Ukrpol zamiast Intermarium

czolo 1_0.jpg
W Rosji gościła z oficjalną wizytą prezydent Chorwacji Kolindra Grabar-Kitarović. 18 października spotkała się w Soczi z Władimirem Putinem. Rozmowy dotyczyły głównie spraw gospodarczych. Grabar-Kitarović zadeklarowała, że Chorwacja chciałaby rozszerzyć współpracę gospodarczą z Rosją i opowiada się za uchyleniem unijnych sankcji nałożonych na ten kraj[1].

Trzeba w tym miejscu przypomnieć, że Chorwacja jest uważana za kluczowy kraj tzw. bloku Trójmorza, którego orędownikiem jest obóz rządzący w Polsce. W lipcu, podczas szczytu Trójmorza w Warszawie i wizyty Donalda Trumpa, zwracano uwagę na znaczenie terminalu LNG, który ma powstać na chorwackiej wyspie Krk. Uznano, że razem z gazoportem w Świnoujściu będzie on stanowił kluczowy element w doprowadzeniu do uniezależnienia energetycznego Europy Środkowej od Rosji.

Tymczasem deklaracja prezydent Grabar-Kitarović o poszerzeniu współpracy gospodarczej z Rosją, w sytuacji gdy Gazprom zapewnia połowę zapotrzebowania Chorwacji na gaz, stawia tę sprawę w zupełnie innym świetle. Podczas wystąpienia na konferencji prasowej po spotkaniu z prezydentem Putinem Grabar-Kitarović podkreśliła, że Trójmorze nie zamyka drogi do współpracy z Rosją.

„Inicjatywa Trójmorza jest nieformalną platformą polityczną państw Europy Środkowej i Wschodniej, za pomocą której promowane są więzi europejskie i współpraca ekonomiczna, poprzez budowę infrastruktury transportowej i energetycznej (…)” – tłumaczyła Grabar-Kitarović.

„Chciałam podkreślić, że ta inicjatywa jest przede wszystkim »dla«, a nie »przeciw«. Została zaprojektowana dla wzmacniania więzi. Międzymorze jest bardzo często oskarżane o bycie inicjatywą skierowaną przeciw Rosji, jednak samo w sobie nie jest tak antyrosyjskie czy antyniemieckie” – dodała następnie prezydent Chorwacji.

„Trójmorze nie jest koniem trojańskim Stanów Zjednoczonych. Ta inicjatywa jest otwarta na współpracę wszystkich krajów, w tym wielu państw trzecich jak Chiny czy inne kraje Unii Europejskiej, które zdążyły już wyrazić pragnienie dołączenia do tego projektu. Dlaczego nie może wśród nich być Rosji?” – zapytała prezydent Chorwacji.

„Rosja jest niepomijalnym partnerem przy rozwiązywaniu różnych problemów czy dyskusji na temat światowego bezpieczeństwa. Jako członek Unii Europejskiej i NATO Chorwacja popiera otwarty dialog pomiędzy Rosją i Ukrainą
” – podkreśliła Grabar-Kitarović2.

Warto w tym miejscu zwrócić uwagę na to, że pani Grabar-Kitarović wywodzi się z Chorwackiej Wspólnoty Demokratycznej – partii założonej w 1989 roku przez Franjo Tudźmana, będącej przynajmniej w latach 90. XX wieku epigonem ruchu ustaszowskiego. Epigoni ustaszy potrafią zatem realistycznie spojrzeć na Rosję. Nie są natomiast do tego zdolni epigoni piłsudczyzny w Polsce.
To co powiedziała w Soczi Kolindra Grabar-Kitarović jest szokujące przede wszystkim dla obozu rządzącego w Polsce.

Milczenie ze strony jego polityków i mediów w tej sprawie dowodzi tylko wysokiego poziomu tego szoku. Wizja Trójmorza, zaproponowana przez prezydent Chorwacji, jest całkowicie sprzeczna z wizją polityków polskich – zarówno z PiS, jak i opozycji liberalnej – postrzegających rzeczywistość przez pryzmat prometeizmu i giedroycizmu. Trójmorze (Międzymorze, Intermarium) w rozumieniu prezydenta Dudy, premier Szydło, Jarosława Kaczyńskiego, ministra Waszczykowskiego, Przemysława Żurawskiego vel Grajewskiego, „Gazety Polskiej”, Klubu Jagiellońskiego, ale także „Nowej Europy Wschodniej” i innych think-tanków związanych z obozem liberalnym ma być właśnie koniem trojańskim Stanów Zjednoczonych w Europie.

Miałby to być blok pod przewodnictwem Polski, powiązany gospodarczo i militarnie z USA, skierowany politycznie przeciw Rosji i Niemcom, działający na rzecz osłabienia dominacji Niemiec w UE, dążący do wyparcia Gazpromu z Europy Środkowej na rzecz dostaw gazu z USA, wspierający i realizujący politykę amerykańską na obszarze poradzieckim, zmierzającą do wypchnięcia Rosji z tego obszaru (głównie z Ukrainy). A więc zupełnie przeciwnie niż to zadeklarowała prezydent Grabar-Kitarović.

Politycy polscy wyobrażają sobie Trójmorze na wzór dominacji dynastii Jagiellonów w Europie Środkowo-Wschodniej w drugiej połowie XV wieku, kiedy Jagiellonowie panowali w Polsce, na Litwie, Węgrzech i w Czechach. Wizja ta jest im od kilkunastu lat podsuwana przez George’a Friedmana – właściciela i dyrektora generalnego agencji Stratfor. Konsekwentnie buduje on w swoich publikacjach i wystąpieniach miraż polskiej mocarstwowości, tak miły dla polskiej próżności. Polscy politycy chętnie takie miraże przyjmują, ponieważ nadal żyją w wieku XIX i przygotowują się do kolejnego powstania przeciw Rosji.

Jednakże pani Grabar-Kitarović, a także Viktor Orban wyobrażają sobie Trójmorze zupełnie inaczej. Nie jako blok polityczny ściśle związany z USA i narzędzie polskiej dominacji mocarstwowej w Europie Środkowej, ale jako płaszczyznę suwerennej współpracy i wzajemnego wsparcia państw tego obszaru. Nie jako amerykańskie ostrze wymierzone w Rosję, ale jako platformę współpracy gospodarczej, a niewykluczone, że i politycznej z Rosją i Chinami. Dla nich – w przeciwieństwie do Warszawy – kryzys ukraiński jest tylko przejściowym epizodem w relacjach europejsko-rosyjskich, a nie powodem do izolacji Rosji.

Żaden z przywódców europejskich nie zintensyfikował ostatnio wzajemnych kontaktów z Moskwą tak jak Viktor Orban – wciąż jeszcze komplementowany przez obóz rządzący w Polsce. O ile polska prawica zamroziła wszelkie stosunki z Rosją, podejmując w tym celu nawet radykalne działania w dziedzinie pamięci historycznej, to Orban działa w kierunku całkowicie przeciwnym. Utrzymanie antyrosyjskich sankcji, a nawet ich rozszerzenie, stanowi fundament polskiej polityki wobec Rosji, gdy tymczasem Orban, Grabar-Kitarović, czy przywódcy Czech i Słowacji – od dawna postulują ich zniesie.

Wzmocnienia tendencji prorosyjskich na obszarze Trójmorza należy się spodziewać patrząc na wyniki październikowych wyborów parlamentarnych w Austrii i Czechach. W krajach tych umocnili swoją pozycję politycy postrzegani jako prorosyjscy (Sebastian Kurz, Andrej Babisz). Kurz wzywał do cofnięcia sankcji wobec Rosji, a jego ewentualny koalicjant – Heinz-Christan Strache (lider Wolnościowej Partii Austrii) – uznaje Krym za rosyjski. Zauważył to z przerażeniem Jerzy Targalski – jeden z czołowych mentorów obozu polskiej rusofobii – w wywiadzie udzielonym Dorocie Kani. „Rosja próbuje zostać »przywódcą« ruchów prawicowych i centrowych na świecie, pokazując że jest opoką, na której można się wesprzeć przeciwko degeneratom z lewicy” – stwierdził Targalski, postrzegając wybory w Austrii i Czechach w kategoriach spisku rosyjskiego [3]. Gdyby ludzie z „Gazety Polskiej” nie udzielali wywiadów tylko w swoim gronie, to może potrafiliby zauważyć też coś innego.

Na izolację Polski z powodu jej polityki antyrosyjskiej zwrócił uwagę Leszek Miller – jedyny polski uczestnik XIV sesji Klubu Wałdajskiego w Soczi. „Rusofobia stała się oficjalną doktryną państwową, ustały kontakty na wszystkich piętrach władz, a straszenie Rosją stało się obowiązkową codziennością. Moskwa z kolei nie widzi Polski z wysokości Kremla i nie umieszcza jej w swojej globalnej strategii. Nikt z występujących oficjeli i ekspertów nie odnosił się do naszego kraju i nikt o nic nie pytał” – tak opisał swoje refleksje Leszek Miller po powrocie z Soczi [4].

Wypowiedzi Millera nikt w obozie prawicowym nie zrozumiał, o czym świadczą już same tytuły z prawicowych mediów: „Co robił Leszek Miller w Rosji?” (portal Międzymorza Jagiellonia oraz Fronda.pl), „Leszek Miller z wizytą w Moskwie. Oskarżenia wobec Polski i ciepłe słowa o Putinie” (PCh24.pl), „Leszek Miller chwali w Moskwie Władimira Putina” (rp.pl), „Miller się pogrąża (w Rosji)” („Gazeta Polska Codziennie”). „Ciągnie wilka do lasu. Ostatnia wizyta Leszka Millera w Rosji i to, co o niej wiadomo, pokazuje, że nie ma dla byłych komunistycznych działaczy miejsca bardziej komfortowego niż otoczenie kremlowskich notabli, rosyjskiego oligarchatu i ludzi ze środowiska postsowieckich służb specjalnych” – zaczyna tradycyjną mantrę gazetopolską Wojciech Mucha w „GPC” [5]. Krótko mówiąc: agent Rosji. Tyle ma do powiedzenia i tyle zawsze będzie mieć do powiedzenia rządząca prawica o każdym kto spróbuje zwrócić uwagę na sprawy oczywiste w stosunkach polsko-rosyjskich.

W świetle powyższych faktów nie ulega wątpliwości, że odpływa w dal wizja Trójmorza jako narzędzia polskiej mocarstwowości w konfrontacji z Rosją i Niemcami. Poza Polską i państwami bałtyckimi nikt bowiem na obszarze Trójmorza nie podziela polskiej rusofobii. Nie powinno dziwić zatem, że ze strony Warszawy nastąpiła ostatnio intensyfikacja relacji z Ukrainą i Litwą. Proukraińskiej i prolitewskiej linii polityki polskiej nie jest w stanie powstrzymać nawet antypolska polityka Litwy i Ukrainy.

MSW Litwy właśnie opracowuje plan nowego podziału administracyjnego i zamierza zlikwidować samorząd wileński – jeden z dwóch największych polskich samorządów na Litwie [6]. Nic to. Warszawa nadal grzecznie nie wspomina w oficjalnych kontaktach o dyskryminacji mniejszości polskiej na Litwie.
Znacznie gorzej ta asymetria przedstawia się w stosunkach z Ukrainą. W październiku wizyty w Kijowie złożyli wicemarszałek Senatu i wicepremier Gliński. Z nowymi deklaracjami proukraińskimi wystąpił też minister Waszczykowski. W zamian otrzymali sprzeciw Kijowa wobec ekshumacji ofiar ludobójstwa wołyńsko-małopolskiego.

Portal Kresy.pl ustalił, że znajdujący się w trudnej sytuacji ekonomicznej ZUS będzie wypłacał emerytury pracującym w Polsce Ukraińcom także za czas pracy na Ukrainie [7]. Pieniądze przeznaczone na emerytury dla Ukraińców będą w całości pochodziły z polskich składek i nie zostaną w żaden sposób zrekompensowane przez stronę ukraińską. Ministerstwo Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej przyznało też, że dopłaca do minimalnych emerytur Ukraińcom pracującym w Polsce [8]. Tym samym Polska wzięła na siebie utrzymanie systemu emerytalnego na Ukrainie, który tam faktycznie zbankrutował z powodu rozgrabienia go przez oligarchów. Politycy PiS, którzy robią Ukraińcom taki prezent równocześnie radzą strajkującym lekarzom, żeby wyjeżdżali z Polski lub pracowali dla idei. Przepompowywanie pieniędzy polskiego podatnika na Ukrainę, mające miejsce co najmniej od 2014 roku, przestaje być już tajemnicą poliszynela.

Polski IPN konferuje ze swoim ukraińskim odpowiednikiem (V Polsko-Ukraińskie Forum Historyków w Czerkasach, 19-22.10.2017) w sytuacji, gdy strona ukraińska neguje lub relatywizuje ludobójstwo wołyńsko-małopolskie, uniemożliwia jego upamiętnienie i gloryfikuje jego sprawców. Właściwie nie wiadomo o czym z takim partnerem można debatować. O przystosowaniu się do ukraińskiej polityki historycznej? Przytomnie zauważył to prezes polskiego IPN [9]. Nie chce jednak tego widzieć obóz rządzący.

Oficjalnie nie widzi się problemów, jakie stwarza rosnąca imigracja ukraińska do Polski, w tym coraz bardziej drastycznych przypadków przestępstw kryminalnych ze strony imigrantów ukraińskich. Nie dostrzega się tego, że nie integrują się oni z Polakami, a wielu z nich – zindoktrynowanych ideologią nacjonalistyczną – jest do Polski nastawionych wrogo. Sejmowa większość blokuje inicjatywy ustawodawcze zmierzające do zakazania propagowania na terytorium Polski ideologii banderowskiej. Padają – zwłaszcza ze strony obozu liberalnego – nieodpowiedzialne propozycje przyznania imigrantom ukraińskim obywatelstwa, uznania języka ukraińskiego za drugi język urzędowy we Wrocławiu i w Poznaniu, a nawet nadania Ukraińcom płacącym w Polsce podatki prawa głosu w wyborach samorządowych [10]. Najwyraźniej PO liczy na to, że ukraińscy imigranci staną się jej elektoratem.

Ani ze strony PiS, ani PO nie ma żadnej refleksji historycznej. A historia pokazuje, że Ukraińcy nigdy nie potrafili stworzyć i utrzymać swojego państwa. Byli natomiast mistrzami destabilizacji innych państw, zwłaszcza II RP i Polski powojennej. Wymowny jest zwłaszcza stosunek Warszawy do ukraińskiej ustawy oświatowej, która dyskryminuje mniejszości narodowe. Węgry i Rumunia uznały tę ustawę za uderzenie w szkolnictwo swoich mniejszości narodowych i zapowiedziały blokadę integracji Ukrainy z UE. Warszawa nie tylko się do nich nie przyłączyła, ale uznała, że prawa polskiej mniejszości na Ukrainie nie są jakoby zagrożone przez reformę oświaty. Jeśli do tego dodać, że Warszawa nie sprzeciwia się też wyraźnie gloryfikacji oprawców z OUN i UPA na Ukrainie i nie żąda wyjaśnienia antypolskich incydentów z pierwszej połowy tego roku, to można z całą pewnością przyznać, że klęczy na kolanach przed Kijowem.

Odpowiedzią ze strony ukraińskiej na wszystkie dobrodziejstwa strony polskiej są peany prezydenta Poroszenki na cześć UPA z okazji święta państwowego 14 października, odmowa zgody na przeprowadzenie ekshumacji ofiar ludobójstwa wołyńsko-małopolskiego oraz skandaliczny wywiad byłego prezydenta Juszczenki dla RMF FM, w którym postawił na jednej płaszczyźnie AK i UPA, Banderę i Piłsudskiego oraz pogroził, żeby nie pouczano Ukraińców, kto ma być ich bohaterem [11].
Poroszenko z kolei dał jasno do zrozumienia jak ceni sobie partnerstwo z Polską, kiedy uroczyście otworzył w czerwcu ruch bezwizowy pomiędzy Ukrainą a UE na przejściu granicznym ze Słowacją.

Wygląda zatem na to, że zamiast mocarstwowej koncepcji Intermarium rządzącej prawicy przyszło realizować koncepcję Ukrpolu Adama Michnika jako Intermarium zastępczego. Tę koncepcję rusofobiczna prawica też sobie przyswoiła i też ubrała ją w mocarstwowy kostium. Na jej portalach można bowiem dużo poczytać o rzekomej konieczności odbudowy Rzeczypospolitej Obojga Narodów itp. Już teraz widać jednak, że będzie to Ukrpol ze stolicą w Kijowie, w którym Polska będzie podporządkowana Ukrainie i przez nią eksploatowana, a nie odwrotnie.

Bohdan Piętka

[1] Spotkanie prezydentów Chorwacji i Rosji w Soczi. Zagrzeb chce rozszerzyć współpracę gospodarczą, www.kresy.pl, 20.10.2017.
[2] Prezydent Chorwacji do Putina: Trójmorze może współpracować z Rosją, www.kresy.pl, 22.10.2017.
[3] Dr Targalski o wyborach w Austrii i Czechach: ujawniają się tendencje prorosyjskie, www.polskieradio.pl, 14.10.2017.
[4] Leszek Miller: Moskwa nie widzi Polski z wysokości Kremla, www.pl.sputniknews.com, 24.10.2017.
[5] W. Mucha, „Miller się pogrąża (w Rosji)”, „Gazeta Polska Codziennie” nr 1862 z 26.10.2017.
[6] Litwa zamierza zlikwidować jeden z dwóch samorządów rządzonych przez polską mniejszość, www.kresy.pl, 23.10.2017.
[7] ZUS potwierdza: polscy podatnicy sfinansują Ukraińcom emerytury za lata przepracowane na Ukrainie. Rząd nabiera wody w usta, www.kresy.pl, 17.10.2017.
[8] Sejm: ministerstwo przyznaje, że ZUS dopłaca do minimalnych emerytur dla Ukraińców pracujących w Polsce., www.kresy.pl, 26.10.2017.
[9] Dr Szarek: nie widzę możliwości dalszej współpracy z Ukrainą, www.magnapolonia.org, 26.10.2017.
[10] D. Patrejko, „Do czego prowadzi logika ukrainofilów”, www.prawy.pl, 23.10.2017.
[11] Juszczenko: niech Polacy nie pouczają Ukraińców, kto ma być ich bohaterem, www.kresy.pl, 23.10.2017.

Myśl Polska, nr 45-46 (5-12.11.2017)
fot. strona internetowa Prezydent Chorwacji

Dzial: