„... abyś dzień święty święcił” (3)

kal 3_0.JPG
Jeżeli obóz rządzący chce zreformować daną dziedzinę życia publicznego, reforma ta musi spełniać trzy warunki: radykalizm – wykluczający kompromis; dokładność – a więc brak luk prawnych; szybkie i konsekwentne wprowadzenie jej w życie – co oznacza również zapewnienie i zastosowanie odpowiednich narzędzi do jej realizacji.

Bez spełnienia tych trzech warunków nie warto w ogóle brać się za daną reformę. W takim wypadku bowiem następuje albo kompromitacja, albo spadek autorytetu rządzących i ich przywódców.
Warunki takie spełniał pakiet ustaw reformujący aparat sprawiedliwości w Polsce, ale zarówno ostrość, jak i tempo zmian zahamował prezydent Andrzej Duda wetując dwie ustawy, o czym już pisałem.
Czy Prawo i Sprawiedliwość, przystępując do realizacji ograniczenia handlu w niedzielę wystraszyło się kolejnego veta prezydenckiego, czy też uległo naciskom lobby wielkich zagranicznych sieci handlowych, trudno powiedzieć. Niemniej uchwalona 24 listopada 2017 r, „Ustawa o ograniczeniu handlu w niedziele i święta” żadnego z tych warunków nie spełnia.

Kwestia czasu

Zgodnie z ustaleniami PiS z NSZZ „Solidarność” ustawa miała dotyczyć wszystkich niedziel. Tymczasem ustawodawca rozciągnął nie tylko opracowanie – w końcu nie tak trudnego materiału prawnego – na półtora roku, ale i zakaz handlu we wszystkie niedziele nastąpi etapami przez dwa lata. Tak więc począwszy od od 1 marca 2018 r. handel będzie dopuszczony w pierwszą i ostatnią niedzielę miesiąca (art. 16). W roku 2019 – od 1 stycznia – tylko w ostatnią niedzielę (art. 17). W roku 2020 wszystkie niedziele mają być wolne od handlu, ale tego możemy się tylko domyślać, ponieważ ustawodawca nie zapisał tego expressis verbis. Ciekawe.

Tym samym Sejm dał dwa lata – nie uwzględniając półtorarocznych deliberacji nad projektem – zagranicznym sieciom handlowym na ominięcie zakazów, czemu sprzyjają liczne luki prawne w ustawie, o czym w dalszej części tekstu. Być może Senat zlikwiduje te luki, w co nie bardzo wierzę. Jak sądzę, czas ten lobby hipermarketów wykorzysta, by nacisnąć ośrodek prezydencki, który – co się niedawno okazało – chętnie przychyla się do opinii przeciwników PiS. Oprócz niedziel Sejm ograniczył handel w Wigilię Bożego Narodzenia i Wielką Sobotę do godziny 14.00 (art. 8 i art. 9). Zakaz nie obejmuje dwóch niedziel przed Bożym Narodzeniem, niedzieli przed Wielkanocą oraz ostatnich niedziel stycznia, kwietnia, czerwca i sierpnia (art. 7).

Wyjątki od zakazu

Przeważnie kodeks reguł, a takim jest ustawa, posiada wyjątki od reguły. Jeśli stanowią one pokaźną część tekstu, można dojść do wniosku, że zbliżają się one do reguły, a ta ostatnia zastępuje … właśnie wyjątek. Autorzy bardzo zbliżyli się do tego paradoksu. Przyjrzyjmy się zatem art. 6, który zawiera 30 (słownie: trzydzieści!) wyjątków, czyli zwolnień od handlu w niedzielę. Obejmują one m.in.: stacje benzynowe, apteki, handel w zakładach leczniczych czynnych całodobowo, kwiaciarnie, sklepy z pamiątkami i dewocjonaliami, kioski z prasą, sklepy w hotelach. Te wyjątki wydają się oczywiste.

Natomiast dalej mamy: „placówki handlowe organizowane w zakładach prowadzących działalność w zakresie kultury, sportu, oświaty, turystyki i wypoczynku” (art. 6, p. 1, podpunkt 10), tudzież „placówki handlowe organizowane wyłącznie na potrzeby festynów, jarmarków i innych imprez okolicznościowych, tematycznych lub sportowo-rekreacyjnych, także gdy są one zlokalizowane w halach targowych” (podpunkt 11).

Uff, odpocznijmy trochę, choć to nawet nie połowa wyjątków i zajmijmy się podpunktem 10. Obejmuje on bardzo szeroki zakres, a zarazem mało precyzyjny. Z kolei podpunkt 11 zawiera pojemne sformułowanie o „imprezach tematycznych”. No cóż, temat można sobie wybrać każdy, a o ilość uczestników np. Carrefour nie musi się martwić. Mamy też kilka dalszych oczywistych zapisów. Handel w niedziele nie będzie zabroniony na dworcach, w portach lotniczych, strefach wolnocłowych, na cmentarzach gdy dotyczy ozdób na groby. Zwróćmy uwagę na zapis pp. 27, który mówi o wyłączeniu z zakazu „piekarni, cukierni i lodziarni”. Otóż większość zagranicznych sieci handlowych wypieka pieczywo, co można zinterpretować jako automatyczne wyłączenie z zakazu. Byle cwany mecenas natychmiast to udowodni. Jest i kolejna „zagwozdka”. Ustawodawca pisze o cukierniach i lodziarniach, z czego wynika, że restauracje podlegają zakazowi handlu w niedzielę, co stanowiłoby kompletny nonsens: „Na ciasteczko, proszę bardzo, ale obiadek w niedzielę tylko w domu”. Wystarczyłoby po prostu napisać „zakłady gastronomiczne”. Tak to jest, gdy autorzy aktów prawnych bawią się w szczególarstwo. Wtedy ucieka rzecz oczywista.

Po dyskusjach posłowie zrezygnowali z zakazu handlu internetowego, gdyż wymagałoby to uzgodnień z Komisją Europejską co mogłoby trwać w nieskończoność. Chociaż tyle czasu zaoszczędzili. Nie muszą przestrzegać zakazu właściciele sklepów, gdy sami lub ich rodziny pracują w niedziele. Prawodawca przewidział kary za łamanie nowych przepisów w artykułach 10 i 11, gdzie opiewają one na grzywny w wysokości od 1.000 do 100.000 zł. Solidarnościowa wersja ustawy zawierała również karę pozbawienia wolności do lat dwóch, ale premier z oburzeniem odrzuciła tak „drakoński” i „niehumanitarny” przepis.

Jak oszwabić ustawodawcę

Wyjęcie stacji benzynowych spod zakazu stanowi logiczny zapis, ale … Co szkodzi jakiejś sieci umieścić na terenie swojej posesji stacyjkę z paliwem, albo odwrotnie - umieścić swój lokal przy takiej stacji. I już omijają ustawę lege artis. Wróćmy raz jeszcze do pieczywa. Wystarczyłoby zapisać jaki procent sprzedaży pieczywa uprawnia do handlu w niedzielę. Ale ktoś przeoczył, albo przeoczyć chciał.

Pamiętajmy, że w czasie pierwszych rządów PiS partia ta okazała niechęć do zakazu handlu w niedziele. Wprowadzono tylko zakaz handlu w święta państwowe. Jak ten zakaz funkcjonuje, lepiej nie pisać. Pan poseł Janusz Śniadek, były przewodniczący NSZZ „S”, dziś poseł PiS, zapytany w tej sprawie orzekł: „Jeżeli firmy będą próbowały bezczelnie omijać prawo, to będzie to także sygnał do klientów, że tutaj funkcjonują oszuści, którzy stosują nieuczciwą konkurencję”. Czyżby pan poseł przewidywał w takim przypadku masowy bojkot przez kupujących? Wolne żarty. A już bez żartów – J. Śniadek wykazał kompletną bezradność i niekompetencję. Czy tylko on?

Jeszcze jeden donos

Nie chciałem przy tym temacie zajmować się antypolską opozycją, ale po namyśle uczynię wyjątek dla Ryszarda Petru. Człek to pokrzywdzony, nakarmiony niewdzięcznością przez swoich partyjnych kolegów, a głównie koleżanki, toteż trzeba przypomnieć jego antypolską robotę i przy tej okazji. Jeszcze przed uchwaleniem ustawy Nowoczesna domagała się, by Komisja Europejska zbadała zgodność projektu z prawem UE. Posłowie „N” nawet zbierali podpisy pod petycją o nieprzyjmowanie ustawy. Sam Petru, jeszcze lider „N”, powiedział podczas konferencji prasowej w Sejmie, że na posiedzeniu komisji polityki społecznej i rodziny – jego partia po raz kolejny zgłosi propozycję zakładającą wprowadzenie dwóch niedziel wolnych w miesiącu dla pracowników. „Pracownik ma dwie niedziele wolne a wszyscy mogą kupować kiedy chcą”— wyjaśnił. A w petycji możemy przeczytać: „Wprowadzenie projektu ustawy w życie oznaczać będzie ograniczenie wolności klientów, upadek części sklepów, ograniczenie możliwości pracy, osłabienie handlu, a także mniejsze wpływy podatkowe i zmniejszenie zatrudnienia”. Jednym słowem horror.

Natomiast posłanka „N” – Paulina Hennig-Kloska oceniła, że projekt obywatelski jako niezabezpieczający interesów polskich małych i średnich przedsiębiorców. Proszę, proszę, polska przedsiębiorczość znalazła nareszcie swojego obrońcę. Przekonywała, że projekt ustawy należy poddać notyfikacji Komisji Europejskiej, czyli – jak tłumaczyła – zatwierdzeniu przez Unię Europejską. Według niej istnieje ryzyko, że w przyszłości trzeba będzie wypłacić z budżetu państwa „ogromne” odszkodowania dla osób dotkniętych zakazem handlu, jeżeli zakaz zostałby uchylony przez KE. Może to być uznane za pomoc publiczną, która prowadzi do zakłócenia konkurencji na wolnym rynku - ostrzegała.

W rezultacie Nowoczesna złożyła wniosek do marszałka Sejmu Marka Kuchcińskiego o skierowanie tego projektu do Komisji ds. Unii Europejskiej, aby ta „jednoznacznie” zawnioskowała o notyfikację KE.

Na szczęście brednie te nie zostały wzięte pod uwagę. Są to jednak nie tylko brednie, ale i donos wprost do UE w zdaniu mówiącym o ewentualności uchylenia tej ustawy przez brukselską biurokrację. Wprawdzie rozwiązania takie funkcjonują w większości krajów Unii, a choćby w Niemczech czy Austrii jeszcze są ostrzejsze niż uchwalone przez polski Sejm, ale pamiętajmy, że struktura aparatu sprawiedliwości w krajach UE wygląda podobnie, jak proponowało pierwotnie PiS. Mimo to tzw. komisja wenecka określiła – nadal przecież opracowywane w Sejmie – ustawy o KRS i Sądzie Najwyższym jako „sowiecko-bolszewickie”.

Zadyszka „dobrej zmiany”

W rezultacie ustawa nie tylko łamie ustalenia przedwyborcze z Solidarnością, ale również została zredagowana niechlujnie i jedyną jej zaletę stanowi krótki – jak na polskiego prawodawcę – tekst, gdyż liczy 9 stron zapisu komputerowego, zawiera 15 odesłań do innych ustaw oraz szereg zmian w innych ustawach. Za usprawiedliwione też należy uznać podejrzenia o celowe wmontowanie luk prawnych. Przecież w ciągu półtora roku można było zredagować stosunkowo proste prawo i to mając jako podstawę projekt solidarnościowy.

Najwyraźniej „dobra zmiana” dostała zadyszki, a w takim stanie źle się myśli. Oto PiS, po cichu, bez rozgłosu, wprowadza częściową prohibicję. Odpowiednie zmiany ustaw znajdują się już w Senacie. Nie będzie można kupować alkoholu od 22.00 do 6.00 dnia następnego. Zabieg ten budzi najwyższe zdumienie. Podejrzewam, że Związek Byłych Melinarzy PRL utworzył lobby, które dzielnie wywalczyło owe zmiany. Policja, rzecz jasna będzie ścigać meliniarzy, zamiast zająć się poważnymi przestępstwami. Tym bardziej że, jak dowodzą prohibicje czasów PRL, zakazy te w najmniejszym stopniu nie wpływały na zmniejszenie spożycia napojów wyskokowych. Poza tym Polska już dawno spadła z pierwszej ligi narodów pijących do drugiej czy trzeciej ligi europejskiej. Więc alarmu nie ma.

Szykuje się również zakaz hodowli zwierząt futerkowych, a wniosek w sprawie takiej ustawy podpisał sam Jarosław Kaczyński, znany miłośnik kotów. Widocznie innych futrzaków nie lubi, bo jeśli „słowo stanie się ciałem”, zwierzęta futerkowe pójdą na rzeź, a firmy futrzarskie upadną. W ich miejsce wejdzie import futer zza granicy. Czy o to chodzi? Kompletny bezsens. „Oj, niedobrze pisowcy, niedobrze”.

Zbigniew Lipiński
5 grudnia 2017 r.
Myśl Polska, nr 51-52 (17-24.12.2017)

Dzial: