„…abyś dzień święty święcił” (2)

kal 2.JPG
W Polsce odbywa się dyskusja najzupełniej zbędna. Niedziela powinna być wolna dla wszystkich pracowników (z oczywistymi wyjątkami, o których pisałem w poprzednim odcinku) i obowiązkiem władz jest przywrócenie świątecznego charakteru tego dnia. Tymczasem zarówno w Sejmie, jak i w mediach trwają debaty na temat: czy i na ile.

Przypomnę, że PiS zobowiązał się do wprowadzenia wszystkich niedziel wolnych dla zatrudnionych w handlu, a NSZZ „Solidarność” opracowała projekt, zebrała ok. 500 tys. podpisów i we wrześniu ubr. złożyła projekt w Sejmie. A „prace” nad projektem trwają ponad rok. Co więcej rząd – łamiąc przedwyborcze ustalenia „S”-PiS – planuje zakaz handlu w drugą i czwartą niedzielę miesiąca oraz handel w dwie kolejne niedziele przed Bożym Narodzeniem. W rządowej wersji znajdziemy też liczne wyjątki – a jest ich 29!. Pacta sunt servanda? Okazuje się, że nie z każdym i nie zawsze.

Dwugłos organizacji przedsiębiorców

Zdaniem Krajowej Izby Gospodarczej (KIG) wprowadzenie w życie zakazu handlu we wszystkie niedziele negatywnie odbije się na polskiej gospodarce. KIG przytacza badania firmy doradczej PwC, według której wprowadzenie zakazu handlu we wszystkie niedziele spowoduje zwolnienie 36 tys. osób i spadek obrotów sieci handlowych o niemal 10 mld zł, natomiast Skarb Państwa mógłby stracić nawet 1,8 mld zł.

Izba domaga się, aby zagwarantować pracownikom wszystkich branż dwie niedziele wolne w miesiącu. Utrzymuje, iż „to rozwiązanie to zadowalałoby zarówno pracowników, jak i pracodawców, a także klientów, z których wielu ceni sobie możliwość robienia zakupów w niedziele”. Nie jest jasne o jakie branże chodzi.

W oświadczeniu KIG znajdziemy także słuszne uwagi. Krytykuje się w nim bardzo długą listę wyłączeń, co „oznacza to, że pracownicy tych punktów będą pracować na takich samych zasadach, jak te aktualnie obowiązujące”. KIG pisze: „Zamiast kompleksowo rozwiązać problem prostymi przepisami, powiększa się listę wyłączeń. Tak skonstruowana ustawa spowoduje, że ciągle trzeba będzie ją nowelizować, bo np. za kilka miesięcy komuś się przypomni, że w trakcie prac pominięto jakąś grupę zawodową. Poza tym zaproponowany kształt ustawy ewidentnie przedkłada interesy określonych grup zawodowych, pomijając inne. To niesprawiedliwe”.

Nie wszystkie jednak organizacje przedsiębiorców tak krytycznie podchodzą do projektu wszystkich wolnych niedziel, np. Wiesław Jopek, prezes Krakowskiej Kongregacji Kupieckiej. W wywiadzie dla krakowskiego „Dziennika Polskiego” mówił: „Uwolnienie rynku i pokazanie, że hipermarkety mogą się rozwijać w każdym miejscu doprowadziło do tego, że rynek został tak zawładnięty, że małe i średnie polskie firmy handlowe nie wytrzymują konkurencji z molochami”. Jopek chce, by w niedziele mogły pracować małe sklepy (za ladą staliby właściciele lub ich rodziny), natomiast supermarkety miałyby bezwzględny zakaz handlu. I dodaje: „To by bardzo pomogło. Hipermarkety mogą liczyć na pomoc państwa, nawet zza granicy. My na to nie możemy liczyć. Nie możemy też liczyć na stabilność polityki, która nas dotyczy. Państwo obciąża nas wszystkim, co się da; my się zajmujemy biurokracją, a nie pracą. Gdyby hipermarkety zostały w ten jeden dzień zamknięte, ich pracownicy mieliby trochę odpoczynku, bo są dziś przepracowani, a po drugie - ten mały kupiec może, ale nie musi otworzyć sklep w niedzielę. Jak stwierdzi, że nie chce pracować, to nie będzie. Do momentu uwolnienia rynku, sklepy były w Polsce w niedziele nieczynne i jakoś żeśmy żyli, spędzaliśmy miło czas i nie było żadnej tragedii. Dzisiaj również tej tragedii nie będzie”.

