Rozmowy małżeńskie Wielomskich 5: O Żydach

wielomscy 1_0.jpg
Adam Wielomski: Ten raz w życiu jestem gotowy uwierzyć Jarosławowi Kaczyńskiemu, że naprawdę nie przewidział, iż nowelizacja ustawy o IPN i penalizacja oszczerstw wobec Polski i Polaków wywoła tak histeryczną reakcję Izraela i amerykańskiego Departamentu Stanu.

Fakty wszyscy znamy i nie ma sensu ich powtarzać, ale warto zadać sobie inne pytanie: czy afera wokół nowelizacji tej ustawy nie oznacza załamania się polskiej polityki zagranicznej po 1989 roku? Przez 25 lat opierała się ona o strategiczny sojusz obronny z USA przy jednoczesnym podporządkowaniu ekonomicznym Niemcom; po wygranej Trumpa rozpadł się sojusz niemiecko-amerykański i Polska postawiła na Waszyngton, wchodząc w projekt Trójmorza. Tymczasem wiemy już, że za miłymi słowami z Waszyngtonu kryją się potężne oskarżenia i (najprawdopodobniej) roszczenia finansowe. W tej sytuacji musimy poszukać nowych alternatyw politycznych. Publicznie poparła Polskę Angela Merkel i szef MSZ Sigmar Gabriel. Wielokrotnie krytykowaliśmy kierunek proniemiecki, ale uważam, że trzeba teraz raz jeszcze przeanalizować tę możliwość. Oznacza oczywiście dalsze podporządkowanie gospodarcze Niemcom, ale czy ma plusy?

Magdalena Ziętek-Wielomska: Jeśli ma plusy, to w znaczeniu uniknięcia większego zła. Polska miała być koniem trojańskim USA w Europie, które obawiały się zbliżenia niemiecko-rosyjskiego. Rozumiem te obawy, ale jak mawiał doc. Józef Kossecki, najgorzej jest być sojusznikiem Anglosasów. W szczególności, kiedy jest się na stopie wojennej z wszystkimi prawie sąsiadami, a przez to zupełnie uzależnionym od polityki amerykańskiej. Scenariusz byłby taki sam jak po I, II WŚ i po 1989 r.: dopóki Niemcy były silne, Polska dostawała wsparcie od Anglosasów. W momencie, kiedy „osłabły”, Anglosasi wydawali nas dosłownie na pastwę naszego sąsiada. Znowu bylibyśmy „sojusznikami” USA tak długo, jak trzeba by osłabiać Niemcy. A potem – strach pomyśleć. Dla mnie sojusz z Niemcami, do którego władze RFN nas wciągają, jest niebezpieczny, gdyż polska klasa polityczna nie rozumie metod działania tego państwa, a przez to w konfrontacji z Niemcami jest bezbronna. Ale na pewno dzięki niemu można zyskać na czasie – taki sojusz to raczej epoka spokoju i unikania zawirowań politycznych.

AW: Jeśli nastąpiłaby zmiana sojuszy, to znaczyłoby to także zmianę naszej polityki wobec Rosji. Niemcy tylko patrzą jak znieść sankcje ekonomiczne przeciw Moskwie i stworzyć katechoniczną oś Paryż-Berlin-Moskwa, która teraz także przechodziłaby przez Warszawę. Oczywiście, w układzie tym Polska nie będzie równoprawnym elementem, ale nie jest nim także w sojuszu z USA. Miarą naszego znaczenia jest tutaj przechrzczenie z Polski na „wschodnią flankę NATO”, czyli – mówiąc po ludzku – przekształcenie naszego kraju w ewentualne pole bitwy pancernej (a może i jądrowej) Rosji i USA. Dołączenie Polski do osi Paryż-Berlin-Moskwa posiada jeden zdecydowany pozytyw: jest nim pokój. Rosja i Niemcy nie prowadzą przeciwko sobie agresywnej polityki i wojny tutaj nie będzie. Sojusz z USA czynił z nas miejsce ewentualnej wojny wschodu z zachodem. Uderzenie na Rosję wyszłoby z Ukrainy i z Polski, a rosyjska kontrofensywa lub uderzenie wyprzedzające też spadłoby na te 2 kraje. Ameryka jest wielką wyspą, mawiali niemieccy geopolitycy, i w tej kwestii mieli rację. A wyspiarze walczą albo na morzach, albo na ziemi swoich kontynentalnych aliantów. Nigdy na własnej.

MZW: Nie do końca się z Tobą zgadzam w kwestii Rosji. Myślę, że Niemcy nadal będą oficjalnie antyrosyjscy i będą w Polsce podsycać rusofobię. Myślę, że chcą nas ściślej sobie podporządkować w ramach bardziej zintegrowanej UE. Polska ma uznać status niemieckiej Mitteleuropy w zamian za kolejne niemieckie inwestycje i dotacje europejskie. Jednocześnie ma zrezygnować z samodzielnej polityki zagranicznej. W relacjach z Rosją i Chinami UE będzie oficjalnie mówić jednym głosem, który de facto będzie głosem Berlina.

Magdalena Ziętek-Wielomska
Adam Wielomski

Myśl Polska, nr 9-10 (25.02-4.03.2018)