"My wiemy, kto budował obozy"

Warsaw-ghetto-gate_0.jpg
Czy Polska jest jeszcze krajem niepodległym? Odpowiedź na tak postawione pytanie zdaniem obecnie rządzących zawsze jest twierdząca. Wszyscy, którzy mają bezpośredni wpływ na władzę, sprawują ją, zawsze z mocą podkreślają, że tylko oni usilnie dbają o… niezależność Polski, zarówno polityczną jak i gospodarczą.

Jak jest w rzeczywistości pokazały nam wydarzenia ostatnich dni. Przyjęta przez Sejm w piątek, 26 stycznia br. nowelizacja Ustawy o IPN wywołała burzę dyplomatyczną u dwóch, ponoć strategicznych „przyjaciół” Polski, to jest w Izraelu i na Ukrainie. O co im idzie? W przypadku Izraela burzę wywołała penalizacja stwierdzenia „polskie obozy koncentracyjne”, natomiast w przypadku Ukrainy dotyczy to penalizacji ideologii banderyzmu. W polskiego punktu widzenia sprawy są dla nas, i dla prawdy historycznej bardzo istotne.

I raptem okazuje się, że nowelizacja „nie może być zaakceptowana przez rząd izraelski”. Te słowa, wypowiedziane fatalną polszczyzną, padły z ust obecnej na obchodach wyzwolenia obozu w Auschwitz, ambasador Izraela. Mało tego, zarzucając w imieniu, czy też na polecenie Premiera Izraela, polskiemu ustawodawcy, że ustawa będzie ograniczała swobodę badań naukowych, pozwoliła sobie stwierdzić, że „my wiemy kto budował obozy”.

O co w tym wszystkich chodzi? Moim zdaniem idzie właśnie o lansowaną bardzo mocno przez środowiska żydowskie tezy o współodpowiedzialności Polski i Polaków za holocaust. Penalizacja określeń obrażających i oskarżających Polaków może postawić tamę tym zeznaniom żydowskich świadków, którzy oskarżali Polaków jako cały Naród o zbrodnie wojenne. Pisał o tym już w 1950 roku żydowski historyk dr Gringhaus stwierdzając, że wspomnienia żydowskie są: „judeocentryczne, logocentryczne i egoistyczne. (…) dlatego większość pamiętników i relacji pełna jest absurdalnej gadatliwości, przesadnej autopromocji, dyletanckiego filozofowania, aspiracji lirycznych, niesprawdzonych plotek, uprzedzeń, stronniczych ataków i apologii” (zob. M. J. Chodakiewicz, „Kłopoty z kuracją szokową” [w] R. Jankowski – Red.; Cena „Strachu”. Gross w oczach historyków”, Warszawa 2008, s.42).

Że sprawa zeznań, wspomnień i pamiętników żydowskich budzi wśród naukowców wątpliwości co do uczciwości zawartych w nich relacji świadczą również słowa innego żydowskiego historyka, Icchaka Henryka Rubina, które zawarł w swojej pracy pt. „Żydzi w Łodzi pod niemiecką okupacją 1939-1945”, Londyn 1988 s.38. Pisze tam: „Na charakter i treść tych opracowań (zeznań i wspomnień – przyp. aut.) w decydującej mierze wpłynęła epoka, w której zostały pisane, czyli te same siły polityczne, które ustaliły charakter i kierunek badań naukowych. Funkcjonariusze Komitetów Żydowskich mianowani przez partię komunistyczną, którzy zbierali te zeznania, wskazywali piszącym, kto jest winien i na co zasługuje”.

Nie można wykluczyć, że stanowisko władz Izraela podyktowane jest obawą, że na światło dzienne wyjdą skrzętnie ukrywane winy samych Żydów. Bo przecież nikt przy zdrowych zmysłach nie będzie w Polsce zaprzeczał, że istniała w czasie okupacji grupa ludzi trudniących się szmalcownictwem. Ale też w Polsce taka postawa spotyka się z potępieniem. Nie ma w Polsce prób tłumaczenia takich postaw. Przykładem takim może być fakt, iż Żyd Scherwitz był członkiem NSDAP i komendantem obozu koncentracyjnego w Lencie k/Rygi.

Po wojnie tenże Scherwitz był w Monachium członkiem Żydowskiego Komitetu ds. Rewindykacji Żydowskiego Mienia. Nie przeszkadzało Żydom nawet to, że oskarżano Sherwitza o liczne gwałty na Żydówkach i osobiste zamordowanie przez niego 200 Żydów. Ujawnił to historyk amerykański żydowskiego pochodzenia B.M. Rigg. Nie ma takiego przykładu, aby Polak był komendantem obozu. Nie ma też żadnego Polaka, który byłby feldmarszałkiem III Rzeszy, jak w przypadku Milcha, którego B.M. Rigg nazywa żydowsko-niemieckim zbrodniarzem wojennym.

Hipokryzją można nazwać wyrażoną przez p. Ambasador troskę o… dostęp do badań naukowych. Przecież nie kto inny, ale noblista Elie Wiesel przez całe swoje życie zaciekle walczył z wszelkimi próbami badań naukowych nad holocaustem. Twierdził wręcz, że holocaust wymyka się jakimkolwiek badaniom historycznym, że jedynym wiarygodnym źródłem są świadectwa Żydów.

O jakości tych żydowskich świadectw krytycznie wypowiedzieli się także nieliczni historycy żydowscy. Możliwe też, że politycy izraelscy zdają sobie sprawę, że mogą ujrzeć światło dzienne sprawy, o których Żydzi milczą. Może ujrzeć światło dzienne agentura gestapo w gettach, rola Żydowskiej Policji Porządkowej w wywózkach i rola Judenratów, czy tzw. obozy przetrwania jak braci Bielskich czy Lwa Ajzenkiela, które były grupami bandyckimi rabującymi okoliczne wsie.

Z biegiem lat rozrastała się wokół tych grup „legenda partyzancka”. Żydzi, przy pojawiających się czasem oskarżeniach dotyczących ich agenturalnej działalności w gettach zasłaniają się konwencją haską i jej pkt. czwartym, który mówi, że na terenie okupowanym, gdzie władzę sprawuje okupant, to on ponosi odpowiedzialność za wszelkie naruszenia prawa. Prawda, Żydzi nie mieli swojego państwa. Ale nagminnie nie przyjmują do wiadomości, że Polska też tego wolnego państwa nie miała. W Polsce, przez całą okupację nie udało się Niemcom stworzyć rządu kolaboracyjnego. Nie odbyły się w Polsce wybory do władz municypalnych jak to miało miejsce w Danii. Ale to Dania jako kraj ma swoje drzewko w Yad Vashem i żaden Żyd nie zająknie się, że za uratowanie duńskich Żydów musieli sami tymże Duńczykom zapłacić?!

Polski Rząd na uchodźstwie zaciągał pożyczki w USA i Wielkiej Brytanii m.in. na ratowanie Żydów i te pożyczki po wojnie spłacił rząd PRL. Nasuwa się wniosek, że Żydzi cenią to, za co musieli zapłacić, ofiara życia ratujących ich, nie jest dla nich żadną wartością.

A władze wywodzące się głównie z PiS poszukały sobie strategicznego sojusznika właśnie w Izraelu. Nie wiem co zrobi minister Jacek Czaputowicz w odpowiedzi na dyktat Izraela, który nie dyplomatycznym językiem stwierdza, że ta Ustawa jest nie do przyjęcia przez Izrael. W jakim kraju my żyjemy? Jakim prawem Izrael dyktuje nam co ma być, a co nie w uchwalanych przez nasz Sejm ustawach?

Kilka słów należy powiedzieć o obchodach, jakie odbyły się w Auschwitz- Birkenau 27 stycznia 2018 r. Po raz kolejny organizator obchodów, jakim jest dyr. Piotr Cywiński spycha Polaków na margines tych uroczystości. W programie TVP „Teraz Polska” wypowiadały się osoby reprezentujące polskich więźniów. Dla mnie szokiem były słowa o… naciskach aby zdjąć z ramion polską flagę, bo… rani ona uczucia Żydów.

Ponadto, wejściówki otrzymało zaledwie kilka osób spośród byłych więźniów pochodzenia polskiego. To nie był jednostkowy przypadek, bo kilka lat temu zaproszono na obchody członka rodziny byłego komendanta obozu Hessa, a nie wpuszczono córki rotmistrza Pileckiego. Taka sytuacja miała miejsce, gdy premierem był Donald Tusk i wydawało by się, że teraz, gdy mamy rząd z patriotycznymi hasłami na ustach sytuacja ulegnie zmianie. Ale zawłaszczania Auschwitz ciąg dalszy. Konieczne jest wnikliwe przyjrzenie się polityce muzealnej realizowanej przez p. Cywińskiego, bo jakkolwiek nikt nie neguje ludobójstwa dokonanego na Żydach, to musimy pamiętać o ofiarach innych narodowości, m.in. o jeńcach sowieckich, na których testowano działanie Cyklonu B.

Jak widać, Niepodległość Polski w świetle ultymatywnych wypowiedzi rządu izraelskiego nie jest wcale taka jednoznaczna. Czekamy na zdecydowane stanowisko polskiej strony.

Ireneusz T. Lisiak

Dzial: