Demokracja – ale jaka?

Greek-Democracy-History.jpg
Zwolennicy demokracji bywają na tyle zaciekli w swoich poglądach, że zaliczają do grona ceniących ten ustrój nawet Sokratesa, Platona i Kanta czyli jednoznacznych przeciwników tego ustroju. Szukają autorytetów na poparcie własnego stanowiska. Nie wystarcza im Arystoteles.

Był on zwolennikiem demokracji, ale tylko i wyłącznie takiej w której rządzący kierują się dobrem wspólnym społeczeństwa. Natomiast krytykował demokrację zwyrodniałą, czyli taką w której rządzący sprawują władzę kierując się swoimi interesami.

Sokrates był pierwszym filozofem, który zwrócił uwagę na fundamentalną wadę demokracji jaką są rządy oparte o wybory. Wiemy z zapisów w dziełach Platona, że Sokrates wyjaśniał, że o wyniku wyborów decyduje to, co dziś nazywamy kiełbasą wyborczą. Mianowicie, łatwo jest przekupić wyborcę – jak mówił Sokrates – butelką wina, a wtedy oddaje głos na wskazaną - przez ofiarodawcę – osobę. Platon z kolei dostrzegając różnice w możliwościach intelektualnych ludzi był zdania, że rządzić mają najmądrzejsi, a więc filozofowie. Demokryt wprost stwierdzał, że jest nieprzyzwoite, by mądrzejsi podlegali głupszym. Akceptował demokrację pod warunkiem przestrzegania tak pojętej przyzwoitości.

Przeprowadzona przez Kanta krytyka demokracji miała źródło w tym, że rządzi w takim ustroju większość i mniejszości są przez nią zdominowane. Ten pogląd przypisujący najwybitniejszym filozofom aprobatę dla ustroju demokratycznego wysłuchałam nawet w czasie rozmowy z jednym z ekspertów Ministerstwa Spraw Zagranicznych. Większość naszego społeczeństwa jest otumaniona poglądem o doskonałości demokracji lub przekonana, że nie ma lepszych rozwiązań ustrojowych. Ale na ogół owi zwolennicy nie precyzują czym charakteryzuje się ten ustrój.

Teorie demokracji bywają różnorodne. Łączy je ze sobą jedynie pogląd, że ustrój ten urzeczywistnia ideę równości. Nikt jakoś nie zauważa, że równość stała się sloganem w związku z wprowadzonym liberalizmem ekonomicznym, który z natury swej rodzi głęboką nierówność materialną. Ta zaś skutkuje jedynie formalno-prawną równością. I tak na przykład bogaty przestępca - za pieniądze uzyskane z malwersacji – może wyjść z więzienia, by odpowiadać z „wolnej stopy”, natomiast ubogi przestępca tkwi w areszcie. Równość, mająca być filarem demokracji, warunkiem koniecznym tego ustroju, bywa więc zachwiana.

Demokracja powinna być zespolona jedynie z jakąś formą socjalizmu, ponieważ prowadzi on do wyrównania materialnego społeczeństwa. Demokracja i neoliberalizm gospodarczy nie przystają do siebie. Problem zawiera się w uprzedzeniach wytworzonych przez polityków, publicystów, przez media. Otóż negowanie jakichkolwiek dodatnich cech ustroju PRL doprowadziło do tego, że nawet ugrupowania określające siebie jako lewicowe krytykują socjalizm. Wyraża się w tym wąskość horyzontów myślowych, niewiedza, podleganie poprawności politycznej naszych czasów i chęć – u niektórych – by zatrzeć ślady odniesionych korzyści w PRL. Zresztą korzyści odnieśli wszyscy zważając na przykład na bezpłatne leczenie, bezpłatną edukację, brak bezrobocia i uprzemysłowienie Polski.

Trzeba wciąż na nowo przypominać, że zwolennikami socjalizmu i twórcami jego różnorodnych teorii byli na przykład Adam Mickiewicz, Edward Abramowski, Stefan Żeromski, Maria Dąbrowska, Leon Petrażycki, Józef Piłsudski, Bolesław Piasecki. Nie rozumiem wstydu związanego z otwartym wyrażaniem aprobaty dla socjalizmu przez osoby liczące się z poprawnością polityczną, gdy się zważy, że Solidarność obiecywała poprawiony socjalizm. Adam Michnik i Jacek Kuroń wówczas wyrażali wartości lewicowe, podobnie jak Tadeusz Mazowiecki zanim objął funkcję premiera. Obecnie nie pisze się o tym, że po nagłym zerwaniu bliskiej współpracy z Bolesławem Piaseckim – Tadeusz Mazowiecki utworzył po październiku 1956 roku ugrupowanie Więź i w piśmie o tej nazwie propagował poglądy francuskiego filozofa chrześcijańskiego Mouniera. Otóż Mounier wyraża w swoich dziełach pogląd, iż źródłem wszelkiego zła jest własność prywatna. Domagał się w imię sprawiedliwości i moralności przeprowadzania rewolucji znoszącej własność prywatną. Tadeusz Mazowiecki starannie przemilczał swoje dawne poglądy wprowadzając neokapitalizm, co pozostawało w sprzeczności ze stanowiskiem poprzednim. Starannie przemilczał także swoją dawną współpracę z PAX-em.

Paradoks zawiera się w działaniach obecnej opozycji. Dysponując prasą, radiem i telewizją – porywa ona część nie myślącego krytycznie społeczeństwa do buntu wobec legalnie wybranej władzy. Absurd uzasadnienia owego buntu zawiera się w tym, że Polacy nie byli dotąd żywo zainteresowani rozwiązaniami ustrojowymi, w tym Trybunałem Konstytucyjnym, czy Sądem Najwyższym. Uzasadnione narzekania na opieszałe działania wymiaru sprawiedliwości i na niesprawiedliwe wyroki nie prowadziły do interesowania się na przykład tym, kto mianuje sędziów.

Trudno więc nie zauważyć, że manifestacje mające na celu wstrzymanie zmian w sądownictwie są inspirowane. Ci, którzy głównie oglądają TVN 24 oraz czytają „Gazetę Wyborczą” lamentują z powodu rzekomego kresu demokracji. Żądając wolności nie uświadamiają sobie tego, że ich wolność nie jest naruszana skoro manifestują bez przeszkód.

A zresztą w czym ma przejawiać się wolność? I o co chodzi naprawdę tzw. opozycji totalnej skoro nie ma wolności obecnie mniej niż za rządów Tuska. Wolność w państwie znajduje wyraz w zróżnicowaniu światopoglądowym społeczeństwa. Jest to zresztą jeden z kilku warunków, które muszą być spełnione, by państwo można uznać za demokratyczne. Instytucje demokratyczne o które dopominają się protestujący na ulicach nie gwarantują jeszcze rzeczywistej demokracji. Jedynie formalno-prawną demokrację gwarantuje podział władz, parlament, wybory, Trybunał Konstytucyjny, Trybunał Stanu, Rzecznik Praw Obywatelskich.

Ustrój demokratyczny wymaga tego, by społeczeństwo było nie tylko wieloświatopoglądowe, ale także wielopartyjne. Państwo ma być neutralne światopoglądowo, co jest wyrażone w naszej Konstytucji mianem bezstronności państwa w sprawach światopoglądowych.

Ponadto demokracja wymaga tego, by rządząca większość troszczyła się o rozmaite mniejszości uwzględniając ich oczekiwania. Obecnie jest to problem w związku z obowiązującą prawnie zgodą na lobbing. Jest on kosztowny i korzystają z niego jedynie mniejszości zamożne. Biedne grupy mniejszościowe nie mają środków finansowych, które pozwoliłyby na zatrudnienie lobbystów.
Nierozumianym, najczęściej błędnie interpretowanym warunkiem demokracji jest rozdzielenie prawa i moralności. Wolność światopoglądowa w ustroju demokratycznym pozwala na funkcjonowanie różnorodnych poglądów moralnych, natomiast prawo stanowione obowiązuje wszystkich obywateli łącząc nas ze sobą. Nawet w obrębie chrześcijan poglądy moralne są zróżnicowane, by podać jako przykład zakaz udziału w wojnach obowiązujący Świadków Jehowy, czy Adwentystów Dnia Siódmego a zgodę na prowadzenie tzw. wojen słusznych czyli sprawiedliwych przez duże liczebnie wyznania chrześcijańskie.

Kończąc pragnę zaznaczyć, że nawet dokuczliwa bieda części społeczeństwa i wyrzucanie z mieszkań w związku z reprywatyzacją nie doprowadziło do buntu społeczeństwa, do wyjścia na ulice. Nie doprowadziły do tego też afery bankowe. Jest więc niewątpliwe – także w tej perspektywie – iż protesty uliczne, których niedawno byliśmy świadkami są inspirowane. Trybunał czy sądownictwo jest czymś abstrakcyjnym w porównaniu z biedą i bezdomnością.

prof. Maria Szyszkowska
Myśl Polska, nr 35-36 (27.08-3.09.2017)