Giedroyciowiec, banderowiec – dwa bratanki

tyma.jpg
Niedawno ujawniłem Państwu, jakie treści udostępnia na swoim publicznie widocznym profilu lider "Związku Ukraińców" Petro Tyma. Artykuł oskarżający Polskę o bycie sojusznikiem III Rzeszy Niemieckiej pochodzący z antypolskiego portalu prowadzonego przez neobanderowską partię "Swoboda" z Ukrainy jest, w mojej opinii, jednym z wielu argumentów na rzecz uprawnionego nazywania Tymy banderowcem.

W dyskusji z księdzem Isakowiczem-Zaleskim w TVP Historia Tyma zaprzeczał już, by doszło do ludobójstwa na Wołyniu. Mamy więc do czynienia z negacjonistą wołyńskim. Po burzliwych reakcjach ze strony Polaków Petro Tyma ze "Związku Ukraińców" usunął post z linkiem do rzeczonego artykułu, nadal jednak nie przeprosił Narodu Polskiego za swoje kalumnie pod naszym adresem.

Tym samym uprawnione staje się nazywanie Tymy antypolskim paszkwilantem, zaś "Związku Ukraińców" - ukraińską V kolumną w Polsce. Miejmy nadzieję, że już wkrótce organizacja ta nie będzie dostawać z polskiego budżetu ani jednej złotówki. A tak swoją drogą - ile pieniędzy łoży państwo ukraińskie na tamtejszą mniejszość polską? I czy portret dowódcy UPA Szuchewycza nadal wisi na ścianie budynku polskiej szkoły im.św. Marii Magdaleny we Lwowie?

Dlaczego Petro Tyma dostrzega przejawy "wojny hybrydowej" w antybanderyzmie Polaków, a nie dostrzega ich w banderyzmie Ukraińców? Ile jeszcze można to tolerować?
W związku z powyższym nie dziwi, że Tyma promuje na swoim profilu artykuł Przemysława Żurawskiego vel Grajewskiego, który uparcie twierdzi, że banderyzm to problem marginalny na Ukrainie, wymieniając przy tym poparcie dla takich partii jak "Swoboda".

Zapytajmy Pana Żurawskiego vel Grajewskiego, czemu ukraińskie władze zakazują ekshumacji Polaków na Wołyniu, skoro nie mają one problemu z banderyzmem? A przecież wiadomo, że po odkopaniu szczątków ofiar, należałoby zapytać - kto ich właściwie zabił? Bezwzględnie obecny Kijów broni "dobrego imienia UPA", zgłaszając przecież zastrzeżenia do naszej ustawy o IPN - wcale nie antyukraińskiej, ale rzeczywiście antybanderowskiej. Gdzie ów "margines"?

Żurawski vel Grajewski po prostu chce wyabstrahować bieżące relacje polsko-ukraińskie z naszego zbiorowego obowiązku jako narodu wobec polskich ofiar UPA. Chce dokonać operacji na otwartym sercu, która skończy się zgonem pacjenta. Albowiem bez żywej pamięci o Kresach, o naszych rodakach - pomordowanych, ale też wciąż tam żyjących, bez uznania, że tamtejsze kościoły, pałace, dwory, kamienice są częścią naszej duchowej Ojczyzny - bez tego wszystkiego bycie Polakiem traci jakikolwiek sens. Nic nas ze sobą nie spaja, nie łączy, stajemy się przypadkowo zbiorowością zamieszkującą - nie wiedzieć czemu - jakieś terytorium, bez związku z tymże terytorium i bez wzajemnych więzi między członkami takiej zbiorowości.

Żurawskiego vel Grajewskiego, zwolennika giedroyciowskiej utopii, powinien spotkać powszechny ostracyzm i marginalizacja.
A poza tym Operacja Wisła była słuszna.
Życzę Państwu miłej niedzieli.

Marcin Skalski

Dzial: