Pospolite ruszenie bez planu i wodza

merkel_1.jpg
Jestem endekiem i jestem w coraz dziwniejszej sytuacji. Endecja historycznie jest uznawana za antyniemiecką. Wtedy, na przełomie XIX i XX wieku były po temu uzasadnione powody. Jednak antyniemiecka polityka endecji to była dobrze przemyślana i sensownie realizowana polityka, której elementem była gospodarcza sprawność w Wielkopolsce i na Pomorzu, parlamentarne boje Wojciecha Korfantego Reichstagu, czy odsłonięcie pomnika grunwaldzkiego w Krakowie i w jakiejś części „Krzyżacy” Sienkiewicza.

Dzisiaj wydaje się, że polityka PiS-u, atakująca Niemcy, to jakieś pospolite ruszenie bez planu i bez wodza. Kolejna żałosna rocznica wybuchu powstania warszawskiego stała się okazją do eksplozji antyniemieckich gestów i wystąpień. Przy czym historia jest orężem we współczesnej polityce. Niestety ten oręż używany jest wręcz prostacko i przez to będzie nieskuteczny. Cierpi na tym moja endeckość, ponieważ z jednej strony mocno sfrustrowany lewicowy polityk i takiż filozof Jan Hartman, nazywa PiS partią neoendecką i przeprasza za to Niemców, a z drugiej strony coraz ważniejsi politycy PiS-u, coraz głośniej mówią o domaganiu się od Niemiec odszkodowań za zniszczenia z II wojny światowej.

Przy okazji rocznicy wybuchu powstania okazuje się, że wielu zwłaszcza młodych ludzi, odwołujących się do tradycji Narodowej Demokracji i Romana Dmowskiego, jako symbolu, jest od tej myśli politycznej jak najbardziej odległa. Nie da się prowadzić racjonalnej polityki z jednej strony atakując Niemców i Niemcy i waląc w nich jak pijany góral kłonicą, a z drugiej strony pokazując inwestycje niemieckich koncernów samochodowych jako największe osiągnięcia gospodarcze rządu. To można nazwać wszystkim, ale nie polityką nawet neoendecką.

Dobrze by również było, żeby ci wszyscy ludzie powołujący się na tradycję Narodowej Demokracji i myśl Dmowskiego, zanim ubiorą jednolite mundurki z opaskami na rękach i zanim ustawią się w równe, karne szeregi, gotowe rozdeptać każdego, kto stanie na drodze, trochę więcej poczytali i o ile to możliwe, starali się więcej zrozumieć. Naśladowanie czegoś sprzed lat osiemdziesięciu nie rozwija życia politycznego, ale go degeneruje i na pewno nie jest endeckie. Piszę to, bo uważam za swój obowiązek, ale raczej bez nadziei na zrozumienie.

Andrzej Szlęzak