Trzy „Gazety” przeciw jednemu

warszawka.jpg

Wśród obecnych na polskim rynku prasowym gazet wyróżniają się trzy tytuły, które określają się jako sobie wrogie. Są to „Gazeta Wyborcza”, „Gazeta Polska” i „Warszawska Gazeta”. Wręcz można powiedzieć, że w sensie deklaracji jest to wojna każdego z każdym.

Trudno sobie wyobrazić żeby ktoś piszący w jednym z tych tytułów pisał także w drugim. Wydawałoby się, że łączy je tylko jedna widoczna wspólna cecha, a mianowicie rzeczownik „gazeta” w nazwie. Ale czy tylko? Są jednak osoby i zdarzenia co do których owe trzy media ustawiają się bardzo podobnie. Wydaje się niemożliwe! A jednak. Na polskiej scenie od dawna funkcjonuje, trochę na wariackich papierach, znany facecjonista polityczny, pan Stanisław Michalkiewicz. Posługuje się on swoją własną teorią spiskową, której podstawy są stałe i zawierają się w twierdzeniu, że w Polsce rotacyjnie rządzą trzy agentury: pruska, ruska i amerykańsko-żydowska. Aktualnie władzę przejęła ta ostatnia, ale to także nic dobrego nie wróży Polsce, która jest przez niego nazywana „naszym nieszczęśliwym krajem”. Z powodu ostrzegania przed roszczeniami żydowskimi pan Michalkiewicz jest oczywiście mocno nielubiany przez "Gazetę Wyborczą", która to przypisuje mu antysemityzm.

Te roszczenia majątkowe, według Michalkiewicza, ostatnio mocno przybrały na sile i stały się przedmiotem bezpośrednich nacisków władz USA czy Wielkiej Brytanii. Sytuacja ta sfrustrowała pana Stanisława tak bardzo, że w jednym z ostatnich felietonów zażartował sobie, że być może warto dogadać się z Putinem, którego on nazywa „zimnym ruskim czekistą”, i po prostu zmienić sobie patrona.
W tekście zatytułowanym „Groźnie kiwniemy palcem w bucie” pisze on: „Skoro amerykańska polityka wobec Polski jest taka kapryśna, to wiarygodność NATO w tych warunkach staje się bliska zeru. Gdyby zatem do Legnicy, Żagania i Szczecina wrócili Rosjanie, to może gorzej niż przy Amerykanach by nie było. Kto wie, czy nie byłoby to też jakieś zabezpieczenie przed żydowskimi roszczeniami wobec Polski, bo – jak starsi pamiętają – „za Ruska” Żydzi żadnych roszczeń majątkowych wobec Polski nie wysuwali. Jak się okazuje, nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło, zwłaszcza, że w towarzystwie Rosjan nie musielibyśmy już obchodzić halloween, ani też podlizywać się sodomitom i gomorytom”[i]

Propozycja tak zasadniczej zmiany, nawet uczyniona żartem, nie mogła oczywiście ujść niezauważona. gdyż już od czasów PRL-u wiadomo, że właśnie takie żarty to mogą być jeszcze bardziej szkodliwe. Zdecydowany odpór takim tendencjom dał Jerzy Targalski z „Gazety Polskiej”. W tekście „Wyszło szydło z worka” postponuje on takie propozycje, cytując podobnie zbrodniczą wypowiedź, której autora nie podaje, ale widzimy że jest ona utrzymana w stylistyce Michalkiewicza, wiec pewnie o niego tutaj chodzi: „Jeżeli chcesz nas wykorzystać i zostawić z dzieckiem, to my się zaprzyjaźnimy ze złym ruskim czekistą Putinem i tak jak teraz Twoja broń, nasz najważniejszy sojuszniku, przesunęła się o tysiąc kilometrów do granic Rosji, to wtedy rosyjska broń by się przesunęła o prawie tysiąc kilometrów na Zachód”[ii]

To już nie przelewki i dlatego „Gazeta Polska” musiała zareagować, choć prawdę mówiąc Targalski żadnego dowodu na to, że owo wykorzystanie i porzucenie jest niemożliwe, nie przeprowadził. A przecież poruszanie się w tym kręgu wyobrażeń nieobca jest także Prezesowi, który lubi, przy różnych okazjach wtrącać powiedzonko o tym jak to można „i cnotę stracić i rubla nie zarobić”. W tym zaś przypadku można nie tylko nic nie zarobić ale i wszystko stracić, łącznie z życiem. Zatem sprawa jest poważna i bezrefleksyjne, ślepe pchanie się w układ z USA i Izraelem jest wyjątkowo nierozsądnym działaniem. Ale cóż na to poradzić skoro mający kontakty z Polakami francuski pisarz Balzak już dawno temu zauważył dość szczególną polską cechę, którą opisał następująco: „Pokaż Polakowi przepaść, a od razu w nią skoczy”.

Ów felieton Michalkiewicza dostrzegła także i zareagowała na niego jak na zagrożenie „Warszawska Gazeta”. Piórem Roberta Kościelnego w tekście pt. „Zawsze przeciwko Rosji” [iii] spostponowała Michalkiewicza, że przecież nie można wysuwać, nawet żartem, takich supozycji, bo przecież z Rosją nie można. Autor uzasadnia też dlaczego nie można: „nie wszyscy mogą zrozumieć ironię Stanisława Michalkiewicza biorąc jego wypowiedź za dobra monetę”. Widać, mając na uwadze inteligencję czytelników Gazety Warszawskiej, taka obawa może być uzasadniona.

I tak oto w polowaniu na Michalkiewicza spotkały się medialne stwory, które na co dzień deklarują do siebie wrogość, ale jeśli chodzi o sprawy naprawdę ważne, czyli tu niechęć do Michalkiewicza i Rosji, to oczywiście większych różnic miedzy nimi nie ma i mówią prawie jednym głosem. Reprezentują one, rzec by można, właściwie jeden i ten sam główny kierunek, rozpisany tylko na odmienne grupy elektoratu różniące się inteligencją, zamożnością czy wykształceniem. Preferencje partyjne są w tym przypadku nieistotne.
Stanisław Lewicki

[i] http://www.michalkiewicz.pl/tekst.php?tekst=4164
[ii] http://niezalezna.pl/219968-wyszlo-szydlo-z-worka
[iii] Gazeta Warszawska nr 11 str. 42
Za: konserwatyzm.pl