To nie jest tradycja Ruchu Młodej Polski

turek_0.jpg
Ze smutkiem i – pomimo wszystko – zaskoczeniem zapoznałem się z „Oświadczeniem środowiska Ruchu Młodej Polski”, datowanym 24 lipca, ale rozsyłanym 28 lipca, już po zawetowaniu dwóch projektów ustaw przez prezydenta Andrzeja Dudę [opublikowanym przez portal gazeta.pl].

Nie chodzi o samą zawartość i wyrażone poglądy, z którymi zdecydowanie się nie zgadzam i które – śmiem twierdzić – są obce językowi, jakim posługiwali się działacze RMP w latach 70. i 80. ub. wieku. Zdążyłem się już przyzwyczaić i nawet pogodzić z tym, że koledzy, z którymi razem – tak mi się wówczas wydawało – walczyliśmy o niepodległą Polskę i o wartości chrześcijańskie, obecnie konsekwentnie podążają drogą, której ja nie rozumiem (w znaczeniu: jak można opowiadać takie rzeczy, po tym wszystkim, co się przeżyło wspólnie!).

Nie chodzi o to, że z upływem lat, liczba młodopolaków wzrasta, pomimo, że odchodzą od nas przedwcześnie, jak śp. Darek czy śp. Aram. Ten proces, eliminowania jednych i zastępowania ich nowymi osobami, obserwuję od lat i nie spodziewałem się innego obrotu rzeczy od czasu, gdy – w 1989 roku – powiedziałem Olkowi Hallowi, że warto byłoby spisać na świeżo nazwiska i rolę odegraną przez działaczy opozycyjnych, a Olek zachowując kamienną twarz zachował się tak, jakby niczego nie usłyszał.

Zaskoczenie i smutek biorą się z faktu, że na liście sygnowanej przez moich dawnych Kolegów z Gdańska, znalazło się nazwisko Wiesława Walendziaka. Dotychczas znajdował się jakby po tej samej, co ja stronie, czyli tam gdzie pozostawali m. in. Jacek Bartyzel, Marek Jurek czy Marian Piłka. Przez wiele lat wydawało mi się, że łączą nas nie tylko wspólnie przeżyte lata w opozycji antykomunistycznej, ale również fascynacja dorobkiem intelektualnym i postawą takich mężów stanu, jak śp. Wojciech Wasiutyński czy śp. Wiesław Chrzanowski.

Wiesiek Walendziak kilkukrotnie zbliżał się politycznie do Jarosława Kaczyńskiego, czego ja nie czyniłem, mając zbyt dużo zastrzeżeń do poglądów i polityki prezentowanej przez przywódcę Prawa i Sprawiedliwości. I oto w newralgicznym momencie historii Polski, w chwili gdy Polska nigdy dotychczas nie znajdowała się tak blisko celu, jakim jest Niepodległość państwa i wewnętrzna suwerenność (czyli wierność własnej tożsamości społecznej, ukształtowanej przez nasze pokolenie i dziesiątki przeszłych pokoleń naszych przodków), w takim momencie, Wiesiek zdecydował się stanąć po stronie wrogów Polski i burzycieli tradycyjnego porządku społecznego, dążących do upokorzenia Polski wybijającej się na prawdziwą Niepodległość.

Nie mam pretensji do zwykłych ludzi, oburzonych czy tylko zaniepokojonych sposobem procedowania i niektórymi zapisami projektów ustaw wnoszonych do Sejmu przez Prawo i Sprawiedliwość. Zwykli ludzie mogą sobie nie uświadamiać, kto i w jakim celu wykorzystuje ich emocje i dobre intencje. Co innego jednak osoby, które doskonale znają i rozumieją mechanizmy polityczne.

Nie chodzi o popieranie lub nie popieranie projektów ustaw. Ja popieram stanowisko, jakie zajął prezydent Duda. Jednak czym innym jest krytycyzm wobec takich czy innych poczynań obozu rządzącego, a czym innym potępianie go en bloc i wzywanie do „Majdanu” w Polsce. Najważniejsi sygnatariusze „Oświadczenia” nie mogą sobie z tego nie zdawać sprawy.

Na scenie politycznej mamy do czynienia z dramatycznymi wydarzeniami: napływem nachodźców, sterowanym przez wielkich graczy międzynarodowych, kryzysem gospodarczym, kryzysem Unii Europejskiej i kryzysem cywilizacji zachodniej. Państwa Europy środkowo-wschodniej podjęły grę o zachowanie własnej tożsamości i niepodległości. Wielką grę. Są potężne siły, które chcą uniemożliwić Polsce „wybicie się na niepodległość”. Sygnatariusze „Oświadczenia” stanęli po ich stronie.

Nie wiem, jakie plany Pan Bóg ma odnośnie mojej skromnej osoby. Jednak nie chciałbym czytać w przyszłości kolejnych tego rodzaju oświadczeń działaczy dawnego Ruchu Młodej Polski, pod którymi – w ślad za Wieśkiem Walendziakiem – pojawią się również nazwiska pozostałych, coraz mniej licznych kolegów, dotychczas stojących po tej samej, co ja „stronie mocy”.

dr Wojciech Turek
Autor jest historykiem, byłym działaczem RMP i ZChN. W roku 2016 otrzymał nagrodę Fundacji Narodowej im. Romana Dmowskiego za najlepsza książkę o historii Narodowej Demokracji w 2015 roku.
Na zdjęciu: Wojciech Turek

Dzial: