułkę, za czym miała stać ambasada radziecka. Cyrankiewicz przytaknął. Rakowski od razu przechodzi do przytoczenia artykułu opublikowanego w „Prawdzie” przez polskiego publicystę (24.12.1969, nazwisko nie pada), który stwierdził, że 30 lat po wybuchu wojny, byli naziści znowu zaczynają mówić o pojednaniu z Polakami.

Pod koniec grudnia Rakowski udał się na Śląsk. W redakcji „Trybuny Robotniczej” zdał sprawozdanie ze swoich wrażeń z Republiki Federalnej. Wprost przyznaje, że chciał w ten sposób pozyskać dziennikarzy tego najbardziej opiniotwórczego czasopisma śląskiego dla sprawy polityki Gomułki w stosunku do RFN. Podczas tej rozmowy zadzwonił do niego Gierek, który zaproponował spotkanie. Był pozytywnie nastawiony do sprawy, wyrażał tylko obawy co do możliwych reperkusji ze strony Moskwy.

7 stycznia 1970 r. Cyrankiewicz zaprosił Rakowskiego na spotkanie, które odbyło się w gabinecie, w którym 10 lat później zasiadł sam Rakowski. Cyrankiewicz poinformował go o tym, że poprzedniego wieczora przybył do niego Beitz z listem od Brandta. Rakowski wprost napisał, ze Beitz był zaprzyjaźniony z Cyrankiewiczem, i był pierwszym przedstawicielem niemieckiego przemysłu, który przetarł drogę do Polski, pod pretekstem polowania w naszym kraju. Zanim napiszemy, jak dalej potoczyła się rozmowa, należy krótko przypomnieć, kim był wspomniany pan Beitz.

Berthold Beitz to jeden z najbardziej wpływowych przedsiębiorców RFN. W czasie II WŚ był m.in. dyrektorem handlowym niemieckiego przedsiębiorstwa Karpathen-Öl AG, kontrolującego produkcję naftową w Zagłębiu Drohobycko-Borysławskim. Od 1952 r. pełnił funkcję pełnomocnika dyrektora koncernu przemysłowego Alfrieda Kruppa. Zgodnie z tradycją firmy Arndt von Bohlen i Halbach, jedyny syn Alfrieda Kruppa, miał być następcą i jedynym spadkobiercą. Berthold Beitz, który uważał, że młody Krupp nie nadaje się do prowadzenia firmy, doprowadził do tego, iż ten 16 września 1966 r. zrzekł się spadku, w zamian za wypłatę około 3 miliarda DM, oraz gwarantowanej rocznej pensji w wysokości co najmniej 2 mln DM.

Krótko przed śmiercią Alfrieda Kruppa w 1967 r. prywatne aktywa Kruppa zostały przekazane fundacji Alfried Krupp von Bohlen und Halbach-Stiftung, utworzonej przez Beitza, który był wykonawcą i administratorem majątku Kruppa. W 1967 roku został przewodniczącym rady fundacji, a od 1989 roku był jej honorowym przewodniczącym, pełnił tę funkcję do śmierci. Był wpływowym przemysłowcem w Zagłębiu Ruhry. Od połowy lat pięćdziesiątych podróżował jako wysłannik Komitetu Wschodniego niemieckiej gospodarki (Ostausschuss der deutschen Wirtschaft) do krajów bloku wschodniego. Na przykład Erich Honecker co roku zapraszał go na polowanie. Nawiązywał współpracę gospodarczą, która – według oficjalnej historiografii – pomogła w przygotowaniu późniejszego odprężenia politycznego.

Wiedząc, jak arcyważną figurą był Beitz, możemy wrócić do rozmowy Rakowskiego i Cyrankiewicza, która odbyła się w styczniu 1970 r. Jak to już zostało wspomniane, Beitz przywiózł list, który Brandt kazał przekazać Cyrankiewiczowi. W liście tym Brandt pisał, że zdaje sobie sprawę z tego, jak bardzo reżim Hitlera obciąża polsko-niemieckie stosunki, że nie zamierza przed tym uciekać. Nadmienił, że nie będzie się kierował „irytującymi wypowiedziami” Berlina Wschodniego i zapewnił, że zbliżenie Polski i RFN będzie posiadało historyczne znaczenie dla dobrej przyszłości Europy. W związku z tym prosi o wspólne ustalenie terminu, kiedy rządy obydwu państw mogłoby rozpocząć rozmowy. Ze względów wewnątrzniemieckich prosi o rozpoczęcie rozmów dopiero w pierwszej połowie lutego, a nie, jak wcześniej zakładano, w styczniu.

Cyrankiewicz poprosił Rakowskiego, by ten sporządził list będący odpowiedzią na inicjatywę Brandta. Dwa dni później projekt był gotowy, Gomułka naniósł na tekst tylko drobne poprawki.
Na początku lutego rozpoczęły się w Warszawie rozmowy między delegacją Republiki Federalnej, której przewodził Duckwitz i delegacją polską, której przewodził Józef Winiewicz. Sam Rakowski obawiał się, że rozmowy, ze względu na naciski ze strony Moskwy, zakończą się fiaskiem. W tym kontekście wspomina obawy powtórzenia się nowego Rapallo. Wskazuje on m.in. na wywiad, którego udzielił radziecki dyplomata prof. Melnikow tygodnikowi „Spiegel” (1970, nr 4, 19.1.1970), który został opublikowany pod znamiennym tytułem „Jestem za zasadami z Rapallo” (Ich bin für die Prinzipien von Rapallo).

Rakowski przypomina w tym kontekście także artykuł Janusza Stefanowicza z PAX-u, który miał stanowić polemikę do wywiadu z Melnikowem. Rzekomo niektórzy Rosjanie z ambasady ZSRR mieli sugerować Stefanowiczowi, że szerzy on antyrosyjskie nastroje w Polsce. Na marginesie warto wspomnieć o tym, że o artykule paxowca wspomniał sam „Spiegel” w artykule pt. „Nasza Europa” (Unser Europa), opublikowanym dnia 09.02.1970 (Spiegel 1970, nr 7). Czytamy tam: „Nacjonalistyczna gazeta „Słowo Powszechne”, jawny przeciwnik polityki Gomułki, ostrożnie lawirującego między Wschodem a Zachodem, w zeszły poniedziałek wystrzelała salwę w stronę radzieckiego bratniego państwa.

W komentarzu do rozmowy Spiegel z radzieckim ekspertem ds. Niemiec, Melnikowem (Spiegel 4/1970), Stefanowicz oskarżył radzieckiego profesora o to, że „niestety sprawia on wrażenie, że we współczesnej Europie możliwa byłaby taka polityka, jaką historycznie można sprowadzić do hasła Rapallo”. Nacjonalistyczną gazetę nade wszystko nurtuje pogląd Mielnikowa, że Republika Federalna może wkrótce stać się „wielką pokojową siłą”, jeśli tylko uzna status quo w Europie. Niemieckie interesy narodowe, pisze „Słowo Powszechne”, powinny być podporządkowane ogólnemu bezpieczeństwu ... narodów europejskich, „a nie odwrotnie” (patrz strona 176)”.

Wracając do Rakowskiego, pisze on dalej, że na początku marca znowu skontaktował się z nim Cyrankiewicz. Zlecił mu nowe zadanie, tym razem miał sporządzić list do Brandta dotyczący kwestii gospodarczych. Pod koniec marca obyła się druga runda rozmów. W dniu 25 marca Rakowski miał zapisać w swoim dzienniku, że Gomułka stał się ostrożniejszy, gdyż zdał sobie sprawę z tego, że Niemcy dobrze wiedzą, że klucze leżą w Moskwie i że Rosjanie nie są szczerzy w stosunku do Polaków. Między innymi nie poinformowali Warszawy, że w międzyczasie RFN otworzył w ZSRR dwa konsulaty.

Pod koniec kwietnia Rakowski wraz z Ryszardem Wojną, przyjął zaproszenie zaprzyjaźnionego redaktora naczelnego niemieckiej gazety „Stern”, Henri Nannena, do uczestniczenia w dyskusji telewizyjnej w Bonn, i do rozmowy z Brandtem. Przeciwko tej podróży opowiedział się Zenon Kliszko, który doprowadził do tego, że Rakowski nie dostał pozwolenia na wyjazd. Do Bonn Rakowski dotarł dopiero w czerwcu, w trakcie podróży do Sztokholmu i Hagi. Uczestniczył tam w kolejnej rundzie rozmów między Winiewiczem i Duckwitzem. W połowie sierpnia Willy Brandt udał się w podróż do Moskwy, gdzie podpisał umowę, co w Polsce nie zostało przyjęte z aprobatą. Polacy liczyli na to, że Niemcy najpierw z nami podpiszą umowę.

W listopadzie Rakowski podróżował po Niemczech, gdzie spotkał się z między innymi z Nannenem, Erichem Kuby i Rudolfem Augsteinem (założycielem i wydawcą „Spiegla”), jak również wziął udział w programie telewizyjnym Wernera Höfera. Zjadł kolację z rzecznikiem rządu Conradem Ahlerem. Swoje wrażenia i obserwacje przekazał w formie pisemnej Gomułce. Cyrankiewicz zdradził Rakowskiemu, że Gomułka czytał list w jego obecności, po czym mu go przekazał z komentarzem: „bardzo interesujące“.

I nadszedł grudzień 1970 r., 1.12.1970 Rakowskiego wezwał Cyrankiewicz, któremu zlecił napisanie przemówienia, które miało zostać wygłoszone podczas kolacji z Brandtem. Miał także obejrzeć pałac w Natolinie, czy nadaje się na podjęcie gościa z Niemiec. Rakowski stwierdził, że jest za mały i wybór padł na Wilanów. 7 grudnia, dokładnie o godz. 12, w pałacu Radziwiłłów została podpisana umowa. Rakowski stwierdza, że nigdy nie widział Gomułki tak szczęśliwego, Brandt także promieniał. Jak tylko 8 grudnia odleciał niemiecki kanclerz, do Rakowskiego podszedł Józef Winiewicz i powiedział: „Mietek, prawdopodobnie nie wiesz, jak wielką przysługę wyświadczyłeś nam swoim sprawozdaniem, które przesłałeś Gomułce. Ciągle i ciągle wracał do tego, że Rakowski tam był, słuchał itd.“.

Pozostawiamy kwestię otwartą, czy „Mietek“ rzeczywiście nie zdawał sobie sprawy z tego, jaką rolę odegrał w tamtych wydarzeniach. W każdym bądź razie na tym kończy się artykuł.
Bez wątpienia zmusza on do postawienia kilku pytań, jak również unaocznia wiele faktów, które obecnie są notorycznie negowane przez ośrodki kształtujące opinię publiczną, w tym także niemieckie media. Pierwszym takim faktem jest dość daleko posunięta niezależność Gomułki od Moskwy, co jest konsekwentnie negowane przez współczesnych „antykomunistów”. Gomułka zdecydowanie nie był „pachołkiem Moskwy”. Drugim faktem jest daleko posunięta penetracja Polski przez niemieckie kanały wpływu, czego wyrazem były nie tylko liczne kontakty Rakowieckiego w RFN, ale także choćby „przyjaźń”, która łączyła Cyrankiewicza z Beitzem. W końcu koncern Krupp, jako jeden z pierwszych, otworzył swoje przedstawicielstwo w Polsce.

Czytając starannie artykuł Rakowskiego, jak również w pełni współgrające z jego wypowiedziami materiały ze Spiegla, nie trudno dostrzec ukształtowanej już tam linii propagandowej, którą serwuje się mieszkańcom III RP. Środowiska wskazujące na niebezpieczeństwo zbliżenia się do RFN, a szczególnie na groźbę wykupienie polskiego przemysłu, jak również gospodarczego totalnego uzależnienia się od Niemiec, czyli głównie PAX oraz inni przedstawiciele myślenia w kategoriach narodowych, określani są mianem nacjonalistów i agentów ambasady radzieckiej. A.D. 2018 niemieckie ośrodki wpływu stosują dokładnie te same wytyczne, z tą różnicą, że ambasada radziecka została zamieniona na „Putinowski Kreml”.

Oczywiście każdy uważny Czytelnik zada sobie pytanie, które samo ciśnie się na usta: kim tak naprawdę był M. Rakowski? Warto wskazać choćby na to, że w kontekście wydarzeń marcowych pojawiają się artykuły, w których podkreśla się, że kierowana przez niego „Polityka” nie uczestniczyła „w antysemickiej nagonce”… A w cytowanym obficie artykule Spiegla, nazwisko Rakowskiego pojawia się wiele razy. To samo pytanie można postawić w stosunku do Cyrankiewicza. Wątpliwości mnożą się wtedy, kiedy przeczytamy artykuł Jerzego Reutera, przedrukowany na stronie internetowej Tarnowskiego Kuriera Kulturalnego pt. „Józef Cyrankiewicz”. Reuter pisze tam: „Kilkadziesiąt lat po tamtych wydarzeniach [II WŚ – MZW] polskie gazety opublikowały wywiad z bratankiem Witolda Pileckiego, w którym Krzysztof Pilecki odpowiadając na pytania Jadwigi Knie–Górnej stwierdził: „Stryj doskonale wiedział, że jego przeszłość (Cyrankiewicza) w KL Auschwitz była zupełnie inna niż ta, którą rozpowszechniały władze PRL. Według tej drugiej, Cyrankiewicz był bohaterem oświęcimskim i założycielem obozowej organizacji konspiracyjnej. Prawda jednak była inna. Józef Cyrankiewicz w obozie popełnił mnóstwo nikczemnych czynów. Był esesmańskim donosicielem. Przez niego zginęło wiele osób. Stryj ułożył w całość fragmenty dramatycznych zbiegów okoliczności.

Doszedł do tego, że po kolei ginęli bez śladu ci członkowie organizacji konspiracyjnej, którzy mieli bliższy kontakt z Cyrankiewiczem”. 27 grudnia 2007 tygodnik „Wprost” opublikował artykuł na temat domniemanego szpiegostwa Józefa Cyrankiewicza na rzecz Gestapo. Odezwali się naoczni świadkowie i potwierdzili podane przez pismo fakty. Jednak oficjalne źródła niczego nie wykazały, chociaż wiadomym jest, że przez wiele lat Cyrankiewicz miał szeroki dostęp do akt obozowych, a nawet wypożyczał te bardziej dla niego interesujące”.

W świetle powyższych informacji można postawić pytanie, czy Cyrankiewicz, który obarczany jest odpowiedzialnością za śmierć Pileckiego, który aktywnie angażował się w akcje wymierzone w Kościół katolicki w Polsce, który nakazał brutalnie stłumić powstanie robotnicze w Poznaniu w 1956 r., który w czasie kryzysu politycznego marca 1968 wystąpił ostro przeciwko protestującym studentom, a jednocześnie pomógł Markowi Edelmanowi, zwolnionemu z pracy w szpitalu wojskowym za żydowskie pochodzenie znaleźć pracę w szpitalu miejskim, i który w końcu podczas protestów robotniczych Grudnia 1970 zaakceptował decyzję Gomułki o strzelaniu do robotników i przyjął ją do realizacji jako premier rządu, rzeczywiście działał jako „komunista”, czy też realizował wytyczne płynące z innego ośrodka kierowniczego niż Moskwa?

Bez wątpienia, w świetle powyższych pytań, szczególnego znaczenia nabiera fakt, że to właśnie w czasie premierostwa Rakowskiego doszło do historycznych rozmów Okrągłego Stołu pomiędzy rządzącą wówczas PZPR a opozycyjną „Solidarnością”, poprzedzonych rozmowami w Magdalence, rozpoczętymi równolegle z powołaniem Mieczysława Rakowskiego na stanowisko premiera. I że to właśnie Rakowski objął funkcję ostatniego pierwszego sekretarza KC PZPR, doprowadzając do rozwiązania Partii w styczniu 1990. Czy to był tylko przypadek, czy też świadome otwarcie Polski „na modernizację”, poprzez gospodarcze uzależnienie Polski od Niemiec? Prawda o tym bez wątpienia kryje się nie tylko w moskiewskich, lecz prawdopodobnie w niemieckich archiwach, którymi, dziwnym trafem, nikt w Polsce się nie interesuje.

Magdalena Ziętek-Wielomska
Myśl Polska, nr 15-16 (8-15.04.2018)

Dzial: