Krajobraz po Marszu…

bodak 9o.jpg
Marsz Niepodległości w Warszawie stal się centralnym wydarzeniem imprez związanych ze Świętem Niepodległości. Profesor Adam Wielomski zachęca w związku z tym do dyskusji o sensie i bezsensie kontynuowania Marszu. I ja włączę się do tej dyskusji. Najpierw powiem komu Marsz jest cały czas potrzebny.

Otóż Marsz jest niezbędnie do życia potrzebny "Gazecie Wyborczej", stacji TVN, PO i reszcie środowisk tak zwanej lewicy oraz kilku aktorom, którym polskość nieznośnie ciąży albo ich wręcz brzydzi. Marsz jest dla nich koronnym dowodem na to, że Polska wpada w łapska faszystów, antysemitów i innych nacjonalistów. W tej optyce Marsz jest zagrożeniem dla demokracji, Unii Europejskiej, wolności skrobanek i stosunków homoseksualnych. I wybiórczo słuchając wykrzykiwanych haseł oraz odczytując treść różnych transparentów może się to nawet zgadzać. W tym sensie Marsz uzasadnia istnienie tej tak zwanej lewicy i daje jej paliwo do działania.

Aż dziw, że do tej pory nie zwrócili się do Georga Sorosa, żeby dofinansował organizację Marszu, bo wtedy już nie tylko polskie i europejskie lewactwo mogłoby krzyczeć o zagrożeniu faszyzmem, rasizmem i antysemityzmem. Marsz jest również potrzebny jego organizatorom, ale nie bardzo wiadomo do czego. Jakikolwiek cel Marszu przychodzący na myśl kończy się tym, że efekt jest odwrotny od zamierzonego. Jeżeli celem Marszu jest przygotowanie narodowców do przejęcia władzy, to dzieje się odwrotnie. Jeżeli celem marszu jest mobilizacja osób i środowisk do jakiejś akcji politycznej, to również tego efektu nie ma. Wielotysięczne tłumy na marszu nie zamieniają się na tłumy przy urnach wyborczych. Marsz jest jak święta kościelne w polskim katolicyzmie.

To jest coroczne jednorazowe święto, po którym jego uczestniczy rozchodzą się i nic z tego nie wynika. I tak do następnego marszu. 

Wreszcie Marsz jest potrzebny wszelkim ekstremistom i politycznym oszołomom, bo ten jeden raz mogą zaistnieć i zostać zauważeni, a nawet znaleźć się w centrum uwagi. Na co dzień są marginesem i tego jednego dnia służą za dowód faszyzacji Polski. Oni również powinni zwrócić się do Sorosa o dofinansowanie, a jak odmówi, to zagrozić, że następnym razem nie wezmą udziału i wtedy teoria o faszyzacji Polski po prostu się zesra. 

Na koniec krótko o tym komu Marsz Niepodległości nie jest potrzebny. Marsz nie jest potrzebny endekom, choć endeckie hasła wykorzystuje. Nic nie wnosi do narodowej myśli politycznej ani nie tworzy sprawnej organizacji politycznej. ONR i Młodzież Wszechpolska coraz bardziej oddalają się od tego czym była i być powinna narodowa myśl polityczna. Z roku na rok przekonuję się, że powiększa się różnica między mną endekiem, a różnymi środowiskami nazywającymi siebie narodowcami. Nie ma myśli, jest bieganie po ulicach. Nie ma skutecznej organizacji, jest akcyjność i mącenie w głowach. A jeszcze kilka lat temu była szansa, żeby było inaczej. 

Andrzej Szlęzak
fot. Jan Bodakowski