Wypędzeni z partii, rządu, bezpieki... (1)

Michnik.jpg
Od kilku tygodni trwa wściekła, oszczercza nagonka na Polskę Izraela i światowej diaspory żydowskiej. Nie ma podłości, której by nam nie zarzucano. Nagonkę tę wspierają politycy opozycji antypolskiej – Platformy Obywatelskiej i Nowoczesnej.

Pretekstem do tej kampanii stała się nowelizacja ustawy o IPN-ie. Jak wskazywałem w poprzednich dwóch „Kalejdoskopach”, reakcja władz polskich na ten atak ma charakter lękliwy, reaktywny, deklarujący chęć „dialogu”, tłumaczenia istoty ustawy, itp. Jeden premier Morawiecki wykazał odwagę i w czasie konferencji prasowej w Monachium powiedział prawdę, co oczywiście spotkało się z kolejną falą ataków. Pobyt grupy polskiego zespołu ds. dialogu historyczno-prawnego w Izraelu, mimo zapewnień jej uczestników chyba niewiele przyniósł, bo przecież ani Izraelowi, ani światowym organizacjom żydowskim nie zależy na żadnym dialogu, ale do złamania Polski i ściągnięcia z naszego kraju haraczu w wysokości 65 mld USD (niektóre organizacje żydowskie podniosły tę kwotę już do 300 mld USD!).

Co oczywiste, taki wydatek spowodowałby ruinę Państwa Polskiego. Ale przecież można przekazać majątek w naturze i byłby on zarządzany przez Żydów. Powstałaby wtedy nowa klasa – „szlachta jerozolimska”. A kto ma kapitał, ten ma władzę. Polacy staliby się wówczas obywatelami już nie drugiej, ale trzeciej kategorii. Ale to dopiero początek nagonki. Za chwilę mamy 50 rocznicę tzw. wydarzeń marcowych i wtedy nastąpi huraganowa, zmasowana agresja na Polskę i Polaków. Zamiast uprzedzić ten atak, okazuje się, że

znowu zamierzamy przeprosić,

czego dowodem projekt uchwały Senatu wniesiony przez prof. Jana Żaryna. „Władze komunistyczne w 1968 r., uruchamiając antysemickie wiece nie reprezentowały woli Narodu, a jedynie Moskwy; jednak komunistami byli także Polacy, za których wypada przeprosić wyrzucone wówczas rodziny polskie pochodzenia żydowskiego, przepraszamy — czytamy w projekcie senatora PiS. Przypomina on zdjęcie z desek Teatru Narodowego „Dziadów” Adama Mickiewicza, czemu sprzeciw wobec „cenzorskich posunięć władz oraz kłamliwej propagandy wyrazili przede wszystkim młodzi Polacy, głównie – ale nie tylko – studenci”. Wskazuje, że protest ten objął całą Polskę, a jego symbolem stał się wiec 8 marca 1968 r. na Uniwersytecie Warszawskim w obronie studentów wyrzuconych z uczelni, brutalnie spacyfikowany przez oddziały milicji i ORMO.

W projekcie podkreślono, że protest młodzieży zbiegł się z czystkami w aparacie partii i administracji dokonywanymi przez grupę komunistów polskich, a skierowanymi od 1967 r. przeciwko osobom pochodzenia żydowskiego. „W wyniku nagonki antyżydowskiej, dla której wygodnym pretekstem stało się opowiedzenie się ZSRS po stronie arabskiej w wojnie z Izraelem, władze wyrzuciły z kraju w ciągu kolejnych lat blisko 20 tysięcy Polaków pochodzenia żydowskiego ...” Prof. Żaryn zaznacza też: „Wyjeżdżający z kraju zarzucali jednak antysemityzm nie narzuconym Polsce w wyniku jałtańskiej zmowy rządom komunistycznym, ale Polakom, współtworząc czarną legendę o Narodzie”.

Ofiary represji antyżydowskich w partii – kontynuuje Żaryn – zostały wsparte przez znaczną część środowisk inteligencji polskiej, kontestującej ekipę Gomułki za tzw. „odejście od Października ’56” oraz za dławienie kultury i wolności wypowiedzi”. Według Żaryna „w pamięci Polaków Marzec ‘68 należy do kanonu polskich miesięcy budujących naszą drogę ku niepodległości” .

Autor proponuje, by Senat upamiętnił polską młodzież, która ... domagała się prawa do wolności oraz tą uchwałą oddał sprawiedliwość „tym, którzy wstawili się za ówczesną młodzieżą”, a szczególnie posłowi Jerzemu Zawieyskiemu z koła „Znak” oraz Stefanowi Kisielewskiemu i Pawłowi Jasienicy. „Zostali oni poddani wówczas brutalnej nagonce prasowej, bez prawa do obrony” — pisze Żaryn. Proponuje też, by Senat „w sposób szczególny przypomniał i docenił postawę hierarchów Kościoła rzymskokatolickiego z prymasem kardynałem Stefanem Wyszyńskim i kardynałem Karolem Wojtyłą na czele”.

Dalej autor utrzymuje, że „ówczesne władze komunistyczne, uruchamiając antysemickie wiece i przymuszając Polaków do brania w nich udziału, a także wprowadzając w przestrzeń publiczną patologiczne nastroje antyżydowskie, nie reprezentowały woli Narodu, a jedynie Moskwy i jej interesy wewnątrz-komunistyczne oraz międzynarodowe”. A kończy następująco: „Musimy jednak przyznać, że komunistami byli także Polacy, za których dziś wypada nam przeprosić, zarówno wyrzucone wówczas rodziny polskie pochodzenia żydowskiego, jak i ich potomków żyjących obecnie często w nieświadomości, komu zawdzięczają swój los. Przepraszamy!”. Pomijając ogólniki oraz z gruntu tendencyjną i współgrającą z narracją żydowską prezentację wydarzeń marcowych, szczególnie razi propozycja przeproszenia, czemu sprzeciwia się nawet część kolegów autora z PiS.

Kolejne rocznice Marca '68 stanowią dla diaspory żydowskiej oraz polityków i publicystów w Izraelu zawsze okazję do oszczerczych zarzutów wobec naszego kraju oraz Polaków. Przypomnijmy tylko

niektóre oszczerstwa żydowskie.

Np. na łamach „Jerusalem Post” Daniel Schatz, utrzymuje, że Żydzi wtedy stali się obiektem fizycznej przemocy, byli pozbawiani obywatelstwa, zmuszani do emigracji, więzieni, bici, poddawani torturom (!). Cytuje wspomnienia Leo Kantora z Opola, który skarży się, że nie przedłużono mu umowy o pracę. Odrzucił on ofertę zatrudnienia na uczelni, bo była w innym mieście. Udał się do Szwecji i stamtąd nieprzerwanie biadolił o „pieprzonych polskich antysemitach”. Ale publicysta przystępuje do rzeczy: „w 2000 r. Aleksander Kwaśniewski w imieniu Polaków przeprosił za te czyny, a 8 lat później potępił je Lech Kaczyński, ale w Polsce ciągle nie ma politycznej woli przyznania się do odpowiedzialności wobec ofiar etnicznych czystek.

I ogłasza apel. "Polska nie wypracowała sposobu rozwiązania zasadniczej kwestii odszkodowań dla tych, których pozbawiono mienia. Nie postawiła też w stan oskarżenia żadnego ze sprawców. Warszawa musi uchwalić odpowiednie ustawy przewidujące pełne odszkodowanie i zwrot skradzionego mienia. Sprawa jest nagląca. Czas najwyższy wyrównać wszystkie krzywdy i stawić czoła upiorom przeszłości ...

Według Szymona Wiesenthala liczba uratowanych Żydów polskich jest zdecydowanie znikoma w porównaniu z liczbą Żydów, którzy mogli uciec z obozów lub gett. Gdyż ci, którym udało się zbiec, byli schwytani przez polską ludność i przekazywani Niemcom. Stawka za głowę Żyda wynosiła 100 złotych i litr wódki. Polacy zawsze chętnie pili wódkę. Tak pisał człowiek uratowany przez Polaków, przyjmowany w Polsce z honorami, odznaczony przez Wałęsę krzyżem Polonia Restituta. Podobnie fetowany był Jan Tomasz Gross.

Nathaniel Popper w „The Jewish Daily Forward”, gazecie żydowskiej wydawanej w Nowym Jorku, nawołuje Żydów i Niemców, by połączyli siły przeciw Polsce, by zjednoczyła ich restytucja mienia Tekst nosi znamienny tytuł: „Bitwa roszczeniowa rozszerza się na polski front”. Czytamy tam, że wspólna walka Żydów i etnicznych Niemców stwarza nową sytuację w historii roszczeń tych, którzy „przeżyli Holocaust”. Cóż, gdy chodzi o pieniądze, Żydzi nie mają żadnych skrupułów i gotowi są na najbardziej plugawą kolaborację, nawet ze swoimi katami.

Przypomnijmy też pozew jedenastu Żydów złożony w nowojorskim sądzie przeciwko RP. Piszą oni, że polityka obowiązująca w Polsce przez ostatnie 54 lata sprowadzała się do wygnania, co do jednego, Żydów z Polski, poprzez czystki etniczne i rasowe, przemoc i szantaż, w tym tortury i morderstwa. Ci, którzy przeżyli Holocaust, byli mordowani, bici, gwałceni, terroryzowani, torturowani, plądrowani i zmuszani do emigracji, bez prawa do odzyskania bądź zarządzania posiadanymi nieruchomościami. Polski rząd zezwalał na te ohydne czyny, aż Żydzi poddali się z wyczerpania i opuścili Polskę, pozostawiając w niej swoje mienie. Czy trzeba dodawać, iż Ambasada RP nie zareagowała na tę ohydę?
Żądania odszkodowań, połączone z pogróżkami nie ustają.

Na portalu Światowego Kongresu Żydów zamieszczono apel nowojorskiego prawnika Menachema Rosensafta, wzywający Amerykanów żydowskiego pochodzenia do bojkotu Polski. Prezes organizacji opatruje go komentarzem: „Doceniam okazywaną przez polski rząd przyjaźń Izraelowi, ale liczę, że usiądzie do stołu, rozpocznie rokowania i wypłaci ofiarom Holocaustu i ich spadkobiercom odpowiednie odszkodowanie”. Tak, to Polska ma płacić za zbrodnie niemieckie. I płaci, na razie częściowo. Rząd PO-PSL wprowadził ustawę, w myśl której ci, którzy urodzili się w Polsce i są ofiarami niemieckich lub sowieckich represji lub urodzili się po wojnie w rodzinie, która została zmuszona do opuszczenia Polski, otrzymują miesięczną rentę.

Zupełnie niedawno „Jerusalem Post” powołując się na bliżej niezidentyfikowany amerykański dokument, pisał: „Antysemityzm w armii gen, Władysława Andersa osiągnął taki poziom, że żydowscy żołnierze czuli się przymuszeni do opuszczenia jej szeregów i przyłączenia się do innych siła alianckich”. Nawet nie opublikowano fotografii tego dokumentu, nie podano także do jakich to „innych sił alianckich” dołączyli ci Żydzi. A prawda jest taka, że po prostu zdezerterowali w Palestynie. Zanim przejdziemy do rzeczywistego opisu wydarzeń marcowych, należy

sięgnąć do historii,

gdyż marzec ’68 stanowi jeden z elementów walki toczonej od zarania na polskiej (choć nie tylko) lewicy: między nurtem kosmopolitycznym (internacjonalistycznym) – zdominowanym przez Żydów, a nurtem patriotycznym, któremu przewodzili ludzie myślący i działający zgodnie z - tak czy inaczej przez nich rozumianym – interesem narodowym. Pierwsze starcie nastąpiło między Zygmuntem Berlingiem a mafijną organizacją żydowską – Centralnym Biurem Komunistów Polskich z Alfredem Lampem i Jakubem Bermanem na czele. Lampe tak skomentował pomysł Stalina utworzenia I Dywizji: „A na ch.. nam to potrzebne. My mamy Armię Czerwoną i to nam wystarczy”. Skoro Stalin postawił na swoim, CBKP i ZPP zadbały, by opanować I Armię. Na sześciu kolejnych szefów Głównego Zarządu Politycznego WP tylko jeden był Polakiem.

Kadrę kierowniczą aparatu politycznego, Informacji, Prokuratury i sądownictwa, II Zarządu Sztabu Generalnego też opanowali Żydzi. Np. na 30 politruków w drugiej dywizji 27 było Żydami. “Swoimi” obsadzano prawie wszystkie stanowiska pełnomocników ZPP, czym kierowała Julia Brystygierowa, osławiona „Luna”, późniejsza dyrektor V Departamentu MBP. Na tym tle toczyła się dramatyczna i tragiczna walkę dowódcy I Dywizji gen. Berlinga, który chciał uczciwego sojuszu ze Związkiem Sowieckim, ale nie rozumiał, że Stalin wykonawcami swych planów wasalizacji Polski uczynił ludzi z CBKP. Z zimnym rozmysłem wybrał Żydów do roli narzędzi swej polityki wobec Polski. Żydzi – i to nie tylko czołówka CBKP – gorliwie, z ogromnym zaangażowaniem przyjęli wyznaczoną im przez Kreml rolę pacyfikatorów i nadzorców Polaków.

Drugim etapem była próba podporządkowania GL/AL, właściwie nieudana, wraz z próbą zamordowania Mieczysława Moczara na wniosek funkcjonariusza CBKP – Leona Kasmana (późniejszego wieloletniego naczelnego “Trybuny Ludu”(!)

Trzeci etap to opanowanie aparatu PPR, UB, wojska, wywiadu, kierowniczych stanowisk w poszczególnych resortach. Po tym nastąpił etap czwarty – walka z „odchyleniem prawicowo-nacjonalistycznym”. Polegała ona na wykańczaniu czołówki “krajowców” z PPR i GL/AL. Rozprawę tę uzasadniali stalinowską tezą o zaostrzaniu się walki klasowej w miarę budowy socjalizmu. Z jednym wyjątkiem: Otóż nieludzkie prawa „zaostrzającej się walki klasowej” nie obejmowały obywateli polskich pochodzenia żydowskiego. Nie ścigano nawet tych Żydów, którzy współpracowali z Niemcami w dziele eksterminacji swoich rodaków, nawet policjantów żydowskich, nawet żydowskich gestapowców Gancwajcha. Najbardziej złowrogą, krwawą rolę odegrali Żydzi w bezpiece. Jej żelazną gwardię stanowili Kujbyszewiacy.

Do lipca 1944 roku przeszkolono w Kujbyszewie około 200 przyszłych funkcjonariuszy organów BP. Trzon tej gwardii stanowili Żydzi. A organizujący UB Roman Romkowski zadbał o „właściwy” skład narodowościowy bezpieki. Realizacja czwartego etapu oznaczała oczyszczenie aparatu władzy z resztek Polaków, mających choćby najskromniejsze poczucie narodowej tożsamości, zwycięstwo żydowskich aspiracji i dążeń w Polsce, a wraz z upadkiem Gomułki i ludzi z jego układu padła ostatnia w Polsce linia oporu przeciw sowietyzacji Polski, przeciw zniewoleniu.

Przechodząc do zmian w1956 .r, trzeba obalić funkcjonujący do dziś stereotyp jakoby tzw. Natolińczycy (frakcja polska) stanowili twierdzę stalinizmu, a tzw. Puławianie (frakcja żydowska) byli zwolennikami odnowy i demokratyzacji. Było wręcz odwrotnie. To właśnie Natolińczycy chcieli pełnej rehabilitacji Gomułki i jego ludzi, a przede wszystkim personalnego rozliczenia winnych zbrodni w latach stalinizmu. Stanowiło to śmiertelne zagrożenie dla Puławian, wywodzących się przede wszystkim z CBKP, którzy chcieli ograniczyć “odnowę” do ogólnikowego potępienia „okresu błędów i wypaczeń”, wiedząc, że personalne rozliczenia dotkną głównie ich obóz.

W ich rękach znajdowały się jednak media, które wykorzystali, by Natolińczyków przedstawić jako stalinowców, a siebie jako obrońców demokracji i suwerenności. Posiadali też wpływy w kręgach intelektualnych. Gdy Zenon Nowak zaatakował na VII plenum KC szczególne uprzywilejowanie mniejszości żydowskiej w aparacie władzy, Puławianie przystąpili do kontrataku. Wyciągnęli wówczas straszak “antysemityzmu”. Zwyciężyli na osławionym VIII plenum KC PZPR w 1956 r., wprowadzając swoich ludzi do Biura Politycznego. (Gomułka wprowadził tylko jednego swojego człowieka – Ignacego Logę-Sowińskiego.)

W ten sposób nowy I sekretarz partii okazał miłosierdzie swoim śmiertelnym wrogom i sprawcom potwornych zbrodni.

Osłaniając Puławian, nie dopuszczając do ich zdemaskowania, powstrzymując działanie sprawiedliwości i w końcu zawierając z nimi układ, stworzył Gomułka warunki do awantury marcowej 1968 r.

Idąc po raz drugi, po stalinowskiej przerwie, swoją drogą do socjalizmu w tym samym towarzystwie co w latach czterdziestych, doszedł do tragicznego finału grudnia 1970 r.

Natolińczycy przegrali z Puławianami, ale na scenie politycznej pojawił się na początku lat 60. nowy ruch, którego określeniami zamiennymi były: Partyzanci, moczarowcy, narodowi komuniści, nurt patriotyczno-socjalistyczny. Ruch ten obejmował coraz szersze kręgi: PZPR, kombatantów z AK i AL, ludowców, wojsko. Przyciągnęli też część środowisk intelektualnych, będących dotąd domeną środowisk żydowskich. Do nich dołączali młodzi aktywiści partii. Szczególnego znaczenia zaczął nabierać, kiedy Moczar został szefem MSW w 1964 r. Podjęli wówczas ofensywę tak merytoryczną (np. walka o pełną rehabilitację AK i walka ze szkołą szyderców w twórczości) oraz personalną – z otoczenia Gomułki usunęli większość Puławian. Powoli Puławianie zaczęli tracić stanowiska na rzecz Partyzantów. Po raz pierwszy w historii PRL rozpoczęła się repolonizacja życia publicznego.

Wbrew obecnej propagandzie Partyzanci byli postrzegani przez Kreml jako „antyradzieccy nacjonaliści”, a szczególnie ich przywódca. Gdy Roman Zambrowski na posiedzeniu politbiura zaatakował Moczara i jego ludzi za tworzenie „prawicowej frakcji” w PZPR, zapłacił za to funkcją w politbiurze, jako że Gomułka doskonale pamiętał tę retorykę z czasów rozprawy z „odchyleniem prawicowo-nacjonalistycznym”. Puławianie rozpoczęli wojnę z Gomułką, a Partyzanci stali się jego zapleczem.

Ale ... zarówno Partyzanci jak i Puławianie nie mieli żadnego programu naprawy i reform. Ta kompletna bezprogramowość obydwu stron konfliktu ujawniła się dopiero w chwili wybuchu otwartej wojny. Klęska Puławian w 1968 r. nie oznaczała zwycięstwa Partyzantów. Gomułka, wierny swojej samobójczej taktyce balansowania między frakcją żydowsko-kosmopolityczną a patriotyczną, znowu uchronił, jak w latach 40. i 1956 r., tych pierwszych od totalnej klęski.

Awans Moczara na sekretarza KC stał się początkiem klęski jego osobiście i jego formacji. Po Grudniu 1970 Gierek i Jaroszewicz – nienawidzący i bojący się Moczara – odsunęli od władzy przywódcę Partyzantów (w niewyjaśnionych do końca okolicznościach). Stało się to początkiem rozpadu tej formacji. Upadek Gomułki, a wkrótce potem także Moczara, doprowadził do szybkiego rozpadu ruchu Partyzantów. To zaś stworzyło warunki do odrodzenia lobby postpuławsko-postkomandosowskiego. W Polsce Gomułki i Moczara byłoby to niemożliwe. W Polsce Gierka i Jaroszewicza stało się realne. W Polsce Jaruzelskiego, Rakowskiego, Kiszczaka ... dokonało się pojednanie spadkobierców Bermana, Minca, Zambrowskiego...
Cdn

Zbigniew Lipiński
3 marca 2018 r.
Myśl Polska, nr 11-12 (11-18.03.2018)

Dzial: