Traktat lizboński i bracia Kaczyńscy

lech k.jpg
Dziś mija dziesięć lat od podpisania traktatu lizbońskiego przez Lecha Kaczyńskiego. Dziś już bardzo niewielu zaprzeczy, że ten traktat zdegradował pozycję Polski w UE i stworzył ramy prawne dla narzucania Polsce woli kluczowych państw. Tym samym jest on przyczyną i początkiem obecnych problemów Polski w UE. Wyrzekliśmy się, w imieniu Polski uczynił to Kaczyński, suwerenności za nic.
Pewnych szczegółów na temat tego, jak ta fatalna decyzja Lecha Kaczyńskiego została podjęta, możemy dowiedzieć się z książki Łukasza Warzechy – „Lech Kaczyński ostatni wywiad”.

Okazuje się, że Lech Kaczyński nie miał świadomości i nie rozumiał na czym polega zagrożenie. Jako swój sukces upatrywał zamieszczenie w traktacie faktycznie nieistotnych, nie funkcjonujących lub obowiązujących tylko określony czas zapisów: „Wprowadziliśmy [do traktatu lizbońskiego] zasadę solidarności energetycznej (…) Kluczowe było oczywiście przedłużenie o dziesięć lat obowiązywania nicejskiej metody głosowania (...) wygraliśmy sprawę flagi i hymny UE, czyli zewnętrznych atrybutów państwa. Jak pan wie, przepisy ich dotyczące ostatecznie się w traktacie nie znalazły.” (strona 262)
Kaczyński miał informacje, że sprawa imigracji może być zagrożeniem.

Warzecha zanotował jego wypowiedź: „Państwa z południa Europy na przykład bardzo interesuje problem imigracji. Hiszpanom, którzy poza tym są zainteresowani Ameryką Południową i po części Afryką, zależy na kolektywizacji odpowiedzialności za imigrację, nawet do tego stopnia - nieco upraszczając – żeby imigranci do Unii byli rozdzielani po jej wszystkich państwach, z Polską włącznie.” (strona 253)

Czyli Kaczyński wiedział, że imigranci mogą być w przyszłości obowiązkowo wysyłani do Polski, jednak nie zrobił nic by temu zapobiec, by zadbać o wyłączenie Polski z polityki imigracyjnej, jak to uczyniła, na przykład, Dania. Zamiast tego walczył o flagę i hymn. Żałosne!

Tą klęską, czyli traktatem lizbońskim, nie można jednak obarczać tylko Lecha Kaczyńskiego. Jest tam także istotny udział Jarosława, który ściśle współdziałał z bratem. „Po szczycie wiele miejsca poświęcono pańskiej „gorącej linii” z bratem. Faktycznie mieli panowie „gorącą linię”? Tak, wielokrotnie rozmawialiśmy przez telefon. Jarek w pewnym momencie wystąpił w telewizji, ogłaszając, ze już, w pewnym sensie, jest po wszystkim, że wetujemy. Bardzo mocno to podziałało, choć pamiętają to nam po dziś dzień, ale nie żałuję. To była ustalona gra i okazała się skuteczna, więc potrzebna” (strona 266)

Tak było podczas negocjacji. Także jeśli chodzi o ratyfikację, nie jest prawdą, że Kaczyński nie miał wyjścia i musiał to podpisać. Z jego własnych słów wynika, ze parł do ratyfikacji wykluczając referendum. „Za inny sukces uważam, że nie doszło do referendum w sprawie traktatu lizbońskiego” (strona 99) „Poważnie rozzłościłem się na niego [Ziobrę] raz, gdy wyraźnie opowiadał się za zorganizowaniem referendum w sprawie traktatu lizbońskiego, co było potwornym błędem „ (strona 123).

Tak wyglądają błędne działania polityczne braci Kaczyńskich w kwestii fatalnego dla Polski traktatu lizbońskiego.

Stanisław Lewicki