Nie burzmy pomników, nie fałszujmy historii!

kornel.jpg
Z wielka radością przyjąłem tekst Kornela Morawieckiego (na zdjęciu), otwierający 147 nr „Gazety Obywatelskiej” – sprzeciwiający się burzeniu poradzieckich pomników – pamiątek po II wojnie Nareszcie głos rozsądku odcinający się od – jakże łatwego dzisiaj i płytkiego, bo pozbawionego historycznej refleksji – tzw. antykomunizmu.

Kornel Morawiecki zwraca uwagę na rzecz fundamentalną – realną ocenę naszych możliwości w II wojnie i różnicę między perspektywą zwycięstwa hitlerowskich Niemiec i sowieckiej Rosji. Wnioski jakie wyciąga są oczywiste: gdyby zwyciężył Hitler i Niemcy po nas Polakach nie byłoby dzisiaj śladu. Ofertą III Rzeszy dla Polaków była biologiczna likwidacja.

Zwycięstwo Armii Czerwonej nad Wehrmachtem dawało nam szansę przetrwania. Jakbyśmy nie potępiali komunizmu jako ideologii, ile zbrodni byśmy nie wymienili nie możemy odmówić stwierdzenia oczywistego faktu – komunizm nie był szczególnie skierowany przeciwko jakiemuś narodowi.
W tym przypadku komunizm nie był skierowany przeciwko Polakom.

Komunizm niszczył wszystkie narody, a naród rosyjski – który najwcześniej zasmakował tego dobrodziejstwa poniósł straty największe. W Katyniu – pogrzebanych jest 4,5 tys. polskich oficerów, ale ponad 10 tys. Rosjan i innych obywateli ZSRR zamordowanych przez NKWD. Nasze cierpienie i martyrologia pod rządami komunizmu nie były czymś unikalnym. Dzieliliśmy los innych narodów zniewolonych przez tę szatańską ideologię.

I o tym właśnie my Polacy chętnie zapominamy ustawiając historię Polski i relacje polsko rosyjskie po 1944 w znanym schemacie zaborów i caratu, a nas samych w roli „Chrystusa Narodów”. Wygodne to dla nas i zrozumiałe. Łechce naszą dumę i leczy kompleksy choć jednocześnie całkowicie nieprawdziwe. ZSRR nie był Rosją, chociaż w takim sztafażu przedstawiał się wszystkim podbitym narodom. Zwracał na ten fakt uwagę znakomity i oczywiście odrzucony przez polską opinię publiczną – Józef Mackiewicz. Kto dzisiaj w Polsce pamięta jego przesłanie: „ZSRR to nie Rosja, Rosja to nie ZSRR”.

W ocenie przeszłości zderzają się w Polsce współczesnej dwa spojrzenia. Jedno wyraził Kornel Morawiecki we wspomnianym artykule. Drugie – przeciwne przedstawił Romuald Lazarowicz krytykując Morawieckiego i wzywając: „Usnąć sowieckie bałwany”. W polemice tej staję całkowicie po stronie Kornela Morawieckiego. Zgadzam się po pierwsze całkowicie z tezą że – pomimo oczywistych negatywnych cech, mordów sowieckich, totalitaryzmu i politycznego zniewolenia Polski – zwycięstwo Armii Czerwonej dawało nam szansę na przetrwanie. Druga możliwość – wygrana Hitlera oznaczała dla nas śmierć. Innej opcji nie było. Amerykanie nie chcieli wylądować nad Wisłą.

Ile by krzywd nie wyliczyć można – zwłaszcza z dzisiejszej perspektywy – stwierdzić, że pokonanie Hitlera przez Armię Czerwoną było dla nas korzystne. Odzyskaliśmy wolność – w roku 2017 widzimy to przecież dokładnie. Romuald Lazarowicz przypomina różnice w podejściu Armii Czerwonej do Powstania Warszawskiego i Amerykanów do Powstania Paryskiego. Tylko, że Polacy nie mieli szans w 1944, żeby tu wylądowali Amerykanie. Pretensje Romka do Kornela, który jakoby miał o tych faktach zapomnieć są w dużej mierze objawem polskiego „myślenia życzeniowego”. Tak jakby okoliczności realne nie miały znaczenia i jakby wszyscy musieli kierować się naszym dobrem i interesami.

Tak Drogi Romku nie jest. Stalin – z jego punktu widzenia – nie miał żadnego interesu, żeby pomagać Borowi Komorowskiemu i Powstaniu. Ja rozumiem, że postąpił bardzo brzydko, ale my Polacy – w tych nielicznych momentach, w których prowadziliśmy własną politykę robiliśmy tak samo. Piłsudski zostawił na pastwę losu Denikina, a potem Wrangla. Wielu historyków uważa, że w ten sposób Piłsudski uratował bolszewików i tym samym przyczynił się do śmierci milionów Rosjan.

Perspektywa historyczna – jeśli ją rozpatrywać bez tego naszego, dziecinnego w gruncie rzeczy, polonocentryzmu – jednoznacznie przyznaje w tym sporze rację Kornelowi Moraweckiemu.

Bez ofiary wielu milionów Rosjan, którzy oddali życie walcząc z Hitlerem, w tym 600 tys. czerwonoarmistów, którzy polegli na naszych ziemiach, nie byłoby dziś wolnej Polski.

Oczywiste przy tym jest, że przecież oni o żadną Polskę nie walczyli, ale ich zwycięstwo było dla nas – z dzisiejszej perspektywy – korzystne.

Sprawa druga to dzień dzisiejszy. Dziś nie ma już ZSRR jest Rosja, która mozolnie odbudowuje swoje państwo zmagając się ze „złogami” komunizmu jeszcze większymi niż te, z którymi ciągle mamy do czynienia my.

I dla Rosjan te pomniki dzisiaj nie są żadnymi tam „sowieckimi bałwanami” tylko są pamiątką po ich bliskich, którzy oddali życie na polskiej ziemi walcząc ze wspólnym wrogiem.

Drogi Romku! Czy żołnierzom, którzy walczyli z naszym wspólnym, śmiertelnym wrogiem nie należy się pamięć? Czy mamy narzucić nasz jedynie słuszny, bo polski punkt widzenia? Jestem temu przeciwny i dorzucam do argumentów, które podniósł Kornel Morawiecki jeszcze i te współczesne. Dzisiaj bowiem to już nie są pomniki sowieckie, czy komunistyczne. To są pomniki poświęcone chłopakom i dziewczynom różnym Iwanom, Borysom, Wierom – którzy polegli na naszej ziemi. Tam w Rosji każda rodzina kogoś straciła. Pamięć o straszliwej wojnie jest dla nich – Rosjan czymś świętym. Czy wolno nam podeptać ich świętości w imię – co tu dużo mówić – bardzo wątpliwego z dzisiejszego punktu widzenia tzw. „antykomunizmu”?

Ja jestem przeciwny. Tym bardziej, że Rosja – wbrew jakimś paranoicznym zupełnie reakcjom wielu naszych polityków, ani nie wysuwa wobec Polski żadnych roszczeń, ani nie widać z jakich powodów miałaby być dla nas zagrożeniem. Upadek komunizmu i rozpad ZSRR stworzył dla obu naszych narodów ogromną szanse ułożenia dobrych relacji, rozwoju współpracy na każdym polu. Silny naród nie kieruje się jakimiś wątpliwymi sentymentami potrafi okazać wielkoduszność, szanować cudzą wrażliwość, tak jak szanuje siebie. Mam często wrażenie, że my Polacy mamy z jednym i drugim problemy.
Nie burzmy zatem pomników bo to dzisiaj objaw historycznej amnezji i politycznego braku rozsądku. Amen!

Janusz Sanocki
Autor jest posłem na Sejm RP