Polemizuje z opinią jakoby wzrosłoby bezrobocie: „To nieprawda. Dzisiaj rynek jest tak wydrenowany, że brakuje pracowników właściwie w każdej dziedzinie. (…) Rynek wchłonie wszystkich. Nawet gdyby hipermarkety zwalniały ludzi - co wątpliwe, bo one też borykają się z brakiem rąk do pracy - to takie osoby zostaną szybko zatrudnione gdzie indziej”. Nie neguje, że wielkie zagraniczne sieci handlowe będą otwierać małe sklepiki, formalnie rodzinne na zasadzie franszyzy i będą one mogły funkcjonować w niedziele. Prezes Kongregacji tak komentuje to zagrożenie: „To się już dzieje. Hipermarkety mają świadomość, że ten zakaz prędzej czy później je obejmie, więc to robią. Ale my na to nie mamy wpływu. Działalność gospodarcza jest uwolniona, czy masz kwalifikacje czy nie masz. Nie liczy się fachowość, solidarność zawodowa. Liczy się tylko kasa, kasa i jeszcze raz kasa”.

Unijna wymówka rządu

Drugie czytanie opracowanego w komisji projektu ustawy miało się odbyć 8 listopada br., ale nie odbyło się, zostało odłożone ad calendas Graecas. Wytłumaczenie brzmiało raczej nieprzekonywająco. Otóż zakaz handlu internetowego w niedzielę musi być notyfikowany w Komisji Europejskiej. (Tak właśnie wygląda nasza suwerenność.) W związku z tym trzeba albo wykreślić punkt dotyczący handlu internetowego, albo sprawę notyfikować KE, co trwać może do 13 miesięcy. Zupełnie tak, jakby rząd nie dowiedział się dopiero teraz – po wątpliwościach sygnalizowanych przez MSZ.

A tu niespodzianka. W siedem dni po odłożeniu drugiego czytania premier Beata Szydło zdystansowała się od uzgodnionego przez posłów stanowiska: „Ja podzielam zdanie, że wszystkie niedziele powinny być wolne” i dodała: „większość ministrów raczej skłania się ku temu, żeby te wszystkie niedziele były wolne”. Prawdopodobnie zadecydował nacisk „S” i jej przewodniczącego Piotra Dudy.

„Kompromitacja, nie kompromis”

Już w czerwcu Piotr Duda wyrażał swoje niezadowolenie ze ślimaczego tempa prac nad ustawą. Mówił wtedy: „Mam nadzieję, że te prace posuną się bardzo szybko do przodu, bo nasza cierpliwość też się powoli kończy”. Członek Prezydium „S” Regionu Środkowo-Wschodniego – Marek Wątorski woli używać sformułowania „ochrona niedzieli” zamiast „zakaz”. Twierdzi on: „Myślę, że tak jak przyzwyczailiśmy się do zakupów w niedzielę, tak bardzo szybko się od tego odzwyczaimy. Dzisiaj obserwuję, że niedzielny wypad z rodziną do galerii handlowej staje się sposobem na życie. Są pewne systemy wartości i zachowania społeczne, które państwo powinno wspierać.

W tym wypadku chodzi o wartości rodzinne. Wprowadzenie ochrony niedzieli wymusi na obywatelach uszanowanie człowieka, który stoi za ladą”. Informuje też: „Dane Eurostatu potwierdziły, że przeciętny pracownik handlu w Polsce pracuje dwa razy więcej niż jego odpowiednik w Europie Zachodniej. Nie jest tajemnicą, że polscy pracownicy handlu są wyzyskiwani. Jest jakaś przewrotność dziejowa w tym, że w PRL komuniści szanowali i chronili niedzielę”.

Przewodniczący Sekcji Krajowej Pracowników Handlu „S” – Alfred Bujara następująco ocenia projekt wypracowany w Sejmie: „Poprawki wprowadzone przez posłów PiS do naszego projektu sprawią, że zakaz będzie fikcją. (…) Wbrew obywatelskiemu projektowi, obowiązek pracy w niedziele obejmie też pracowników magazynów i centrów logistycznych sieci handlowych”. Oburzenie „S” wywołało dopuszczenie hipermarketów i dyskontów ulokowanych przy hotelach, na stacjach i dworcach, a także prowadzących dodatkowo sprzedaż paliwa. Jest to furtka, dzięki której hipermarkety postarają się o stacje paliw, przy której będą handlowały w niedzielę.

Co więcej, pełne zatrudnienie niedzielne będzie możliwe także w każdym sklepie, który w okresie od 1 czerwca do 30 września wprowadzi do swojej oferty jakąkolwiek, chociażby najprostszą, maszynę rolniczą. Następną furtkę stanowi wspomniany już handel elektroniczny, który rozwija się w Polsce bardzo szybko. W tym roku, jak się przewiduje, jego wartość ma przekroczyć 40 mld zł, czyli rocznego przychodu „Biedronki”. A w tym przypadku decydować będzie KE.

„Oświadczamy, że aktualna treść ustawy nie spełnia oczekiwań obywateli Rzeczypospolitej, którzy swoim podpisem udzielili poparcia dla ustawowej ochrony niedzieli. (…) Sankcjonuje (rządowy projekt – ZL) nadmierną eksploatację pracowników i jest zaprzeczeniem deklarowanej przez obóz rządzący” – czytamy w oświadczeniu zawiązanego przez „S” Komitetu Inicjatywy Ustawodawczej, który opracował i złożył w Sejmie projekt chroniący niedzielę.

Zdaniem pomysłodawców, poprawki naniesione przez posłów podczas posiedzenia komisji sejmowej, dzielące niedziele na handlowe i wolne, zaprzeczają celowi inicjatywy, jakim jest „ochrona szczególnego charakteru każdej niedzieli”. Oskarżają oni posłów o realizowanie postulatów lobby zagranicznych sieci handlowych. Ich zdaniem „rzeczywistym skutkiem poprawek poselskich będzie utrzymanie przez sieci handlowe pełnej operacyjności wielu hipermarketów we wszystkie niedziele roku. (…) Dotyczy to przede wszystkim zgody na wielkopowierzchniowy handel niedzielny przy dworcach kolejowych i autobusowych, w centrach handlowych połączonych z hotelami, jak również w hipermarketach prowadzących dodatkowo sprzedaż paliwa”

Komitet wskazuje, że wprowadzone poprawki „zaburzyły wewnętrzną logikę pierwotnego projektu obywatelskiego i dają szerokie pole do obchodzenia zapisów ustawy”, toteż wzywa Sejm do „przywrócenia projektowi ustawy o ograniczeniu handlu w niedzielę treści zawierającej rozwiązania przewidziane w pierwotnej wersji projektu, pod którym podpisało się ponad pół miliona obywateli”. Piotr Duda twierdzi, że związek został przez PiS „oszukany” i „przyszedł czas na to, by skarcić” posłów Prawa i Sprawiedliwości. „To już nie jest nasz projekt” – zaznaczył.

W wywiadzie dla „Naszego Dziennika” szef „S” mówił: „Dwie niedziele to mydlenie oczu. Oczekuję, że posłowie będący członkami Solidarności wniosą poprawki przywracające kształt ustawy zgody z wnioskiem obywatelskim. Z wolnych niedziel dla pracowników handlu nigdy nie zrezygnujemy”. I dalej: „To kompromitacja, nie kompromis. To jest polityczne mydlenie oczu. (…) W sprawie niedziel mieliśmy w kampanii wyborczej jasną deklarację i czujemy się oszukani. Dla nas to tak samo ważne jak wiek emerytalny. I tak samo jak wieku emerytalnego handlu w niedzielę nie odpuścimy. Chciałbym, aby PiS miało tego świadomość”. Powołał się przy tym na art. 9 konkordatu, który mówi wyraźnie, że niedziela jest dniem wolnym od pracy i dodał: „To umowa międzynarodowa, która tak jak konstytucja podlega ocenie Trybunału Konstytucyjnego”.

Nowa „bitwa o handel”

W latach stalinowskich Hilary Minc – ówczesny dyktator polskiej gospodarki w kwietniu 1947 ogłosił tzw. bitwę o handel, co miało zlikwidować prywatne sklepy. Towarzyszyły temu drakońskie ustawy i jeszcze bardziej drakońskie praktyki. W rezultacie tej akcji liczba prywatnych sklepów spadła z ponad 134 tys. w 1947 r. do ok. 78 tys. w 1949. Dziś odbywa się kolejna „bitwa o handel”. Solidarność, walcząc o wolne niedziele w handlu jednocześnie chce uchronić małe rodzinne sklepy przed bankructwem w efekcie nierównej konkurencji z zagranicznymi sieciami handlowymi, które nadto nie płacą podatków, gdyż próba ich wprowadzenia została zablokowana przez Komisję Europejską. Rząd ugiął się pod dyktatem Brukseli, mimo że proponowane rozwiązania w niczym nie odbiegały od stosowanych w wielu krajach należących do UE. To bardzo ważny aspekt batalii, toczonej przez „S”.

Wróćmy jednak do sedna tematu. Ochrona niedzieli jako dnia wolnego, również dla pracowników handlu (a jest ich ok. 1,6 mln), ma aspekt religijny, który powinien być brany poważnie pod uwagę w kraju katolickim. Najdobitniej ten aspekt problemu naświetlił Episkopat i poszczególni biskupi, które to opinie przytaczałem w poprzednim odcinku. Innymi słowy: „Pamiętaj, abyś dzień święty święcił” - jak mówi III przykazanie. Ma również charakter społeczny. Praca w niedziele rozbija więzi rodzinne, a zastępowanie niedzieli innym dniem wolnym od pracy kwestii nie rozwiązuje. Przy wydłużającym się dniu pracy niedziela stanowi jedyny dzień na odpoczynek, rodzinne spotkania i okazję do umacniania tych więzi. Dlaczego mają być pozbawieni tego pracownicy handlu? Drugi element to ograniczenie wyzysku pracowników przez wielkie zagraniczne sieci handlowe. To silnie zakorzeniona polska tradycja – niedziela dla rodziny.

Prawo i Solidarność głosi repolonizację gospodarki i politykę prorodzinną, a postawa partii Kaczyńskiego wobec pracy w niedzielę jaskrawo przeczy głoszonym zasadom. Zarzut ulegania lobby zagranicznych sieci handlowych wydaje się wysoce usprawiedliwiony, skoro wypichcony w Sejmie projekt w sposób jaskrawy zawiera luki prawne, jakby specjalnie stworzone do ominięcia zakazu handlu w niedzielę.
Zadziwia ambiwalentna postawa PiS w tej sprawie. I nie chodzi tu tylko o złamanie umowy przedwyborczej z Solidarnością. Ugrupowanie rządzące ma bez liku wrogów (tak w kraju, jak i zagranicą) i niewielu zwolenników. A jednocześnie zraża sobie potężną organizację, którą jest NSZZ „Solidarność”.

Tendencje samobójcze?

Ci, którzy – niekiedy z pianą na ustach czy z pianą na komputerze – sprzeciwiają się ochronie niedzieli okazują w ten sposób nie tylko maksimum egoizmu, ale i lekceważenia ciężko pracujących i marnie opłacanych pracowników supermarketów. Jednocześnie – świadomie lub nie – biją w ledwo dyszące rodzinne sklepy. Z reguły są to ludzie, którzy mają do dyspozycji nie tylko niedziele, ale i wolne soboty. Nie wolno im ulegać!

Zbigniew Lipiński

22 listopada 2017 r.
PS. Sejm przyjął ustawę o handlu w niedzielę 24 listopada. Jej założenia i dalsze losy omówi Autor w następnym numerze MP.

Myśl Polska, nr 49-50 (3-10.12.2017)

Dzial: