Problem z NSZ (1)

nsz_1.jpg
75. rocznica utworzenia Narodowych Sił Zbrojnych stała się przyczynkiem nie tylko do szeregu uroczystości rocznicowych, ale – co najistotniejsze – otrzymała potężne wsparcie od obozu „dobrej zmiany” – zdominowany przez PiS Sejm przyjął stosowną uchwałę na tę okazję, specjalne wystąpienia ogłosili sam prezes Jarosław Kaczyński oraz Prezydent RP.

Kaczyński podkreślał „potęgę ducha, moc wiary, i miłości ojczyzny, ideową spójność, żelazną wolę i ogromną determinację”. Andrzej Duda zaliczył NSZ, m.in. powołując się na „chlubne karty podczas powstań – warszawskiego i antykomunistycznego” [1], do „kontynuatorów najlepszych polskich tradycji patriotycznych i depozytariuszy naszej narodowej tożsamości”. Tak oto, na naszych oczach prawdopodobnie najbardziej rusofobiczny rząd w historii Polski, z prezydentem, którego idee fixe podczas podróży zagranicznych jest nieustające występowanie przeciwko Rosji, z ministrem Macierewiczem, który w sposób porównywalny jedynie do najskrajniejszej i najprymitywniejszej propagandy antysemickiej III Rzeszy, wszędzie widzi macki i zagrożenie rosyjskie, ogłaszając raz za razem, jak to Rosja zamordowała prezydenta Kaczyńskiego, bądź ostrzegając przed mającą już-już nastąpić inwazją Rosji na Polskę (w dowolnej formie), w kraju, w którym po 28 latach od zmiany ustroju i po 24 latach od opuszczenia Polski przez wojska radzieckie prowadzi się wojnę z pomnikami pamięci żołnierzy, którzy uwolnili Polskę od hitlerowskiej okupacji, poniżając ich na wszelkie możliwe sposoby, wreszcie w kraju, w którym medialna propaganda antyrosyjska osiągnęła już dawno poziom tragicznej groteski – właśnie w tym kraju koryfeusze tego obłędu naszego powszedniego na swoje sztandary przyjęli również tradycje Narodowych Sił Zbrojnych, organizacji w potocznym odbiorze endeckiej, a więc, przynajmniej co do zasady, co najmniej niechętnej owym „powstańczym tradycjom patriotycznym” i polityce histerii i szaleństwa wobec wschodniego sąsiada. Wytłumaczenie tej sytuacji może być zasadniczo dwojakie.

Albo „dobra zmiana” się najzwyczajniej myli albo z NSZ nie jest do końca tak, jak my – ludzie odwołujący się tradycji endeckiej sobie to wyobrażamy. Jest jasnym, że siły rządzące Polską, być może nie bez obcej inspiracji, pragną wpisać do swojego uniwersum nurt endecki, dać mu u siebie dzierżawione poletko, oswoić go (np. niech porzuci tematykę wpływu lobby żydowskiego na politykę międzynarodową, bo to godzi w nasze pryncypia i sojusze; wyciszy temat ukraiński tp.) i trzymać go pod kontrolą na marginesie, oferując w zamian chocholi taniec rozpamiętywania i kultywowania przeszłości i rocznic, w coraz ostrzejszej, agresywnej formie, odwrotnie proporcjonalnej do upływu czasu od tych wydarzeń.

Polityczny wymiar kultu

Narodowe Siły Zbrojne to we współczesnej Polsce prawdziwa ikona obozu prawicy [2], który definiuje swoją prawicowość przede wszystkim wedle kryterium nienawiści do ZSRR/Rosji, do Polski Ludowej/PRL i poprzez tzw. antykomunizm. Mit NSZ po latach propagandy nie znoszącej sprzeciwu, wykluczającej dyskusję i stygmatyzującej mających inne zdanie jako zdrajców, stał się mitem praktycznie niewzruszalnym na wzór mitu Piłsudskiego, mitu II RP, jako kraju powszechnej szczęśliwości, miodem i mlekiem płynącego, oraz mitu tzw. żołnierzy wyklętych, których postawa negacji powojennej rzeczywistości była rzekomo jedynie słuszną i jedynie akceptowalną, no i naturalnie potężnego mitu negatywnego przedstawiającego Polskę z lat 1944-89 wyłącznie w czarnych barwach, jako okupację/kolonię sowiecką, w którym jedynie wszystko niszczono, a grupka zdrajców wysługiwała się okupantom krwawo prześladując miliony patriotów żyjących w warunkach wcale bądź niewiele odbiegających od okupacji niemieckiej.

Wszystkie te mity mają charakter ściśle polityczny, służą bieżącej polityce, ale przede wszystkim, na nich buduje się tożsamość wspomnianego obozu prawicy. Nie tylko uderzenie w te mity, ale nawet spokojne wystąpienia naukowe, wobec których można wysunąć przypuszczenie, że uczynią choćby niewielki wyłom w strukturze mitu, przyjmowane są z gniewem i nienawiścią. Z punktu widzenia głoszących te mity i w nie wierzących, jest to poniekąd zrozumiałe, gdyż zachwianie podstawami mitu, np. poprzez udowodnienie fałszu, może być wstępem do podważenia samej istoty, samego clou obozu prawicy, o którym mówimy. Obóz ten posługuje się oczywiście nie tylko mitem, ale i szeregiem innych metod typowych dla wykorzystujących psychologię tłumu, z głoszeniem hasła o sobie, jako o nośniku jedynej prawdy, propagowaniem mentalności oblężonej twierdzy i budowaniem wspólnoty również w oparciu o publiczne współodczuwanie dramatów i klęsk, jak to mamy w przypadku mitu smoleńskiego.

Niestety – dla owego obozu, jak zresztą dla większości mitomanów – mity, które wyznaje są z gruntu fałszywe.

Nie czas tu i miejsce, aby rozprawiać się ze wszystkimi. Jednak, jako narodowiec, endek, człowiek, który polski obóz narodowy linii Dmowskiego i jego myśl uważa za własną, muszę i chcę ustosunkować się do jednego z tych mitów, który mojego obozu dotyczy bezpośrednio – właśnie do mitu Narodowych Sił Zbrojnych.

Zanim przejdę do meritum czuję się w obowiązku do poczynienia wobec PT Czytelników kilku uwag osobistych. Otóż, nigdy nie uważałem się i nie nazywałem nacjonalistą, uznając zawsze, za wieloma wybitnymi narodowcami z Dmowskim na czele, że jest to zbytnie upraszczanie, zbytnie ograniczanie ramami konstrukcji teoretycznej bogactwa i rozległości myśli polskiego obozu narodowego. Przy czym nie widzę niczego zdrożnego w tym, żeby w teorii i dyskursie naukowym definiować polski obóz narodowy, jako jeden z elementów – to prawda, że najistotniejszy – zjawiska polskiego nacjonalizmu. Dlatego zawsze wolałem i używałem terminu „narodowiec” na określenie członków obozu, o którym mówimy, a co za tym idzie, tak również określałem siebie. Dzisiaj czynię to coraz rzadziej nie dlatego, że przestałem być narodowcem, ale dlatego, że termin ten jest skandalicznie nadużywany zarówno przez wrogów, jak i przez tych, których i ze względu na historię, jak i na głoszone dzisiaj poglądy, nie można nazywać narodowcami w sensie ludzi wiernych linii Dmowskiego. Ta nie akceptowalna sytuacja doprowadziła do tego, że obecnie najczęściej używam terminu „endek”, „endecy”.

Prawdziwi endecy

Kim więc byli/są endecy (narodowcy)? Spójrzmy na to kierując się stwierdzeniem Dmowskiego ze słynnego przemówienia do Młodzieży Wszechpolskiej o wystrzeganiu się talmudyzmu (23.04.1923 r. w Poznaniu), że „nic z tego co stworzył obóz – poza oczywiście podstawowemi zasadami jego ideologji – nie stanowi martwej formułki, którejby można się nauczyć i nie myśleć dalej”. Jakie są zatem podstawowe zasady tej ideologii?

Pierwszą z nich jest bez wątpienia realizm polityczny wyrosły na gruncie pozytywistycznego sprzeciwu wobec kolejnego powstania, kolejnego świętego boju, w który Polacy pójdą bez broni. Niezwykle istotnym zastrzeżeniem jakie należy tu poczynić jest fakt, że realizm obozu narodowego nie jest czystym realizmem, albowiem zawiera pierwiastki idealistyczne i moralne. Czysty realizm, pozbawiony elementów idealistycznych prowadzi do konformizmu, oportunizmu, cynizmu – do niestałości, patrzenia jedynie przez pryzmat dnia dzisiejszego i przyjmowania postawy „kto da więcej”. Klasycznym tego przykładem jest rozważanie z kim powinniśmy pójść przeciwko komu w 1939 r., na co odpowiada się (np. Zychowicz, Korwin-Mikke), że powinny to być hitlerowskie Niemcy.

Często powołuje się przykład polityki Finlandii pod przywództwem marszałka Mannerheima, który prowadził w sojuszu z Hitlerem dwie wojny z ZSRR, aby koniec końców stać się częścią obozu alianckiego i podpisać porozumienie z ZSRR oraz wyjść z wojny obronna ręką, jako państwo z o wiele większym zakresem suwerenności niż kraje demokracji ludowej. Zwolennicy tego przykładu nie biorą jednak pod uwagę peryferyjnego charakteru konfliktu fińsko-radzieckiego, czego w żadnym wypadku nie można powiedzieć o sytuacji na linii Niemcy-Polska-ZSRR, nie biorą też pod uwagę sprawy zasadniczej - utracona Karelia nie była dla Finlandii katastrofą, jaką byłaby dla Polski utrata kolejnych części macierzystych ziem polskich, kolebki narodu i państwa na rzecz Niemiec w wyniku owego ewentualnego sojuszu.

Fakty są brutalne, ale nie można ich zmienić żadną propagandą – Polska mogła i przeżyła utratę Kresów Wschodnich, stając się po 1945 r. etnicznie najbardziej polskim z polskich państw, które – to prawda, że pod parawanem obcej ideologii – mogło rozwijać się po polsku, kultywować polskość i polskie tradycje. Polska w sojuszu z Niemcami miast wracać na zachodnie rubieże zostałaby ponownie odepchnięta na wschód, stając się kadłubem bez tożsamości historycznej (do czego miałaby się taka Polska odwoływać?), bez dostępu do morza, z granicami praktycznie nie opartymi o naturalne przeszkody. Wobec realizm polityczny mający na uwadze interes narodu i myślący przyszłościowo, musiał przeciwstawić się nowemu pochodowi niemczyzny.

Do takiego punktu widzenia obóz narodowy przekonał nie tylko własnych członków i zwolenników, ale i miliony innych Polaków. To kolejny słaby punkt myślenia zwolenników „rynkowego” traktowania wyboru politycznej drogi państwa i narodu.

Istotnym elementem realizmu endeckiego było odrzucenie powstań i w ogóle walki zbrojnej, jako głównego sposobu na odzyskanie niepodległości. Doszło do tego, że Dmowski, szczególnie sceptycznie nastawiony do tego zagadnienia, występował w wewnętrznych sporach w obozie narodowym przeciwko rozwijaniu pomysłu Polskich Drużyn Strzeleckich w Galicji, nie zaangażował się w budowanie Legionu Puławskiego u boku Rosji i nie nalegał na szersze użycie Błękitnej Armii na froncie zachodnim w 1918 r. Co więcej, uważał, że „wszelkie wojsko organizowane przez społeczeństwo, a nie przez władzę państwową, musi przerodzić się nie za długo w bandy zbójeckie” [3].

Z tego punktu widzenia II wojna światowa i tworzenie własnej organizacji wojskowej w postaci NOW przez Stronnictwo Narodowe było wyjątkiem, jednak dopiero stworzenie NSZ, w opozycji do akcji scaleniowej a później wewnętrzna opozycja w samym NSZ owocująca w 1944 r. rozłamem i pozostaniem poza strukturami polskiego państwa podziemnego części NSZ-ZJ lub NSZ-ONR (obie nazwy są uproszczeniem, ale z braku innych, lepszych, są powszechnie przyjęte w nauce historii, choć z przyczyn politycznych coraz silniejsze są tendencje do niedokonywania rozdziału scalonego NSZ-AK z NSZ-ZJ/ONR) było rzeczywistym wyłomem.

Z realizmem wiąże się drugi element wyróżniającego polski obóz narodowy. To było odwrócenie priorytetów kilkuset poprzedzających lat – odwrócenie polityki polskiej z kierunku wschodniego na zachodni, przypomnienie o historii piastowskiej, o rubieży Bolesławów. Bez względu na pianę na ustach rusofobów historia dopisała do tego programu pointę w postaci odzyskania granicy Piastów jeżeli nawet nie w sojuszu, co przez gardło niektórym nigdy nie przejdzie, to jednak z decydującym udziałem czynnika radzieckiego/rosyjskiego.

I tutaj przechodzę do trzeciego elementu wyjątkowości programu endecji – była to zasadnicza zmiana w traktowaniu Rosji, wbrew dotychczasowej „świętej” zasadzie walki z Moskwą.

Ktoś w tym miejscu powie, odwołując się do wspomnianego poznańskiego wystąpienia Dmowskiego, że owszem, obóz narodowy był definiowany w czasie przed i podczas I wojny światowej, jako zorientowany na Rosję, że głosił tę orientację taktycznie, ale później stała się ona właśnie „martwą formułką”, do której przylgnęli jedynie talmudyści w ruchu narodowym. Zwolennicy tego poglądu mylą się. Jest rzeczą powszechnie znaną, że Dmowski niejednokrotnie wyrażał swoją pogardę wobec azjatyckich metod rządów carskich oraz miał negatywną opinie o wielu Rosjanach. Ale to właśnie on idąc pod prąd polskiej tradycji liczącej już wówczas 150 lat i po części wbrew własnym doświadczeniom (zesłanie, bezpłodne dyskusje z władzą), wyznaczył kierunek na znalezienie modus vivendi z Rosją, na ułożenie stosunków z narodem i państwem rosyjskim bez względu na panujący w nim w danym momencie ustrój. I to właśnie owa „prorosyjskość” endecji jest osią problemu NSZ w przeszłości i dzisiaj.

Antyrosyjska „endecja”

To o NSZ-ZJ związany ideologicznie z tym środowiskiem prof. Stanisław Bóbr-Tylingo powiedział [4]: „NSZ nie były dziełem ani ONR ani NOW, ale tej części Polaków, którzy nie będąc pozbawieni daru myślenia uważali za wrogów nie tylko Niemców, ale i Rosjan i krytycznie odnosili się do wszystkich kompromisów czy współpracy Moskalem”. „Prorosyjskość” endecji stoi kością w gardle wszelkim odcieniom polskiej rusofobii, tak jak antysemityzm stoi kością w gardle lewicy laickiej. Ponieważ jednak myśl endecka cieszy się wciąż dużą popularnością, należy tę popularność, zwłaszcza wśród młodych ludzi, skanalizować, tworząc endecję pozbawioną niepożądanych elementów ideologicznych.

Dla rusofobów sprowadza się to do stwierdzenia – „Endecja? Tak! Ale z hasłem walki z Rosją na sztandarach”. Także czynnik żydowski, jak wykażę niżej, gra rolę w tym wypadku. Bez najmniejszych wątpliwości NSZ-ONR jest traktowany jako środek do osiągnięcia tego celu dzisiaj. Sytuacja ta stwarza konieczność przyjrzenia się poglądom i metodom walki politycznej tego środowiska i dokonania ich oceny z punktu widzenia linii endeckiej sensu stricto.

Jest to zadanie niełatwe także dlatego, że kiedy ruch narodowy w Polsce odradzał się (1988/89) przyjęto jego formułę sensu largo, przechodząc do porządku nad dawnymi podziałami w imię, jak się wówczas wydawało, nowego początku, nowego otwarcia. W ten sposób, tradycja NSZ, bez rozróżniania, bez poruszania trudnych kwestii i niuansów polityczno-organizacyjnych, została przyjęta w istocie bez zastrzeżeń przez odradzający się ruch narodowy. Dla jednych fikcja pewnej spójności i jedności historycznej, dla innych, niechęć do rozdrapywania przeszłości, a jeszcze dla innych, swego rodzaju naiwność sprowadzająca się do wiary we wzajemność ze strony dawnych oponentów z NSZ-ONR i ich spadkobierców, doprowadziła do wytworzenia się silnego ośrodka nie mającego podobnych skrupułów, agresywnego, narzucającego innym swoją wolę i wersję historii, i nie przebierającego w epitetach wobec uznanych za wrogów.

Po latach okazało się, że mieliśmy do czynienia z czymś na kształt dywersji w ruchu narodowym, dywersji skutecznie przeprowadzonej, z poparciem zza Atlantyku, używającej chwytliwej propagandy ukierunkowanej głównie na młodzież.

Wychowano i wychowuje się nadal zastępy młodych ludzi w przekonaniu, że NSZ-ONR jest najpełniejszym wyrazem myśli narodowej, wzorcem, do którego należy odnosić wszelkie pytania dotyczące historii i teraźniejszości. Młodzież wygrywana hasłami o „twardych jak stal, nie wahających się żołnierzach niezłomnych, gotowych w każdej chwili do ofiary życia” (proszę zwrócić uwagę, że Kaczyński i Duda w swych wypowiedziach idą dokładnie śladem tych haseł), odbiera ruch narodowy niemal wyłącznie przez pryzmat NSZ, w swej masie nie mając pojęcia o „podstawowych zasadach jego ideologii”, zbywając je hasłem talmudyzmu.

Widać tutaj ogromną różnicę jakościową i metodyczną w formacji młodego pokolenia narodowców w stosunku do końca lat 80-tych XX wieku. Sam, począwszy od 1989 r. przechodziłem formację stricte ideologiczną, gdzie problem NSZ był tylko jednym z wielu tematów i to nie najważniejszym. Sprawa np. oceny działań Brygady Świętokrzyskiej w ogóle nie była przedmiotem prelekcji seniorów. Z problemem tym, w ujęciu odmiennym od propagandy historycznej PRL, zetknąłem się po raz pierwszy chyba w 1990 r., kiedy to młody i brodaty wówczas Leszek Żebrowski przedstawiał temat w łódzkiej siedzibie PAX-u (Piotrkowska 49). Od samego początku, nie mając praktycznie wówczas żadnej szerszej wiedzy, miałem problem ze współdziałaniem Brygady z Niemcami. Nie mogłem tego zaakceptować, wynosząc z domu przekonanie, że z Niemcami w czasie II wojny światowej można było tylko walczyć a układający się z nimi to zdrajcy. Nie mogłem tego zaakceptować także z powodu konsekwentnie antyniemieckiego stanowiska endecji, z którą się już wówczas identyfikowałem. Lektura pierwszych książek zwolenników linii NSZ-ONR wydanych w Polsce (pierwsza poł. lat 90-tych), utwierdziła mnie jedynie w tym przekonaniu. O tym jednak za chwilę.

Zanim skonfrontujemy stanowisko NSZ-ONR ze stanowiskiem głównego nurtu ruchu narodowego, musimy przypomnieć najważniejsze wystąpienia z historii endeckiego stosunku do Rosji. Dmowski, który zasłynął w 1907 r. skierowaną przeciwko rządowi carskiemu i obyczajowi politycznemu Rosji carskiej tzw. mową azjatycką (17[30] maja 1907 r.), w której poddał ostrej krytyce ten rząd i obyczaj zarzucając mu kierowanie się azjatyckimi (tj. dzikimi) metodami sprawowania władzy.

Co pisał Dmowski?

Już w roku następnym ogłosił fundamentalną pracę „Niemcy Rosja i kwestia polska”, przetłumaczoną na kilka języków, gdzie w sposób klasycznie realistyczny uznał, że spośród dwóch wrogów Polski Rosja jest tym słabszym, a skoro Polska nie może obu sama pokonać, powinna znaleźć się w obozie przeciwnym Niemcom, które stanowią największe zagrożenie dla nas, choćby idąc nawet ramię w ramię z Rosją. W połowie lutego 1919 r. podczas bankietu wydanego przez hr. Mikołaja Reya i Włodzimierza Tetmajera na cześć Dmowskiego w paryskiej restauracji Petit Durand, tłumaczył: „jeśli mieliśmy iść z Francją i z Anglią, to trzeba było iść także z Rosją – najpaskudniejszym narodem, który może najwięcej nam w przeszłości zaszkodził. W tym jednak wyraża się, proszę panów, właśnie ów męski sposób czynu, o którym wspomniałem, że, jeśli się mówi, że coś jest potrzebne dla sprawy, to raz to stwierdziwszy – w żadne inne, uczuciowe, względy wdawać się nie wolno. I chociaż spotykały mnie najrozmaitsze zarzuty: moskalofilstwa, carskiego pachołka itp. – szedłem tą drogą, gdyż uważałem ją za konieczną i za jedynie mogącą nas doprowadzić do niepodległości” (ze wspomnień z konferencji wersalskiej Włodzimierza Bartoszewicza, syna Joachima).

Formuła spotkania tłumaczy ostrość sformułowań Dmowskiego. Po trudach konferencji wersalskiej, chorobie, odpoczynku i zapewne przemyśleniach odnoszących się do przyszłości, Dmowski ogłosił w lutowym numerze „Przeglądu Wszechpolskiego” z 1922 r., słynny tekst „Zagadnienie główne”, w którym do kwestii rosyjskiej odniósł się nie jak w quasi-prywatnym wystąpieniu na bankiecie, ale w sposób oficjalny, jako polityk i ideolog wskazujący kierunek na przyszłość, tak dla ruchu narodowego, jak i dla Polski. Pisał tam m.in.:

„Nie chodzi tu o politykę dzisiejszą, o stosunek do rządu sowieckiego lub do tego, czy innego obozu przeciwników jego na emigracji, do tych lub do innych czynników przemijających.(...) Idzie więc o stosunek do czynnika trwałego, do narodu rosyjskiego, o stworzenie gruntu, na którym się oprze jutrzejsza polityka nasza względem rosyjskiego państwa. (…)Wpływy niemieckie (…)usiłują przedstawić Rosję, jako głównego wroga Polski i główne jej niebezpieczeństwo, utrwalić i rozwinąć dawną psychologję nienawiści do ciemiężców, hypnotyzuja Moskalem jak za dawnych przedwojennych czasów, tak jak gdyby się nic w naszem położeniu względem Rosji nie zmieniło. Sprzyja im nieruchomość duchowa społeczeństwa, które ciągle nie posiada jeszcze psychologji narodu wolnego, niezawisłego, ale tak na różne sprawy reaguje, jak gdyby żyło jeszcze w czasach niewoli i ucisku. Sprzyja im też rozwinięta szeroko u nas skłonność do robienia patrjotyzmu możliwie najtańszym kosztem. A cóż mniej dziś kosztuje, jak szczucie na Moskala?... W ten sposób urabia się psychologja społeczeństwa w stosunku do Rosji, która później może bardzo utrudnić najważniejsze dla naszego bytu, a niewątpliwie najtrudniejsze zadanie – zorganizowania po naszej stronie i wywołania po stronie rosyjskiej jedynej polityki, mogącej i nam, i Rosji zapewnić samodzielność gospodarczą i polityczną oraz rolę w świecie, odpowiadającą siłom i położeniu każdego z dwóch narodów.

Pierwszym warunkiem tej polityki jest, żeby Polska nie dawała się używać za narzędzie przeciw Rosji, a Rosja przeciw Polsce. Pierwsze zależy w całości od nas; na drugie możemy mieć mniej lub więcej wpływu w zależności od tego, ile dobrej woli, energji i rozumienia rzeczy w pracę na tem polu włożymy. Obóz narodowy w Polsce ma już poza sobą niemało tej pracy, wykonanej w okresie przedwojennym i w czasie wojny. Organizując nowoczesną politykę polską, zrozumiał on potrzebę zmiany stosunku do Rosji, nie ze względu na takie lub inne korzyści miejscowe w ziemiach podległych państwu rosyjskiemu, ale ze względu na sprawę polską jako całość. Była to jedna z najważniejszych jego prac, a jednocześnie najtrudniejsza, bo prowadzona równolegle z walką przeciw bieżącej polityce antypolskiej rządu rosyjskiego, a zarazem w walce z płytkością polityczną znacznej części naszej opinji publicznej i z wpływami na nią niemieckiemi, austrjackiemi i żydowskiemi. Wykonanie tej pracy pozwoliło mu zorganizować podczas wojny politykę, która nam dała zjednoczoną i niepodległą Polskę. Dziś od tego przede wszystkiem, jak się urobi nasz stosunek do Rosji i Rosji do nas, zależy, czy zjednoczenie to będzie trwałe, czy niepodległość będzie istotna, czy fikcyjna. I dlatego obóz, który umie pracować dla przyszłości, powinien pracę nad urabianiem tego stosunku już dziś z całą energją podjąć.”

W „Polityce polskiej i odbudowaniu państwa” Dmowski rozwijał powyższą myśl pisząc: „Osobiście wiele pracy włożyłem w poznanie i zrozumienie Rosji, uważając to za jeden z pierwszych obowiązków ludzi chcących kierować polityką polską. Nauczyłem się na stosunek nasz do Rosji patrzeć w perspektywie dziejowej, ze spokojem, w którym myśli politycznej nie zamącają namiętności, wytworzone przez przeszłość i podsycane stale do ostatnich czasów przez politykę rosyjską względem Polski(…). Zdaniem mojem było rzeczą niegodna naszego narodu oburzać się jedynie na krzywdy, protestować przeciw nim i albo czekać na zmianę postępowania Rosji, albo tez ślepo dążyć do jej zguby, chociażbyśmy sami mieli razem z nią zginąć. Obowiązkiem naszym było mieć swoja względem Rosji politykę, politykę rozumną, zwalczającą w niej to, co dla nas było szkodliwe, ale umiejącą szczerze i uczciwie poprzeć to, co było z korzyści dla naszej sprawy. (...). Podkreślam to umyślnie, ażeby ludzie u nas nie myśleli, że polityka zbliżenia z Rosją, szukająca oparcia stosunku z nią na wzajemnej życzliwości, była wywołana tylko potrzebami chwili, i dziś już należy do historii. Niejedno pokolenie przeminie, a ta sprawa ciągle będzie aktualną, żywotną, ciągle będzie miała pierwszorzędne znaczenie dla obu narodów”.

Wreszcie w „Świecie powojennym i Polsce” pisał: „Przy naszym położeniu geograficznym musimy znać Rosję i rozumieć wytwarzające się obecnie warunki jej istnienia lepiej, niż jakikolwiek inny naród w Europie – inaczej nie znajdziemy w stosunku do niej właściwej drogi i łatwo nas będzie użyć, jak już używano za narzędzie cudzej polityki. Trzeba się przede wszystkim nauczyć myśleć o Rosji, czegośmy nigdy naprawdę nie umieli. (...). Nasza walka z Rosją w XIX stuleciu dała liczne karty poświęcenia i męczeństwa, zrodziła największą poezję patriotyzmu, jaką świat widział, ale w tej walce myśl nasza nie mężniała, nie hartowała się, nie pogłębiała; przeciwnie, wyrodniała i coraz bardziej dziecinniała, nasz stosunek do Rosji stawał się coraz bardziej bezmyślny i coraz bardziej upokarzający. (...) później, gdy socjalizm pod wpływem nowego ruchu narodowego zaczął ewolucję w kierunku polskich aspiracji, jego przywódcy rychło spostrzegli, że ta tradycyjna bezmyślność w stosunku do Rosji, daje im podstawy wpływu. Stąd odżyły na nowo stare hasła i znów głośno się zaczął wypowiadać stosunek do Rosji, pozbawiony wszelkiej podstawy myślowej, bezkrytyczny, operujący pustymi frazesami, broniący się zaciekle wszelkiej logice (...). Ten stosunek do Rosji, wojujący na każdym kroku frazesem o godności narodowej, był właściwie najbardziej upokarzający, bo przemawia przezeń psychologia zbuntowanych niewolników.”

Zamieszczone w powyższej książce teksty o Rosji były redakcją wcześniejszych artykułów Dmowskiego w „Gazecie Warszawskiej” w 1930 r., w których demaskował plan tzw. wyprawy komiwojażera na Rosję (planu sfinansowania przez Zachód polskiej wyprawy na Rosję i rozczłonkowania ZSRR). Dmowski już wcześniej, bo przed zamachem majowym spotykał się z posłem radzieckim w Polsce Piotrem Wojkowem, któremu nakreślał własną wizję polityki polskiej i międzynarodowej, ale w 1930 r. w całej pełni zastosował swoje wskazania w praktyce podejmując kontakty z ówczesnym ambasadorem ZSRR w Polsce Władimirem Antoniowem-Owsiejenką, właśnie na kanwie „wyprawy komiwojażera”.
W raportach Antonowa pada nawet zanotowane stwierdzenie Dmowskiego skierowane do władz ZSRR „będziemy wspólnie walczyć przeciwko wojnie”. Ówczesne działania Dmowskiego i jego kontakty z Antonowem, reakcje Moskwy, ukazanie się broszury z tekstami Dmowskiego po rosyjsku pt. „Komiwojażer w zatrudnieni” („Komiwojażer w kłopocie”) z przedmową Feliksa Kona, czy stanowisko przełożonego Antonowa – Borysa Stomoniakowa, który zauważa, że „zwrócił uwagę redakcji „Prawdy” na niestosowny atak na Dmowskiego na jej łamach”(!), wymagają szerszego omówienia (i co na to wszystko powiedzą łowcy agentów rosyjskich?!). Są dowodem na to, że zalecana przez Dmowskiego konieczność zasadniczej zmiany w stosunkach polsko-rosyjskich (bez względu na formę ustroju w Rosji) nie jest ani martwą formułką talmudyczną, ani nawet samym tylko wskazaniem gabinetowego ideologa, ale również wprowadzonym w czyn przekonaniem praktyka.

Koniec części pierwszej

Adam Śmiech
[1] Tzw. powstanie komunistyczne (trwające rzekomo w latach 1944-63) to mit, political fiction uprawiane przez PiS i IPN, nie mające nic wspólnego z rzeczywistością i bardzo szkodliwy ze względu na gloryfikowanie zachowań straceńczych i całkowicie nieodpowiedzialnych.
[2] Nie miejsce tu na rozważania o tym, czym jest prawica, na wskazywanie kryteriów ideologicznych, moralnych, ekonomicznych prawicowości. Na co dzień, potocznie ludzie reprezentujący ten obóz nazywają sami siebie prawicą i są przez tzw. ogół również jako prawica odbierany. Ponieważ moje wystąpienie dotyczy rzeczywistości, a nie akademickiego wzorca prawicowości, będę tu wpisywał się w owo potoczne rozumienie prawicy.
[3] S.Grabski, „Pamiętniki”, t.1, Warszawa 1989, s.225.
[4] „Wiadomości” 1950, nr 8(203), s.4.

Myśl Polska, nr 43-44 (22-29.10.2017)

Dzial: