Z budki dróżnika (1)

kolej 2.png
Niejeden z czytelników, po przeczytaniu nadtytułu felietonu, żachnie się i zapyta w myśli: „A cóż można zobaczyć z budki dróżnika?” W konsekwencji tego może zrezygnować z lektury poniższego tekstu.

Chyba, że zaciekawi go jego tytuł o Władysławie Reymoncie, gdyż wiedzą o zasługach tego pisarza dla polskiej kultury narodowej i o jego dociekliwości, która sprawiła, że Polacy mogli poznać prawdziwą prawdę o życiu tych mieszkańców polskich miast i wsi u schyłku XIX wieku, o których pisarzom dworskim nie wypadało pisać.

Nie znaczy to, że wszystko to, o czym napisał Reymont w swoich powieściach, pochodzi wyłącznie z obserwacji poczynionych w czasie pracy w charakterze dróżnika na przystanku kolei warszawsko-wiedeńskiej koło Skierniewic. Tytułowa budka dróżnika jest symbolicznym miejscem, które jest jednym z luster stojących na rozstajach dróg i rejestrujących bieżące wydarzenia. Owych luster z życiu Reymonta i moim było wiele, co pozwoliło nam wypowiedzieć wiele prawd o obserwowanej rzeczywistości. Niektóre z nich zawarłem we wspomnieniach i innych książkach.

O tym, co mógł, a czego nie mógł powiedzieć Reymont w swoich utworach i od czego to zależało, będzie mowa w niniejszym felietonie. Mógł ślizgać się po powierzchni rzeczywistości i schlebiać możnym tego świata, a żyłby tak, jak malarz z bajki I. Krasickiego, który malował portrety przedstawiające upiększony wygląd zamawiających je. Reymont świadomie postępował inaczej, gdyż odpowiadała mu koncepcja literatury sformułowana przez Emila Zolę, który nakazywał pisać prawdę o życiu ludzkim. Znający jego „Germinal”, wiedzą, że autor powieści pokazał ciężkie i niebezpieczne życie francuskich górników, gdyż to oni byli fundamentem społeczeństwa, a nie bankowi spekulanci. Podobnie służbę społeczną pisarzy rozumiał Reymont.

Długo nie mógł odnieść sukcesu pisarskiego, gdyż napisane przez niego utwory poświęcone były ludziom z nizin społecznych, którym chciał się wypłacić. Kiedy w grudniu 1893 r. zamieszkał w Warszawie i zaniósł do redakcji „Tygodnika Ilustrowanego” swoje opowiadania, zostały one uznane za nie spełniające oczekiwań mieszczańskich czytelników. Pisarz był tak biedny, że gnieździł się z kilkoma osobami w jednej izbie, więc poprawiał i pisał swoje utwory w zaciszu katedry Świętego Jana. Musiało upłynąć wiele lat, zanim Reymont zarabiał na godziwe życie i mógł pokazać prawdziwie los komediantów, łódzkich włókniarzy i wieśniaków z Lipiec. Dopiero wtedy okazało się, że ci ludzie mają głębokie wnętrze psychiczne, nie tylko znają normy chrześcijaństwa, ale je przestrzegają, że sprawiedliwie oceniają ludzkie czyny, niezależnie od tego, czy ich sprawcą był biedak, czy bogacz . Z tego powodu krytycznie ocenił zarówno niemoralne prowadzenie się lipieckiej Jagusi, jak i postępowanie bezwzględnego łódzkiego fabrykanta.

Reymont był przekonany, że zadaniem pisarza nie sam opis rzeczywistości, ale także jej ocena, gdyż głupstwem jest twierdzić, że ktoś pisze li-tylko obserwując
. Miał świadomość tego, że sztuka jest kreacją, której autor tak tworzy świat przedstawiany, żeby wywołać przeżycie estetyczne. Potrafili to dostrzec i docenić w pisarstwie Reymonta znawcy literatury, którzy nominowali pisarzy do literackiej nagrody Nobla i przyznali ją mało znanemu autorowi sagi chłopskiej. Okazało się, że w życiu mazowieckiej wsi Lipce jak w soczewce można pokazać świat kultury ludowej, z całym jej bogactwem i złożonością oraz że można to dostrzec z budki dróżnika, jeśli umie się słuchać ludzi, którzy przychodzą do niej i dzielą się z dróżnikiem swoimi troskami, zmartwieniami i radościami.

Taka dociekliwa postawa pozwalała Reymontowi postawić fundamentalne pytania na temat ludzkiej kondycji i sensu życia ludzi, a przez to określić, co jest dobre, a co złe, tak, żeby, po przeczytaniu utworu, ludzie stawali się lepsi, niż byli do tej pory. W swoich utworach był moralistą, ale wyciągniecie wniosków z opisywanych przez niego wydarzeń pozostawiał czytelnikom.

Z tej otwartej postawy brało się zainteresowanie W.Reymonta sprawami społecznymi i politycznymi oraz wypowiadanie się na ich temat. Znał i rozumiał programy partii politycznych, ale aprobował tylko te, które głosiły program narodowowyzwoleńczy i pochylały się nad losem biednych i poniżonych. Znajdzie je czytelnik w utworach pisarza. W ten sposób spłacał dług wobec warstwy społecznej, z której się wywodził, czyli z ludzi żyjących z własnej pracy, a nie przywileju stanowego i nagromadzonego cudzym kosztem bogactwa. Podniety do tego znajdował w Dobrej Nowinie Jezusa, który ostrzegł bogaczy, oszukujących swoich pracowników na zapłacie, że po śmierci ich dusze nie trafią Królestwa Niebieskiego. Jako piąte dziecko organisty, posiadającego niewielkie gospodarstwo, na własnej skórze poznał nędzę i poniewierkę oraz trudności dojścia do czegoś, jeśli się nie ma odpowiednich koneksji.

Musiał imać się różnych zawodów, żeby przetrwać w świecie, w którym jedyną miarą człowieka było posiadanie bogactwa. Doszedł do niego pod koniec życia, ale wcześniej przeżył wiele upokorzeń i nie rozumienia tego, że przerysowania w utworach literackich służą uwypukleniu ich głównej idei, a nie epatowaniu czytelników opisami okropności stosunków międzyludzkich w kapitalizmie. Widać je w „Ziemi obiecanej”, w której wszystko kręci się wokół cen bawełny, gdyż wolny rynek pozwala fabrykantom na robienie machlojek finansowych, w celu nieuczciwego wzbogacenia się. Tak dzieje się do dziś, o czym świadczą afery finansowe preparowane przez bankierów i menedżerów, że mieć sposobność legalnego ograbienia ludzi pracy.

Nie było rzeczą przypadku wprowadzenie do fabuły „Chłopów” Rocha, który nielegalnie walczył z rusyfikacją ludności Królestwa Polskiego i wprowadzał chłopskie dzieci w tajniki czytania po polsku i rozumienia literatury pięknej. Który przy okazji kształtował u chłopów postawę narodową i obywatelską, żeby klasa chłopska mogła stać się współgospodarzem przyszłej niepodległej Polski. Nie uciekał Reymont od pokazania rzeczywistego konfliktu pomiędzy Polakami biednymi i bogatymi, chłopami i ziemianami, którzy musieli zbrojnie bronić swoich serwitutów. To on sprawiał, że w czasie walki o odrodzenie państwa polskiego, wielu ubogich chłopów i robotników rolnych uczestniczyło w działalności probolszewickich Rad Delegatów Robotniczych i Chłopskich, które rozbijały jedność Polaków i popierały ogłoszony w Białymstoku rząd komunistyczny.

Rozbicie narodowe społeczeństwa polskiego ujawniło się w szczególności w czasie rewolucji 1905 r., kiedy przeciwko sobie stanęli robotnicy uznający istnienie narodu robotników (internacjonalizm) i ci, którzy byli patriotami, gdyż cenili tradycję narodową i wartości chrześcijaństwa. Owocem tego była bratobójcza walka o imponderabilia, która osłabiała działania zmierzające do poprawy warunków życia ludzi pracy najemnej.

Wbrew stanowisku marksistów społeczeństwa nie składały się wyłącznie z robotników, a państwa i narody miały sprzeczne interesy, które brutalnie ujawniła I wojna światowa. Ideologiczny spór teoretyków podzielił społeczeństwa na zwolennikami rewolucji i reformizmu. Życie dowiodło, że istnieją narody, a rewolucyjna zmiana stosunków społecznych jest kiepską drogą do poprawy warunków życia ludzi pracy. Przebieg tych procesów uważnie obserwował W. Reymont, dlatego nie wzywał do rewolucji, ale aktywnie współpracował z ruchem narodowo-ludowym i przez wiele lat przyjaźnił się z jego liderem Romanem Dmowskim.

Piotr Zaborny
Myśl Polska, nr 7-8 (11-18.02.2018)