Arkadiusz Karbowiak i UPA

karboawiak .JPG
Oburzenie środowisk kresowych spowodował artykuł Arkadiusza Karbowiaka (na zdjęciu) pt. „Tragedia Birczy. Mord żołnierzy LWP na UPA”, opublikowany na łamach prawicowego miesięcznika „Historia. Do Rzeczy”. Autor tego artykułu nazwał patetycznie zbrodniarzy z UPA „partyzantami” i stwierdził, że obrońcy Birczy dopuścili się na nich zbrodni.

Jego tezy krytycznie skomentowali dr hab. Andrzej Zapałowski i działacz kresowy Mirosław Majkowski. Ich zdaniem Karbowiak dezawuuje obrońców Birczy, powielając propagandę nacjonalistów ukraińskich, która nie ma nic wspólnego z faktami historycznymi [1].

Arkadiusz Karbowiak opisał sprawę ekshumacji ponad 20 bojówkarzy z UPA, którzy atakowali Birczę. Jego zdaniem część zabitych nie zginęła w walce, ale została po wzięciu do niewoli „zamordowana strzałami w głowę lub zatłuczona kolbami na śmierć” przez żołnierzy polskich. Dla uwiarygodnienia tej tezy powołał się na opinię zespołu antropologów, kierowanego przez prof. Andrzeja Kolę z Uniwersytetu Mikołaja Kopernika w Toruniu. „Te informacje trudno jednak usłyszeć z ust głośno sławiących heroizm żołnierzy, organizatorów IV obrony Birczy” – pisze w oskarżycielskim tonie Karbowiak.

Według cytowanej przez niego opinii, tylko w przypadku dwóch szkieletów dopatrzono się śladów postrzelenia. „W większości pochowanym tu osobom śmierć zadano prawdopodobnie przez rozbicie tępymi narzędziami czaszek. W kilku wypadkach śmierć spowodowana była strzałem w tylną część podstawy czaszki” – czytamy w artykule Karbowiaka. A więc wedle jego narracji żołnierze „LWP” urządzili upowcom w Birczy taki mały Katyń.

W opinii Mirosława Majkowskigo, działacza kresowego z Przemyśla, artykuł ten „opiera się na steku kłamstw lansowanych przez ukraińskich nacjonalistów”. Jego zdaniem, podczas ekshumacji bojówkarzy UPA i przeniesieniu ich na cmentarz w Pikulicach pod Przemyślem zespół ekshumacyjny niczego takiego nie stwierdził. „Upowcy zginęli w walce. Teza o mordzie pojawiła się po ich ponownym pochówku i jest lansowana do dziś. Poza tym nacjonaliści naciskali, aby grób tych bandziorów znajdował się w Birczy, na co nie zgodziły się (i słusznie) władze Birczy wiedząc, że stanie się miejscem neobanderowskiego kultu.

W stosunku do przedstawicieli władz Birczy próbowano zastraszania” – napisał Majkowski na facebooku.
Natomiast w rozmowie z portalem Kresy.pl Mirosław Majkowski powiedział, że doniesienia o rzekomym zamordowaniu upowców pojawiły się dopiero po pewnym czasie i bez potwierdzenia naukowego. Nieistniejąca już Rada Ochrony Pamięci Walk i Męczeństwa zaprzeczała, by doszło w Birczy do jakiejś egzekucji bojówkarzy UPA. Nie ma też żadnych dokumentów, które by to potwierdzały. Działacz kresowy z Przemyśla nie ma wątpliwości, że artykuł Karbowiaka i podobne mu twierdzenia mają na celu zdezawuowanie działań środowisk kresowych na rzecz powrotu Birczy na tablicę przy Grobie Nieznanego Żołnierza.

Że tak jest, nie ma również wątpliwości Andrzej Zapałowski. „To reakcja środowisk związanych z nacjonalistami ukraińskimi i Związkiem Ukraińców w Polsce, które pałają dużą sympatią do UPA i jej działalności po drugiej wojnie światowej, a także do celów tego środowiska. Obrońców Birczy, w tym akowców i członków samoobrony, próbuje się dezawuować i odwrócić to, że wieś atakowali byli esesmani i byli członkowie ukraińskiej policji w służbie III Rzeszy” – powiedział Zapałowski.

Historyk ten uważa, że upowcy część swoich poległych w trzecim ataku na Birczę zabrali ze sobą. Jego zdaniem, opinia antropologa o obecności pocisku w czaszce jeszcze nie świadczy o tym, że taka osoba została zamordowana. „Tam strzelano z broni maszynowej, która »sieje« i trafia w różne części ciała. Celuje się do postaci atakującej, a gdzie kula trafi, tam trafi. Wysuwanie na tej podstawie tego typu teorii jest absurdem” – twierdzi Zapałowski.

Podkreślił on także, że w źródłach ukraińskich nie ma żadnej wzmianki o jakiejś większej grupie upowców, która dostałaby się do niewoli w Birczy. Nie ma też o tym żadnego śladu w meldunkach administracji polskiej w Birczy oraz wojska i milicji. Zaznaczył też, że upowcy atakujący Birczę byli ubrani w mundury Wojska Polskiego, a podczas drugiej wojny światowej za podszywanie się pod jedną z walczących stron, zgodnie z międzynarodowym prawem i zwyczajem, stosowano natychmiastowe rozstrzelanie. „Tu oczywiście nie mieliśmy z tym do czynienia. Jednak nawet, gdyby do tego doszło, to rzecz byłaby usprawiedliwiona” – podsumował Zapałowski.

Ze swej strony dodam, że bojówkarze UPA nie byli partyzantami – czyli tak jak w wypadku AK żołnierzami konspiracyjnego wojska, podlegającego rozkazom legalnego i uznawanego przez aliantów rządu polskiego w Londynie – ale terrorystami. UPA bowiem nie była konspiracyjnym wojskiem, ale partyjną bojówką OUN-B. A wobec terrorystów także dzisiaj nie stosuje się przepisów konwencji genewskiej o ochronie jeńców wojennych i wątpliwości co do tego nie ma społeczność międzynarodowa z blokiem euro-atlantyckim na czele.

Warto przypomnieć, że Arkadiusz Karbowiak po raz pierwszy zbulwersował opinię publiczną w 2010 roku.
Jako wiceprezydent Opola z rekomendacji Platformy Obywatelskiej przywołał wtedy ulubioną tezę neonazistów, że proces zbrodniarzy hitlerowskich w Norymberdze był rzekomo „zbrodnią dokonaną w majestacie prawa”. Wcześniej tezę tę Karbowiak powielał na łamach skrajnie nacjonalistycznego czasopisma „Szczerbiec” oraz na łamach „Stańczyka” – pisma, które popularyzowało poglądy rewizjonistów Holokaustu. „Zamiast wygadywać bzdury o zbrodniach, które zbrodniami w sensie prawnym nie były, trzeba zastanowić się, jaki był sens toczenia takiego konfliktu, szczególnie w kontekście biologicznego przetrwania narodu. (…) proces norymberski był niebezpiecznym precedensem uderzającym w prawo i państwo, stąd też nic nie może zmienić jego oceny. Był zbrodnią dokonaną w »majestacie prawa«” – głosił Karbowiak w 2010 roku już jako wiceprezydent Opola [2].

Po dwóch kadencjach na stanowisku wiceprezydenta Opola Arkadiusz Karbowiak trafił do Miejskiego Zarządu Dróg, a stamtąd na stanowisko dyrektora Muzeum Żołnierzy Wyklętych i Więźniów Politycznych PRL w Warszawie. W 2011 roku Karbowiak był współautorem idei ustanowienia przez Sejm Narodowego Dnia Pamięci Żołnierzy Wyklętych i jednym z kreatorów ich fanatycznego kultu [3]. Otrzymujemy zatem w jego osobie cały polski prawicowy antykomunizm w pigułce. Empatia dla zbrodniarzy nazistowskich i zbrodniarzy z UPA oraz fanatyczny kult „żołnierzy wyklętych” – tak to właśnie wygląda. Wszystko w imię fundamentalistycznego antykomunizmu. W związku z tym uprzejmie proszę miłośników kultu „żołnierzy wyklętych”, żeby nie czepiali się mnie więcej, że jakoby stawiam „żołnierzy wyklętych” obok zbrodniarzy z UPA, a nawet zbrodniarzy nazistowskich. To nie ja ich tam stawiam, ale wasz guru Karbowiak.

W kwietniu 2016 roku na łamach miesięcznika „Polityka Polska” opublikowałem artykuł pt. „Faszyzacja peryferii”. Postawione w nim przez mnie tezy wywołały wtedy oburzenie w wielu środowiska prawicowych, szczególnie tych kultywujących pamięć „żołnierzy wyklętych”. Tymczasem poglądy głoszone przez Arkadiusza Karbowiaka – osoby bardzo reprezentatywnej dla obozu fundamentalistycznej prawicy antykomunistycznej – w całej rozciągłości potwierdzają to, co napisałem w tym artykule.

Przypomnę więc co wówczas napisałem: „Czy kult OUN-UPA na Ukrainie, formacji SS w Estonii, na Łotwie i Ukrainie, formacji kolaboracyjnych na Litwie oraz ustaszy w Chorwacji stoi w sprzeczności z tzw. wartościami europejskimi, do których odwołuje się Unia Europejska i panująca w niej ideologia poprawności politycznej? Tylko pozornie. Faszyzacja przestrzeni publicznej tych krajów jest nie tylko tolerowana na Zachodzie, ale stamtąd inspirowana. Stanowi bowiem narzędzie politycznej kontroli społeczeństw krajów będących peryferiami świata euro-atlantyckiego. Cechą kraju peryferyjnego – czyli kraju podlegającego tzw. rozwojowi zależnemu albo zarządowi zewnętrznemu – jest to, że jego życie polityczne, ekonomiczne, kulturalne i społeczne zostało uwarunkowane przez dominację zewnętrznego ośrodka centralnego.

Kraj peryferyjny charakteryzuje się m.in. posiadaniem kompradorskiej i z reguły skorumpowanej elity, która jako jedyna jest dopuszczona do awansu materialnego, w zamian za co nie jest zainteresowana emancypacją od zewnętrznego ośrodka centralnego. Kwestią kluczową w kraju peryferyjnym jest pacyfikacja pozostałej części społeczeństwa, czyli utrzymywanie stałej kontroli jego zachowań i kanalizowanie potencjalnego niezadowolenia. Cel ten osiąga się poprzez odpowiednią indoktrynację (terror psychologiczny), której kluczowym elementem jest kreowanie wroga zastępczego. W ten sposób niezadowolenie społeczne, wynikające z pauperyzacji ekonomicznej, kierowane jest nie przeciw kompradorskiej elicie rządzącej i zewnętrznemu ośrodkowi centralnemu (UE, USA), ale przeciw wrogowi zastępczemu, którym z reguły jest Rosja, »rosyjska agentura«, »komuna«, »endokomuna«, »żydokomuna«, »lewactwo« itd.

Temu służy odpowiednie preparowanie historii oraz kult faszystowskich formacji i organizacji na Ukrainie, w Chorwacji i w krajach bałtyckich. Natomiast w Polsce w ten sam nurt wpisuje się kult tzw. żołnierzy wyklętych, który pełni podobną funkcję. Jest mianowicie elementem propagandy totalnie dyskredytującej PRL. Ta dyskredytacja wynika nie tylko z tego, że Polska po 1989 roku jest budowana na negacji PRL, ale także z tego, że im bardziej projekt III/IV RP okazuje się uciążliwy dla społeczeństwa, tym bardziej trzeba mu obrzydzać PRL.

Chciałbym być dobrze zrozumiany. Ja nie etykietuję – wzorem propagandy PRL – powojennego podziemia zbrojnego jako »faszystów«. Chociaż gwoli sprawiedliwości trzeba przypomnieć, że tym mianem określał to podziemie także będący w zdecydowanej opozycji do komunistów niezależny polityk PPS, Zygmunt Zaremba [4]. Tzw. żołnierze wyklęci znaleźli się w jednym szeregu z UPA, litewskimi szaulisami oraz łotewskimi i estońskimi esesmanami nie dlatego, że tak jak tamci byli jawnymi faszystami, ale dlatego, że propaganda kreowana przez IPN i PiS ich tam postawiła. A Polskę postawiła równocześnie w gronie państw pokonanych w drugiej wojnie światowej.

Zamiast pokazać złożoność ówczesnej sytuacji politycznej, różnorodność postaw i skomplikowanych losów oraz tragizm wyborów moralnych, zamiast wyciągnąć z tej bolesnej lekcji historii jakieś wnioski na przyszłość – stworzono infantylny mit o »wyklętych« i »niezłomnych«. Bo nie o wnioski z historii tu chodzi, ale o mit właśnie. Mit ten stanowi ważny element terroru psychologicznego, który obok terroru ekonomicznego (strukturalne bezrobocie, system podatkowy, emigracja zarobkowa) jest narzędziem pacyfikacji społeczeństw krajów peryferyjnych. W Polsce terror psychologiczny ma trzy cele: podtrzymywanie nieustannej nienawiści do Rosji utożsamianej z ZSRR, żeby zniweczyć w zarodku potencjalną alternatywę geopolityczną, całkowite zdyskredytowanie i wymazanie z historii PRL, żeby nie można było odwoływać się do tego okresu jako alternatywy dla rzeczywistości stworzonej po 1989 roku oraz kreowanie wroga zastępczego w postaci ludzi zdolnych do samodzielnego myślenia. To nie przeciw kompradorskiej władzy, ale przeciw takim ludziom – etykietowanym jako »lewacy», »endokomuna«, »rosyjska agentura wpływu« itp. – ma się kierować agresja tłumu. Takim i tylko takim celom służy obecna polityka historyczna, w tym kult tzw. żołnierzy wyklętych.

(…) Kreowanie członków polskiego podziemia antykomunistycznego na »niezłomnych bohaterów«, którzy ponoć jako jedyni zajęli właściwą postawę polityczną po 1945 roku, jest takim samym zabiegiem ahistorycznym jak kreowanie UPA na narodową partyzantkę ukraińską (podczas gdy było to tylko zbrojne ramię OUN), walczącą nie tylko z ZSRR, ale podobno też z Niemcami, czy kreowanie estońskich, łotewskich i ukraińskich formacji SS oraz litewskich formacji kolaboracyjnych na obrońców Europy przed »sowiecką zarazą«. Zabieg ten służy zresztą temu samemu celowi, wskazanemu powyżej”.

Bohdan Piętka

[1] Mord żołnierzy LWP na „partyzantach z UPA?”. Eksperci krytycznie o tezach Karbowiaka, www.kresy.pl, 12.01.2018.
[2] Skandal w Opolu! Wiceprezydent Arkadiusz Karbowiak twierdził, że naziści nie popełniali zbrodni, www.se.pl, 23.09.2010.
[3] Arkadiusz Karbowiak odchodzi z MZD. Będzie budował Muzeum Żołnierzy Wyklętych?, www.nto.pl, 11.03.2016.
[4] Z. Zaremba, „Polska nie będzie się wstydzić swojego Podziemia”, „Światło”, zeszyt 3-4, Paryż 1948.

Myśl Polska, nr 5-6 (28.01-4.02.2018)

Dzial: