Piłsudski Superstar

JP 2.jpg
Przyszłoroczne obchody 100. rocznicy odzyskania niepodległości przez Polskę upłyną nam pod znakiem, a jakże, Józefa Piłsudskiego. Już 5 grudnia zbierze się Zgromadzenie Narodowe, które w 150 rocznicę urodzin Marszałka zainauguruje „Rok niepodległościowy”. Zapowiada się więc dostojnie i na poważnie.

Nad myślą i czynem Marszałka pochylać się będzie szkolna dziatwa, duchowieństwo oraz oficjele zgromadzeni na licznych sesjach, apelach i capstrzykach, których z pewnością nie zabraknie. Nad nimi wszystkimi unosić się będzie duch Piłsudskiego, z którego, jak ongiś usłyszałem – myśmy wszyscy. Było to podczas jakiejś konferencji, której clou był właśnie Komendant, o którym dowiedziałem się wówczas rzeczy niesamowitych, a nawet nadprzyrodzonych. Nic dziwnego, że w stosownym momencie publiczność wstała i gromko odśpiewała „Pierwszą brygadę”, łykając przy tym niejedną łzę wzruszenia.
Siedziałem wówczas spokojnie na krześle, łapiąc co rusz zgorszone spojrzenia. Wiadomo, oczywista profanacja. Na kąśliwą uwagę jakiegoś jegomościa, dlaczego siedzę, odparłem, że wstaję jedynie do hymnu. Pospieszył z wyjaśnieniem, że „Pierwsza brygada” jest prawie jak hymn. Zauważyłem – równie kąśliwie – że słowo „prawie”, czyni tutaj jednak dość istotną różnicę. Do dyskusji przyłączył się jakiś ksiądz, gorąco orędując za Marszałkiem, którego – jak zapewnił – dała nam Boża Opatrzność. Na moją uwagę, że ta sama Opatrzność działa także poprzez dopusty, co w przypadku towarzysza „Ziuka” jest wielce prawdopodobne, wielebny mocno się zapowietrzył, a następnie z rezygnacją pokiwał głową nad moim beznadziejnym przypadkiem.

O ile Marszałek Piłsudski, jako przedmiot świeckiego kultu niespecjalnie mnie nie wzrusza, o tyle w przypadku wynoszenia go na piedestał przez duchowieństwo, odczuwam pewien dysonans. Nie tylko dlatego, że Komendantowi zdarzyło się zmienić wyznanie i do dziś nie wiadomo, czy zdążył powrócić na łono Kościoła katolickiego, ale również dlatego, że z zapałem oddawał się praktykom, przed którymi Kościół katolicki stanowczo przestrzega. Niewielu bowiem wie, że Komendant z lubością oddawał się praktykom mediumicznym, zbierając „w zaświatach” informacje potrzebne mu do podejmowania decyzji. I choć obrońcy Marszałka twierdzą, że nie ma o co kruszyć kopii, bo taki był urok czasów, a wirujące stoliki i przywoływanie duchów, to była salonowa rozrywka, której nikt na serio nie traktował, to mimo wszystko warto chyba dopytać hierarchów, jak to w końcu z tym jest.

Rok Józefa Piłsudskiego nie będzie sprzyjał odbrązowieniu tej postaci. Dlatego dla równowagi warto sięgnąć po książki, które nie wpisują się nurt hagiograficzny – np. „Złowrogi cień Marszałka”, której autorem jest Rafał Ziemkiewicz. Mam bowiem nieodparte przeczucie, że za chwilę zacznie się istne szaleństwo, a Marszałek w różnych wersjach: w maciejówce, z wąsami, na kasztance, wyskakiwać będzie nawet z lodówki.

Maciej Eckardt
„Tygodnik Bydgoski”, 26.10 - 8.11.2017)