W rytmie disco polo

tvp_0.jpg
Od kilku lat spędzam sylwestra samotnie z książką i przed telewizorem. W czasie tegorocznego zerkałem często do internetu. Ciekawi mnie zmiana polskiej obyczajowości. Jestem w tym trochę jak stara ciotka na weselu, która siedzi w kącie i ma za złe. Jednak przyglądam się temu bez złośliwości i przepuszczam przez swoje intelektualne, polityczne sito.

Jeden z generalnych wniosków jest taki, że w odróżnieniu od lat dziewięćdziesiątych ubiegłego wieku obyczajowość ma coraz większy wpływ na sympatie polityczne. Kiedyś głosowanie na Unię Wolności, a potem na PO raczej nie licowało ze słuchaniem disco polo i ludycznymi, "na swojska nutę", masowymi festynami pod chmurką. To się zmieniło. Nie wiem na czym polegał ten fenomen, ale w tym samym czasie gdy smalec ze skwarkami i kiszone ogórki urosły do rangi gastronomicznych rarytasów, artyści rangi Maryli Rodowicz, przestali uważać za wstydliwe występy razem z artystami disco polo. Słowem swojszczyzna górą i na talerzu, i na scenie, i w telewizji.

Te zmiany kojarzą mi się z sarmatyzmem, który był prądem wynoszącym swojszczyznę do poziomu ideału. Kwintesencją tego tryumfu sarmatyzmu i kultury masowej jest dla mnie refren discopolowej piosenki. "Niech żyje wolność, wolność i swoboda, niech żyje zabawa i dziewczyna młoda", tak brzmi ten refren. Czyż to nie ideał biednej szlachty z wieku XVII i XVIII, żyjącej z ówczesnego 500+ u jaśnie panów. Ta szlachta przywiązana do obyczajowego katolicyzmu, nieufna wobec zagranicy i innowierców, szczerze przywiązana do Polski w ówczesnym kształcie i uważająca, że nie ma lepszego ustroju, bo wolność, bo szlachcic na zagrodzie równy wojewodzie. Trudno tu mówić o patriotyzmie. Lepszym jest określenie użyte przez Jana Stanisława Bystronia, który mówił o megalomanii narodowej.

Z kolei tego nie należy mylić z nacjonalizmem. O tych różnicach napiszę w następnym tekście. Ta swojszczyzna i megalomania narodowa ogarniająca w coraz większym zakresie obyczajowość i kulturę masową, stały się glebą, na której urodzaj mają pisowskie sympatie polityczne. I tak, jak w latach dziewięćdziesiątych symbolem kulturalnej dominacji środowisk lewicowo-liberalnych był telewizyjny kabaret Olgi Lipińskiej, tak symbolem pisowskiej "dobrej zmiany" w kulturze staje się gwiazda disco polo Zenek Martyniuk. Różne światy, różne estetyki, różne wartości. Żeby nie okazać się starą ciotką mającą za złe na tym skończę.

Andrzej Szlęzak