Życie literackie w Kielcach

ratusz.jpg
Książka, o której tu piszę, jest mi szczególnie bliska. Autor zawarł w niej obrazy życia literackiego w Kielcach w czasach PRLu. Zdzisław Antolski świetnie oddaje klimat ówczesnej bohemy, do której miałem zaszczyt należeć. To moje i Zdzisława życie literackie zaczęło się właśnie w Kielcach, a jego zaczynem był nasz udział w almanachu „Bazar poetycki”.

Antolski, niczym cierpliwy kronikarz, zadał sobie wiele trudu, aby na kartach swojej książki przedstawić wiele zdarzeń i wydarzeń literacko-artystycznych, które miały miejsce w latach siedemdziesiątych i osiemdziesiątych ubiegłego wieku. Otóż dzięki Ryszardowi Miernikowi – ówczesnemu Kierownikowi Wydziału Kultury w Kielcach i zarazem pisarzowi zawdzięczaliśmy swój udział w tym almanachu.

To wydarzenie literackie było komentowane i dyskutowane w kieleckiej prasie, a także w kawiarni artystycznej „Dziennikarz”, w której przy kieliszku winiaku albo piwie rozprawialiśmy o życiu i sensie literatury. Tutaj, po publicznym odczytaniu naszych wierszy. doszło do zaciśnięcia się kontaktów a nawet przyjaźni. Poznałem wtedy Henryka Jachimowskiego, Grzegorza Larysza czy Adama Ochwanowskiego, zdolnego poetę, prawą rękę Ryśka Miernika w organizowaniu spotkań literacko-artystycznych.

Redaktor Stanisław Stanik, który przybył do Kielc po skończeniu KUL-u, na łamach kieleckiej popołudniówki „Echo Dnia”, obszernie recenzował nasze utwory zamieszczone w „Bazarze”. Stanik zamieścił też swój wiersz w almanachu pod pseudonimem Antoni Krakowiak.

Zdzisław Anotolski zamieszcza w tej książce barwne opisy naszych eskapad połączone z dyskusjami literackimi. Wyłania się z tej książki inny obraz czasów PRL niż ten sugerowany obecnie przez media. Państwo łożyło bowiem wówczas środki finansowe na kulturę, w tym na stypendia dla młodych twórców.
Koniec lat siedemdziesiątych ubiegłego wieku w Kielcach, o czym pisze Antolski, to czas intensywnie twórczy. Nas, młodych poetów, wspierali koledzy z Klubu Literackiego, któremu przewodniczył poeta Bogdan Pasternak. Zagarnęła nas literacko też Rena Marciniak, która pracując w kieleckim radiu, prezentowała na antenie nasze wiersze. Staszek Nyczaj, ówczesny mąż Reny, wspomagał nas dobrym słowem delikatnie wytykając nam słabe strony naszych utworów. W Kielcach ukazywał się miesięcznik „Przemiany”, w którym drukowaliśmy swoje wiersze i prozę.

Do naszego miasteczka na zaproszenie Klubu Literackiego i Korespondencyjnego Klubu Młodych Pisarzy zaczęli przyjeżdżać wybitni krytycy, poeci i pisarze. Na przykład Piotr Kuncewicz nie tylko upodobał sobie nasze wiersze, ale również nasze muzy, które towarzyszyły nam w czasie spotkań literackich.

W książce „Moje Kielce literackie” Zdzisław Antolski nie tylko skupił się na naszej grupie „bazarowców”. Na przykład obszernie pisze o spotkaniu z Gustawem Herling Grudzińskim, co było wielkim wydarzeniem. czy z Joanną Siedlecką, do której ma uzasadniony żal. Otóż Ryszard Miernik wraz z kolegami przygotował wyprawę szlakiem Gombrowicza. W obszernej książce o tym pisarzu „Jaśniepanicz” Siedlecka ani słowem nie wspomina o tej wyprawie,

Dzięki zamieszczonym fotografiom w omawianej książce, znów spotkałem Edka Łakomca, Ryśka Miernika, Henryka Joachimowskiego, Józka Grochowinę, Zbyszka Leoniaka, Zbyszka Nosala, a więc twórców, z którymi spędzało się wiele chwil, prowadziło się istotne rozmowy, a których, niestety, nie ma już wśród żywych.

Zdzisław Antolski swoją książką ocalił piękne i twórcze momenty życia literacko-artystycznego w mieście, o którym kiedyś Żeromski i Witkacy wyrażali się w bardzo niepochlebnie.

Jan Stępień
Myśl Literacka, wrzesień 2017