Wilhelm Szewczyk – narodowiec z „Fantany”

wilhelm 3_0.jpg
Skandaliczna decyzja wojewody śląskiego o przemianowaniu jednego z głównych placów w Katowicach poprzez zastąpienie patronatu Wilhelma Szewczyka patronatem Marii i Lecha Kaczyńskich wywołała żywiołowy sprzeciw zarówno lokalnych środowisk, jak i szeregu instytucji z Uniwersytetem Śląskim na czele.

Podobna reakcja świadczy o swoistym fenomenie spornej postaci, przynajmniej w jej regionalnym wymiarze. Sytuuje to także Szewczyka w gronie tych nielicznych przedstawicieli przedwojennych środowisk narodowych, którzy pomimo swego zaangażowania w dobie PRL-u cieszą się do dziś dużym uznaniem. Szewczykowi udało się zatem to, co niestety nie stało się po roku 1989 udziałem, aby posłużyć się innym przykładem z pogranicza polityki i literatury, np. Jana Dobraczyńskiego. Cała sprawa stanowi zarazem dobrą okazję do ukazania sylwetki pisarza oraz uwypuklenia jego związków z ideą narodową.

Wilhelm Szewczyk urodził się w rodzinie robotniczo-chłopskiej 5 stycznia 1916 r. w Czuchowie pod Rybnikiem. Imię po ówczesnym władcy Niemiec nadała mu matka dla uzyskania dodatkowego przydziału żywności dla rodziny. W chwili narodzin syna jego ojciec Hieronim służył w armii pruskiej na froncie zachodnim (brał m.in. udział w bitwie pod Verdun). Po okresie nauki w szkole powszechnej Wilhelm kontynuował ją w Państwowym Gimnazjum Męskim w Rybniku. Była to pierwsza na tym terenie polska szkoła ponadpodstawowa, wśród szkolnych kolegów Szewczyka znajdował się m.in. Wojciech Żukrowski. Decydujący wpływ na formację późniejszego publicysty, poza atmosferą panującą w szkole, miał przede wszystkim jego ojciec, z zawodu górnik, uczestnik III powstania śląskiego, zwolennik Wojciecha Korfantego i aktywny działacz TG „Sokół”.

W okresie gimnazjalnym ujawniło się wiele z późniejszych pasji Szewczyka. Rozwijał wówczas swoje zainteresowania dziejami Śląska oraz historią i kulturą narodów słowiańskich, ucząc się w tym celu języka czeskiego, serbołużyckiego, bułgarskiego i ukraińskiego. W 1934 r. jeszcze jako uczeń gimnazjum założył Koło Przyjaciół Kultury Słowiańskiej. Jako piętnastolatek opublikował też na łamach „Katolika” cykl artykułów poświęconych idei słowiańskiej. Dalszą edukację młodego adepta kultur słowiańskich uniemożliwiła trudna sytuacja majątkowa rodziny. Wiadomo tylko, że planował wówczas podjęcie studiów polonistycznych na Uniwersytecie Jagiellońskim. Z braku możliwości zdobycia stałego zajęcia zarobkowego podejmował się różnych prac dorywczych, m.in. jako kontroler skarbowy, korepetytor oraz akwizytor.

Przełomem w życiu Szewczyka było związanie się w 1937 roku z ukazującym się w Katowicach pismem „Kuźnica”.

Wydawany począwszy od 1935 r. miesięcznik „Kuźnica” (od 1937 ukazywał się jako dwutygodnik) był pismem młodej śląskiej inteligencji. Na jego łamach publikowali m.in.: Tadeusz Michejda, Jan Baranowicz, Jan Kazimierz Zaremba, Kazimierz Foryś, Amelia Irena Hanzlówna, Alfred Jesionowski, Adolf Fierla, Ludwik Brożek i Edmund Jan Osmańczyk. Redaktorem naczelnym „Kuźnicy” był Paweł Musioł, niekwestionowany lider środowiska skupionego wokół pisma.

Jak wspominał Zdzisław Hierowski, inny ze współpracowników „Kuźnicy”: „Musioł uczynił przyszłego autora Hanysa swoim uczniem, zaczął go wychowywać na »nacjonalistę-kuźniczanina«” (cyt. za M. Fic, „Wilhelm Szewczyk (1916-1991). Śląski polityk i działacz społeczny”, Katowice 2007). Środowisko skupione wokół Musioła, pomimo iż początkowo afiliowane jako Organizacja Ideowo-Polityczna „Nowa Polska” przy sanacji (szerzej na temat organizacji pisze m.in.: J. Tomasiewicz, „Naprawa czy zniszczenie demokracji? Tendencje autorytarne i profaszystowskie w polskiej myśli politycznej 1921-1935”, Katowice 2012), w drugiej połowie lat 30. ub. wieku weszło w skład Ruchu Narodowo-Radykalnego „Falanga”. Sam Musioł kierował zaś oddziałem RNR w Katowicach. Początkowo eklektyczna ideowo „Kuźnica” (na jej łamach publikowała w pierwszych latach jej istnienia np. Halina Krahelska) pod przewodnictwem Musioła, Alojzego Targa i Szewczyka stała się trybuną głoszącą hasła narodowo-radykalne. Jak pisał w swoich wspomnieniach sam Szewczyk: „W całym szeregu województw polskich, obóz «Falangi» został zdelegalizowany pn. Ruch Narodowo-Radykalny (RNR). Tak i na Śląsku. Organem RNR stała się zatem «Kuźnica» i wkrótce też zmieniła swój podtytuł: «Sprawy narodowe, społeczne i kulturalne» na «Pismo narodowo-radykalne»” (W. Szewczyk, „Wspomnienia”, oprac. W. Janota, Katowice 2001).

W okresie współpracy „Falangi” z sanacyjnym Obozem Zjednoczenia Narodowego, najbardziej widomej na polu Związku Młodej Polski kierowanego na Śląsku przez A. Targa, Szewczyk kierował działalnością ZMP na terenach powiatów rybnickiego i pszczyńskiego. Związek przez blisko rok stanowił oficjalną emanację RNR. W ramach prowadzonej przez ZMP działalności Szewczyk uczestniczył m.in. w akcjach bojkotu handlu żydowskiego na terenie Katowic. Autor „Hanysa” pozostawał jednak przede wszystkim aktywny na polu publicystycznym. Na łamach „Kuźnicy” podejmował istotne zagadnienia ówczesnego programu narodowego, formułowanego w łonie „Falangi”. Na ich czoło wysuwała się kwestia niemiecka i żydowska. O tej drugiej w lipcu 1937 r. pisał m.in.:

„Względem żydów (pisownia oryginalna – przyp. M.M.) nasza polityka powinna być bezkompromisowa, prosta i jasna i żydzi muszą opuścić Polskę. Na to nie ma rady. Żydzi jako narodowość (jeżeli można o takiej mówić) z powodu odrębnej całkowicie psychiki nie nadają się do zgodnego, etycznego współżycia z nami. Tego zresztą nie trzeba udowadniać (…) Na żydach nam nie zależy” („Dwie polityki mniejszościowe”, „Kuźnica” nr 13/1937). W odniesieniu do Niemiec Szewczyk, w odpowiedzi na antysłowiańską doktrynę i praktykę narodowego socjalizmu, postulował zaś daleko idące roszczenia terytorialne: „Jesteśmy za wierni. I przez tą wierność tracimy Śląsk Opolski, tracimy duchowo wielu słabszych narodowo Ślązaków z polskiej części Śląska (…) A Niemcy (…) odpowiadają dalszymi aresztowaniami Polaków, zdecydowaną likwidacją polskich szkół, chrzestami niemieckimi. Już największa nawet dziura zatraciła swą polsko-słowiańską nazwę. Polactwo cofa się gwałtownie, zastraszająco, jak nigdy. Tego się nie da wyrazić. To trzeba w burzliwy sposób wykrzyczeć (…) Cały nasz stosunek (oczywiście nie nasz jako grupy »Kuźnicy«) do Niemiec doprowadza do fatalnych, niesłychanych wyrzeczeń. Taki n.b. sympatyczny krakowski »Głos Narodu« na marginesie 800-lecia zgonu Bolesława Krzywoustego pisze: »Nie jesteśmy zachłannymi imperialistami. I nie marzymy o odzyskaniu Odry. Raczej bronimy ujścia Wisły«. A więc to się nazywa imperializm? Walki pod św. Anną w czasie III powstania śląskiego to był imperializm? Psie Pole – to imperializm? Na temat Wisły z Niemcami dyskutować nie będziemy. Wystarczy pięść i karabin. Natomiast pogadamy o Odrze, o Raciborzu, Opolu. Tak, tak, a nawet gdy Bóg zezwoli, o Łużycach. To nie jest imperializm! Ale to jest nasza słowiańska racja stanu i nasze prawo. Najświętsze prawo prowadzenia rozmowy na te właśnie tematy»” („Nasz daltonizm polityczny”, „Kuźnica” nr 22/1938).

Rozłam dokonany w ZMP, w efekcie którego młodzieżową przybudówkę Ozonu opuścili falangiści, rozluźnił nieco związki Szewczyka z Musiołem. Nie zgadzając się ze skrajnym upartyjnieniem „Kuźnicy”, w której kierował grupą literacką, postanowił wraz z Hierowskim założyć nowe pismo literackie o nazwie „Fantana” (P. Świercz, „Narodowa Demokracja na Górnym Śląsku w Drugiej Rzeczypospolitej”, Kraków 1999).

Swoją decyzję Szewczyk uzasadniał w pisanych w czasie wojny wspomnieniach: „Oto postanowiliśmy wydawać «Fantanę», a więc osobne literacko-artystyczne pismo, aby dać wyraz rozwijającemu się coraz mocniej życiu literackiemu Śląska, aby to życie kształtować, aby rozwój literatury polskiej na Śląsku, w ostatnich latach wspaniale spotęgowany, pchnąć na drogi zwycięstwa, na drogi walki o nowe oblicze ideowo-narodowe literatury polskiej. «Kuźnica» literaturze już nie mogła udzielić miejsca. Musiałem w niej dawać rozmaite, Bóg wie skąd splagiowane, artykuliki członków RNR-u, bo Musioł wciąż dążył do spopularyzowania treści «Kuźnicy» i do ludu chciał iść ze słowem ludu. Sam Musioł pisał rzeczy coraz słabsze, przeważnie przerabiał w nich swoje referaty z coraz częstszych zjazdów RNR. Powtarzał w nich nieśmiertelny leitmotiv, w którym twierdził, że jako ruch polityczny nie jesteśmy ani sanacją ani opozycją, ale siłą nową, twórczą i zwycięską – co było w swej pierwszej części prawdziwe.

Artykuły Słomki miały jeszcze tylko pewną wartość. Poza tym Falanga nakazywała przedrukowywać niektóre swoje artykuły, co robiłem z konieczności, bo zawsze brakowało mi materiału. Do drukarni jeździłem z numerem Falangi w kieszeni, żeby w wypadku zaistnienia jakiejś dziury w numerze szybko móc coś wystrzyc i dać zecerowi” (W. Szewczyk, „Wspomnienia”…). Zarówno na łamach „Kuźnicy”, jak i „Fantany” Szewczyk opowiadał się za literaturą narodowo zaangażowaną, jako wzór stawiając ówczesną twórczość Jerzego Pietrkiewicza, Konstantego Ildefonsa Gałczyńskiego i Jerzego Andrzejewskiego. Stanowiło to wyraźny rys upodabniający śląskie periodyki do warszawskiego „Prosto z Mostu” Stanisława Piaseckiego. Pisma łączyły także nazwiska publicystów, na czele z Włodzimierzem Pietrzakiem, który należał do grona współpracowników „Fantany”.

W czasie wojny Szewczyk podobnie jak wielu Górnoślązaków wcielony został do Wehrmachtu. Trwającą blisko dwa lata służbę poprzedził i zakończył pobyt w więzieniu Gestapo. Jak czytamy w artykule poświęconym temu okresowi biografii pisarza: „na szczególną uwagę zasługuje sposób, w jaki bohater pożegnał się z mundurem. Otwarte zakwestionowanie wpisu na III grupę Niemieckiej Listy Narodowej (DVL), i to w listach skierowanych bezpośrednio na ręce zarówno górnośląskiego gauleitera Fritza Brachta, jak i dowódcy macierzystej 158. Dywizji Piechoty (przypuszczalnie był nim wówczas gen. Ernst Häckel) oraz rybnickiej placówki DVL (czyli de facto powiatowego kierownictwa NSDAP) było wówczas wydarzeniem bez wątpienia niezwykłym” (G. Bębnik, „«Nie mogę zostać Niemcem…». Wilhelm Szewczyk i jego służba w Wehrmachcie”, [w:] „W dialogu z historią, polityką i kulturą. W stulecie urodzin Wilhelma Szewczyka”, pod red. M. Fica, Katowice – Bielsko-Biała 2016). Po ucieczce z więzienia w Katowicach w styczniu 1943 r. Szewczyk do końca wojny ukrywał się na terenie Generalnego Gubernatorstwa. Po zakończeniu wojny powrócił do Katowic, od pierwszych dni włączając się w nurt życia społeczno-politycznego i kulturalnego regionu.

wilhlem 4_0.jpg

W okresie powojennym na niwie politycznej początkowo przystąpił do reaktywowanego Stronnictwa Demokratycznego, z ramienia którego piastował początkowo mandat radnego Wojewódzkiej Rady Narodowej. W 1947 r. wystąpił z SD i zgłosił akces do Polskiej Partii Robotniczej. Po dwóch latach w 1949 r. został jednak z partii usunięty. Zarówno wykreślenie z PZPR, jak i wieloletnie zainteresowanie osobą pisarza przez Urząd Bezpieczeństwa Publicznego miały związek m.in. z oskarżeniami o przynależność w czasie wojny do „«Ojczyzny», endeckiej organizacji zbrojnej” oraz licznymi interwencjami podejmowanymi na rzecz uwięzionych współpracowników i przyjaciół, z A. Targiem i Zbyszko Bednorzem na czele (E. Głębicka, „Szewczyk Wilhelm”, PSB, t. XLVIII/2, z. 197, Warszawa – Kraków 2012).

W szeregi PZPR powrócił ostatecznie w 1961 r. Z ramienia partii zasiadał w latach 1961-1965 w Sejmie (wcześniej zaś jako poseł bezpartyjny). W okresie późniejszym wchodził w skład władz partyjnych w Katowicach. Począwszy zaś od 1969 r. zasiadał w Sejmie nieprzerwanie do 1985 r., przez kolejne cztery kadencje. Znamienne, iż pomimo że redaktor przedwojennej „Kuźnicy” nie był po wojnie związany już ze środowiskiem współtworzonym przez Bolesława Piaseckiego, wykazywał wobec dawnego przełożonego daleko posuniętą lojalność. Szczególnie widoczne było to w momentach przełomowych dla powojennej historii Polski. Jak wskazywał cytowany już autor jego biografii: „według doniesień «informatorów» jeszcze na początku 1956 r. Szewczyk miał wyrażać przekonanie, że po wyborach do Sejmu w 1957 r. zajdą w Polsce «wielkie zmiany», w wyniku których miałoby powstać czwarte, opozycyjne stronnictwo polityczne, «będące reprezentantem większości społeczeństwa», z B. Piaseckim na czele” (M. Fic, „Wilhelm Szewczyk…”).

Na fakt wyraźnej więzi ideowej pomiędzy powojennym środowiskiem Piaseckiego a kolejnymi inicjatywami Szewczyka wskazywał również w swoim szkicu poświęconym dwutygodnikowi (a później tygodnikowi) literacko-społecznemu „Odra” Kazimierz Koźniewski: „Zanim pół roku później pojawiło się «Dziś Jutro», redaktorzy «Odry» byli jedynymi przedstawicielami radykalno-narodowej przedwojennej prawicy, którzy w Polsce Ludowej otrzymali możność wydawania pisma. Obaj główni architekci «Odry» - Szewczyk i Hierowski – jeszcze w 1939 związani byli ze śląską grupą «Falangi». Okazało się, że ta przynależność decydowała o czymś nader istotnym. Choć w żadnych relacjach dokumentarnych, dotyczących procesów politycznych, jakie tuż po wojnie – 1945 – animowały środowisko eks-«Falangi» i eks-Konfederacji Narodu, nie znalazłem ani pół zdania o jakichkolwiek kontaktach z dawnymi politycznymi kompanami z Górnego Śląska – to jednak identyczność wyjściowej postawy ideowej, identyczność pewnej szkoły myślenia, przyniosła – nawet we wzajemnej izolacji – identyczne decyzje polityczne. Grał tu zresztą rolę jeszcze jeden moment. Znakomita większość prawicowo zorientowanych dawnych dziennikarzy czy działaczy kulturalnych ze Śląska, Wielkopolski bądź Pomorza – i ci, którzy pozostali na terenach przyłączonych do Reichu, i ci, którzy uciekli do Generalnego Gubernatorstwa – związana była ideowo z konspiracyjną organizacją «Ojczyzna»” (K. Koźniewski, „Historia co tydzień. Szkice o tygodnikach społeczno-kulturalnych 1944-1950”, Warszawa 1977).

W swojej powojennej aktywności Szewczyk kontynuował wcześniejsze wątki działalności, z problematyką słowiańską (m.in. w ramach Komitetu Słowiańskiego) i niemiecką (był m.in. członkiem Towarzystwa Rozwoju Ziem Zachodnich oraz opolskiego Instytutu Śląskiego) na czele.

Szewczyk3.jpg

W odniesieniu do drugiego z wymienionych zagadnień, pomimo doskonałej znajomości literatury niemieckiej i nieskrywanej fascynacji kulturą zachodniego sąsiada (jak wskazywał jeden z badaczy, pisarz różnym aspektom literatury niemieckiej poświęcił kilkaset artykułów i kilkadziesiąt przyczynków naukowych, zob.: M. Skop „Literatura niemiecka w publicystyce Wilhelma Szewczyka”, Katowice 2016), Szewczyk konsekwentnie zwalczał wszelkie tendencje rewizjonistyczne i odwetowe widoczne w polityce RFN. Dawał temu niejednokrotnie wyraz w swoich wystąpieniach publicznych.

Podczas XI Zjazdu Pisarzy Ziem Zachodnich i Północnych (7-9.06.1968) pisarz wygłosił referat poświęcony recepcji literatury polskiej w RFN. Już wówczas publicysta dostrzegał dalekosiężne cele ośrodków zachodnioniemieckich, których jednym z przejawów było wspieranie dysydentów i rodzącej się opozycji partyjnej w Polsce. Na przykładzie recepcji twórczości Leszka Kołakowskiego podkreślał: „Po tegorocznych marcowych wydarzeniach szanse Kołakowskiego w NRF znacznie wzrosły i nie ma nawet potrzeby cytować licznych wypowiedzianych w prasie zachodnioniemieckiej opinii, antykomunistycznych, ale i antypolskich w zamyśle, gdyż każda wychodząca stamtąd «obrona wolności» w Polsce, montowana z pomocą niektórych polskich intelektualistów, jest przecież jeszcze jedną próbą tak zwanego rozmiękczania socjalistycznego ustroju w Polsce Ludowej (…) Na przykładzie Leszka Kołakowskiego widać najlepiej, do jakiego stopnia recepcja współczesnej literatury polskiej w NRF nasycona jest politycznymi resentymentami, komentarzami antykomunistycznymi a przy okazji i antypolskimi, gdy adwokatami polskiego pisarza, korzystając ze sprzyjających histerycznych nastrojów, stają się również publicyści pism odwetowych, by wskazać na liczne pochwały Kołakowskiego wyrażone na łamach Schlesiera, organu tzw. Ziomkostwa Ślązaków” (W. Szewczyk, „O politycznym charakterze recepcji literatury polskiej w Niemieckiej Republice Federalnej”, Katowice 1968).

Podobnie też jak w przedwojennej publicystyce Szewczyk konsekwentnie wskazywał na defensywny charakter polskiego „Drang nach Westen”.

W jednym ze swoich wystąpień sejmowych, podczas posiedzenia plenarnego, na którym podjęto uchwałę o obchodach tysiąclecia państwa polskiego, wskazywał: „W tysiącleciu tym zawsze staliśmy na pozycji obronnej wobec zachodniego sąsiada, nigdy go nie atakowaliśmy – bo nie były atakiem nawet trzy wyprawy Bolesława Chrobrego, sprzymierzeńca słowiańskich plemion zaodrzańskich. Dlatego też w nielicznych dowodach zainteresowania Ziemiami Zachodnimi przez polską sztukę i literaturę najważniejsze są takie zjawiska, jak Grunwald i ich literacki odpowiednik «Krzyżacy». Ale jest także – Hołd Pruski (i jego malarski konterfekt pędzla Matejki). I on przecież – wbrew twierdzeniu niektórych historyków niemieckich – nie jest skutkiem agresji” (W. Janiurek, W. Szewczyk, „O Śląsku i Ślązakach”, Katowice 1958).

W swoich wystąpieniach publicystycznych Szewczyk wskazywał także na współpracę niemieckich odwetowców z ośrodkami w Izraelu: „Niemieccy Żydzi z Wrocławia, mimo kryzysu, jaki zaistniał w Haifie, od dawna już ofensywnie współdziałają z ruchem odwetowym NRF, wydając m.in. dwukrotnie w roku swój organ antypolski, raz na święto Paschy, drugi raz jesienią wokół świąt noworocznych. Izraelscy «Górnoślązacy» dopiero przygotowują wydawanie stałego organu. Hupka jest przekonany, że jego wizyta przyśpieszy te przygotowania. Nie ma między nami różnic – oto przekonanie Hupki. Powstały w NRF odwetowe pomniki, przypominające «wygnanie» i polski «imperializm». Powstanie taki pomnik również w Izraelu, «śląski pomnik ku czci utraconej ojczyzny i naszych rodziców» (…) Istotnie, nie ma wielkich różnic między odwetowcami z Izraela a ich zachodnioniemieckimi ziomkami” (W. Szewczyk, „Co robią Niemcy. Wybór felietonów z «Odry» i «Życia Literackiego»”, oprac. S. Wilczek, Kraków 1969).

Szewczyk2.jpg

To właśnie też Śląsk, jego historia, mieszkańcy i związki z Polską pozostawały dla Szewczyka przez całe życie jednym z naczelnych pól zainteresowań. Traktowany przez współczesnych mu jak żywa encyklopedia wiedzy o regionie, zawsze podkreślał organiczny związek ziemi śląskiej z Polską. Zdecydowanie zwalczał zarówno w twórczości, jak i działalności społeczno-politycznej wszelkie przejawy śląskiego separatyzmu. Swoje zaangażowanie zaś słusznie postrzegał w kategoriach kontynuacji dzieła zapoczątkowanego przez wielkich poprzedników, o których nieco lapidarnie pisał w następujący sposób w jednej ze swoich powojennych prac:

„Wojciech Korfanty i Jan Jakub Kowalczyk, zakładają w r. 1902 nową gazetę codzienną w Katowicach pn. Górnoślązak. Datę tę uważamy za Musiołem i Ogrodzińskim za początek nowego okresu literackiego na Śląsku, trwającego aż do roku 1922, w którym jedna maleńka część Śląska wróci do Polski. Zwrócił się Górnoślązak namiętnie przeciw dotychczasowemu programowi narodowemu na Śląsku, przeciw dotychczasowym politykom, redaktorom i pisarzom, spodziewającym się rozwiązania sprawy śląsko-polskiej w ramach pruskiego organizmu państwowego. Pojawi się na łamach tego nowego pisma silny ton łączności Śląska z całą Polską, wyzwolona zostanie idea wolnościowa z mroków niedomówień lub kolaboracjonizmów, jakbyśmy to dziś określili, stanowić będzie rdzeń nowego programu politycznego. Za tak nakreślonym programem pójdą pierwsze praktyczne sukcesy polityczne, Korfanty zostanie posłem” (W. Szewczyk, „Śląski trud literacki. Pisarze śląscy XIX i XX wieku”, Wrocław – Warszawa 1946).

Poza działalnością społeczno-polityczną redaktor przedwojennej „Fantany” był aktywny także na polu kulturalno-literackim.
Lista jego aktywności na tym polu jest imponująca. Poza redagowaniem kolejnych czasopism: „Odry” (1945-1950), „Zeszytów Teatralnych” (1948-1950), „Przemian” (1956-1957) i „Poglądów” (1962-1981), współpracował z szeregiem tytułów, w tym m.in. z „Dziennikiem Zachodnim”, „Nową Kulturą”, „Trybuną”, „Życiem Literackim”. Parał się literaturą, był autorem licznych utworów prozatorskich, w tym m.in. cyklu powieściowego o Śląsku („Kleszcze”, „Czarne słońce”, „Gadzi raj”, „Ptaki ptakom”, ostatni z wymienionych utworów doczekał się w r. 1977 ekranizacji), esejów, szkiców, poematów (m.in. „Hanys”, „Noc”, „Pasje strasburskie”), zbiorów wierszy („Wiersze”, „Zima boi się drzew”) oraz reportaży.

Był wreszcie autorem szeregu przekładów, przede wszystkim dzieł pisarzy niemieckich, m.in. utworów autorstwa: Gerharta Hauptmanna, Horsta Bienka oraz licznych wstępów i posłowi, w tym także do powieści Ericha Marii Remarque’a. Przez cały powojenny okres Szewczyk aktywnie uczestniczył w pracach Związku Literatów Polskich, pełniąc funkcję prezesa oddziału katowickiego Związku oraz zasiadając we władzach naczelnych ZLP. Przez szereg lat związany był także z życiem teatralnym na Śląsku, kierował m.in. Teatrem Śląskim im. Stanisława Wyspiańskiego w Katowicach, był kierownikiem literackim Państwowych Teatrów Śląsko-Dąbrowskich, Opery i Operetki Śląskiej oraz kierownikiem artystycznym w Państwowym Teatrze Satyry w Katowicach. Jeszcze w okresie przedwojennym rozpoczął współpracę z katowicką rozgłośnią Polskiego Radia (szerzej na ten temat: W. Szewczyk, „Literatura, polityka i wojna”, [w:] „Na śląskiej fali 1927-1977”, Katowice 1977), którą kontynuował także po wojnie. W latach 1983-1988 wygłaszał w II programie Telewizji Polskiej cykl poświęcony dziejom Śląska zatytułowany „Z dymkiem cygara” (W. Szewczyk, „Z dymkiem cygara. Gawędy telewizyjne”, Katowice 1991).

Za swoją działalność był wyróżniany i honorowany licznymi nagrodami (m.in. Nagrodą Państwową I stopnia) oraz odznaczeniami państwowymi, w tym m.in. Złotym Krzyżem Zasługi oraz Medalem 1000-lecia Państwa Polskiego. Zmarł 8 czerwca 1991 r. Wraz z żoną Stefanią (pochodzącą z rodziny ewangelickiej) pochowany jest na cmentarzu Ewangelickim przy ul. Francuskiej w Katowicach.

Obchodzona w 2016 r. setna rocznica urodziny pisarza i polityka obfitowała w liczne imprezy i towarzyszące im wydawnictwa. Wśród najnowszych prac poświęconych Szewczykowi wymienić należy m.in. cytowaną powyżej pracę zbiorową pod redakcją Macieja Fica, biografa pisarza, zatytułowaną: „W dialogu z historią, polityką i kulturą. W stulecie urodzin Wilhelma Szewczyka”, przywoływaną już również pozycję autorstwa Michała Skopa poświęconą problematyce literatury niemieckiej w twórczości Szewczyka oraz kolejną pracę zbiorową pod red. Mariana Kisiela i Katarzyny Niesporek pt.: „Światy poetyckie Wilhelma Szewczyka” (Katowice 2016). Osoba i dzieło Wilhelma Szewczyka honorowane i upamiętniane były także w okresie wcześniejszym. Wśród licznych inicjatyw na tym polu wymienić można m.in. organizowany począwszy od 1997 r. Międzynarodowy Konkurs Poetycki „O złote cygaro Wilhelma” (autor poematu „Hanys” był namiętnym miłośnikiem cygar), nadanie Liceum Ogólnokształcącemu w Czerwionce – Leszczynach oraz ulicom w Czuchowie i Rudzie Śląskiej jego imienia oraz odsłonięcie w 2011 r. popiersia W. Szewczyka w Galerii Artystycznej w Katowicach. Warto również wspomnieć w tym kontekście o działającym od 2006 r. w Katowicach Stowarzyszeniu jego imienia, które za cel swojej działalności stawia sobie popularyzację dorobku pisarza.

Podsumowując, pozostaje jedynie mieć nadzieję, że pamięć i dzieło Wilhelma Szewczyka, jednego z najwybitniejszych Ślązaków minionego stulecia, obroni się także i dziś przed zakusami władzy, która ultra patriotycznym frazesem i takąż polityką historyczną od dawna maskuje na Ziemiach Odzyskanych jawnie antynarodowy program. Jeżeli się tak jednak nie stanie, to po idących jakby wedle wskazań separatystów z RAŚ próbach dyskredytacji redaktora „Odry”, doczekamy się zapewne wkrótce również działań, znanych skądinąd z przedwojennych praktyk sanacji, zmierzających do wymazywania pamięci po innym wielkim synu Śląska, Wojciechu Korfantym…

Maciej Motas
Myśl Polska, nr 1-2 (1-7.01. 2018)

Dzial: