No deal, Mister Trump?

trump 29.jpg
Ameryka kocha Polskę”, tak o naszym „jakże cudownym, pięknym kraju (jest tu naprawdę pięknie)" – mówił prezydent USA Donald Trump w czasie wizyty w Warszawie. Dodając: „w Polakach postrzegamy duszę Europy, wasz naród jest wielki, ponieważ wielkim jest wasz duch i jest to duch silny” - rozgrzał naszą dumę, docenił nas, uhonorował naszą skołataną niską samoocenę.

A konkrety? No właśnie – brak. Donald Trump to legendarny „deal maker”, który najpierw zbił ogromny majątek, a dopiero potem napisał książkę („The Art of the Deal”), więc można mu zaufać, wie co mówi. Gdy pojechał do Arabii Saudyjskiej, to aż kapało od złota i kontraktów zbrojeniowych, idących w setki miliardy dolarów. Później ogłoszono wielkie saudyjskie inwestycje w Ameryce. W Chinach otwarto rynek dla amerykańskiej wołowiny, Katar zobowiązał się do ogromnych inwestycji w amerykańską gospodarkę, podobnie Japonia, a z Koreą rozpoczęto negocjacje w sprawie umowy o wolnym handlu, którą prezydent Trump uznał za „nie fair”.

Przyjeżdża więc geniusz biznesu i polityki do Polski i… nic? No deal, Mister Trump? A przecież oczekiwania były ogromne, najważniejsza osoba w energetycznej Polsce zapowiadała nowe kontrakty. Piotr Naimski mówił w czerwcu: „Spodziewam się, że oprócz dostaw spotowych zawrzemy średnio- lub długoterminowy kontrakt”. Zapowiadał nawet sprzedaż amerykańskiego gazu w regionie, nawet na Ukrainę. I nic?

Jak wyjaśnić ten wypadek przy pracy? Pierwsze i najważniejsze – Ameryka potrzebuje ogromnych pieniędzy, które mogłyby utrzymać wysoki poziom życia, gdyż już ponad 40 lat żyje na kredyt. W ubiegłym roku deficyt handlowy wyniósł 500 miliardów dolarów. Gdyby ktoś nie zdawał sobie sprawy, jakiego rzędu to kwota, to przypomnę - równa się ona PKB Polski. Ta potężna kwota jest pomniejszona o zyski amerykańskich firm z całego świata, ale to nie wystarcza – rachunek finansowy amerykańskiej gospodarki jest ujemny i to – jak w każdej firmie czy budżecie rodzinnym – generuje zadłużenie. Amerykańskie zadłużenie jest jak rakieta kosmiczna – przebija kolejne warstw atmosfery.

Trump wie, co to dług, lubi dług, lubi z nim „igrać”. Ale wie, że długi trzeba spłacać i dlatego jego podróże mają przede wszystkim charakter handlowy. Mają dostarczyć nowe kontrakty, zachęcić do zainwestowania w Ameryce nowych kapitałów, które budują amerykańskie miejsca pracy. A w razie czego zniechęcić do kupowania innych produktów, nawet dużo lepszych niż amerykańskie (jak niemieckie samochody) czy dużo tańszych (jak chińska stal).

Druga sprawa. Donald Trump na konferencji Trójmorza przedstawił amerykańską strategię gazową i praktycznie cały czas poświęcił temu tematowi. Koncepcja nie jest nowa, Amerykanie pracują nad jej realizacją od wielu lat. Trump jedynie chciał zwieńczyć dzieło.

Wszystko polega na dwóch sprawach: wybudowaniu infrastruktury koniecznej dla przyjęcia gazu z morza. Wcześniej miał to być gaz inny niż rosyjski, a teraz – po łupkowej rewolucji – ma to być gaz amerykański. I rzeczywiście – i Polska i cała Europa wybudowała odpowiednią infrastrukturę. Wydano miliardy euro i powstały instalacje gotowe przyjąć 200 miliardów m3 gazu rocznie. To znacznie więcej niż Rosja eksportuje do Europy. Problem w tym, że biznesowo te instalacje to katastrofa. Poziom ich wykorzystania nie przekracza 20 procent, a i to głównie na Półwyspie Iberyjskim i wybrzeżu Atlantyku.

Terminale importu LNG w EU i ich wykorzystanie, źródło: Luca Franza, Outlook for LG imports into the EU to 2025" Clingendael 2016

Drugim elementem koniecznym dla sprzedaży amerykańskiego gazu jest połączenie rynków Europy Środkowej, gdyż są zbyt małe, by były płynne (uważa się że 40 miliardów m3 rocznie to dolna granica płynnego rynku). Konieczna jest więc infrastruktura – tym razem interkonektory, likwidujące granice krajowych rynków. I tutaj także radzimy sobie z tym zadaniem, pod hasłem „Korytarz Północ – Południe” powstaje wszystko, co jest potrzebne.

Donald Trump wyłożył swoje racje, jednak nie dopiął sprawy do końca. Dlaczego? Jak zawsze – cena jest najważniejsza. I mieliśmy tego dowód, gdy w czasie konferencji prasowej prezydent Trump powiedział: „Kontrakt możemy zawrzeć w 15 minut. Czy jest tu ktoś, kto może go podpisać?” A potem dorzucił: „Może tylko podniesiemy wam trochę cenę, ale będzie okej” i wskazując na prezydenta Dudę powiedział „twardy negocjator”.

Toczą się więc negocjacje, w których nasz rząd i PGNiG starają się ugrać coś, by nie kupować tak drogiego gazu. Że tani amerykański gaz jest w Europie piekielnie drogi, to wiemy doskonale. W tej cenie, to byłoby podobne nieszczęście jak kontrakt katarski czy Możejki, które też kupowano w euforii, z poparciem prezydenta, premiera, a później kolejny prezes musiał ogłosić, że „są nic nie warte” i 11 miliardów złotych inwestycji poszło w błoto. Oby nas to nie spotkało, więc należy życzyć naszym powodzenia w trudnych negocjacjach, bo inaczej rachunek przyjdzie bardzo słony.

Andrzej Szczęśniak
za: szczesniak.pl
fot. kprp

Dzial: