Poeta kilku epok

laczkowski.jpg
Zdzisław T. Łączkowski jest poetą, autorem sztuk teatralnych oraz dzienników, publicystą, krytykiem literackim, eseistą, absolwentem KUL-u. Czekam na ukazanie się kolejnego tomu jego zapisków o życiu i spotkaniach z ludźmi. Jest, jak zatytułowałam, poetą kilku epok, bowiem pozostaje wierny własnym odczuciom i przemyśleniom, mimo zmieniających się okoliczności politycznych, w których przyszło mu żyć.

Przeżywając mocno relacje z ludźmi i wydarzenia nigdy nie poddał się uniesieniom, których potem chciałby się wypierać. Pisząc o kilku epokach w Jego życiu mam na myśli również okres międzywojenny, w którym wprawdzie nie żył, ale wartości kulturowe tej epoki są mu niewątpliwie bardzo bliskie.

Dostrzegam pewne analogie między sposobem życia Zdzisława Łączkowskiego i charakterystyczną postacią lat międzywojennych, a mianowicie filozofem Franciszkiem Fiszerem. Jak wiadomo, Fiszer najchętniej przebywał w kawiarniach literackich Warszawy. W gronie pisarzy i artystów inspirował otoczenie swoimi poglądami i toczonymi dyskusjami. Wywodów Fiszera słuchał na przykład Reymont, Leśmian, Dunikowski. Właśnie natchnieniem dla Zdzisława Łączkowskiego jest kontakt z drugim człowiekiem. Ceni on wartość przyjaźni i podobnie jak Fiszer głosi, że twórczość jest kategorią podstawową. Istnieć dla Zdzisława Łączkowskiego, to znaczy być twórczym i konsekwentnie wyrażać własne poglądy w czynach. Istnieć, to znaczy zarazem nawiązywać więzi przyjaźni i umieć być wiernym w tej relacji.

Zdzisław Łączkowski, podobnie jak Franciszek Fiszer, ceni wartość słowa i to nie tylko pisanego. Ta wierność słowu przejawia się w jego twórczości, bowiem tchnie ona autentyzmem. Przypomnę, że zgodność myśli, słów i działań była czymś oczywistym w życiu mędrców czasów starożytnych, ale staje się rzadkim zjawiskiem w naszych czasach.

Zdzisław Łączkowski do niedawna, dopóki starczało mu sił fizycznych, spędzał wiele godzin w Staromiejskim Domu Kultury w Warszawie oraz w kawiarni literackiej w Domu Literatury na Krakowskim Przedmieściu. Widziałam go zawsze otoczonego grupą młodych początkujących poetów, jak również artystów, w tym muzyków. Brakuje mi obecnie tego, że popołudniowe środy nie gromadzą grona uczniów Mistrza Zdzisława. Konieczności powodują, że nie zjawia się w kawiarni. Myśląc o tym współodczuwam jego smutek z powodu rozpadu wspólnoty.

Zdzisław Łączkowski zaabsorbowany własną twórczością zawsze ma czas, by pomagać w debiutach poetyckich początkującym adeptom. Działając w duszpasterstwie środowisk twórczych w Warszawie, doprowadził do opublikowania pierwszych tomików wierszy wielu księży i zakonników.

Wewnętrzna uczciwość Poety sprawia, że otwarcie ceni znaczenie PAX-u. Nie wypiera się związków z tym środowiskiem, które współtworzył. W przeciwieństwie do wielu wybitnych twórców odżegnujących się od PAX-u, mimo że Stowarzyszenie umożliwiło im literacki debiut w czasach PRL – Zdzisław Łączkowski jest wierny sobie.

Wzorem do naśladowania był stosunek Poety do matki. Książka pt. „Wiktoria” jest poświęcona matce Poety oraz matkom. Matka jest świętością w przekonaniu Zdzisława Łączkowskiego. Przyznaje w tej książce, że tę świętość w pełni zrozumiał wtedy, gdy odeszła. Ubolewa nad tym, że mama, jak wiele innych, umierała samotnie w szpitalu, a nie jak dawniej, w domu wśród bliskich. Ceni wiele obyczajów ugruntowanych w tradycji.

Trzeci tom dzienników „Czekanie na kometę” obejmuje lata 1972-1974. Utrwalony w tym dzienniku jest także dom w Ząbkowicach Będzińskich, w którym z rodzicami mieszkał Poeta. Utrwalona też jest praca w redakcji „Wrocławskiego Tygodnika Katolików” oraz otrzymanie przez Poetę Nagrody Młodych im. Włodzimierza Pietrzaka w roku 1958. Poeta otrzymywał wiele nagród, a w tym nagrodę im. Giorgio La Piry we Włoszech. Bardzo wiele wierszy poświęcił Łączkowski Janowi Pawłowi II. I w wielu też wierszach wyraża uczucia religijne. W tym odniesieniu do Boga nie znajdujemy – inaczej w niż „Hymnach” Jana Kasprowicza – buntu wobec wszechmocy Istoty Najwyższej a zgodą na cierpienia, biedą, głód, choroby, wojny nękające ludzkość

Jako dziennikarz „Słowa Powszechnego”, pisma codziennego PAX, przeprowadzał i publikował wywiady z najwybitniejszymi twórcami kultury, by wymienić prof. Irenę Sławińską, której był uczniem, Ewę Szelburg Zarembinę, czy prof. Stanisława Helsztyńskiego, Ninę Andrycz, Beatę Tyszkiewicz. Romana Brandsteattera.

Zdzisław Łączkowski przyjaźnił się z wieloma wybitnymi twórcami, by wymienić o. Eligiusza Dymowskiego, niezmiennie troszczącego się o poetę.

Twórca, o którym tu mowa, niejednokrotnie daje wyraz temu, że sztuka i poezja jest dla niego życiem. Wybrał głownie poezję jako formę wyrazu, ale jest twórcą wszechstronnym. Boli go nieuczciwość, zakłamanie, zawiść. Stanisław Stanik pisał w „Akancie”, że poeta, o którym mowa „…przekonuje do siebie mądrością, wyczuciem słowa, delikatnością, odwagą, która podobna odwadze Antygony, czyni go rzecznikiem słabych i cierpiących”. Trzeba tu dodać, że Z. Łączkowski bywa zaliczany do poetów religijnych zarówno ze względu na liczne odwołania do Boga w poezji i esejach, jak również ze względu na swój stosunek do Jana Pawła II.

W swej twórczości Zdzisław Łączkowski wyraża niezbędność perspektywy metafizycznej w istnieniu człowieka. Wtedy tylko istnienie przynosi poczucie sensu. Dodam, że wpływ na niego wywarły studia w Wyższej Szkole Aktorskiej. Jako dziennikarz relacjonował przebieg obrad Soboru Watykańskiego II.

Szczególne znaczenie ma dla mnie proza poetycka Łączkowskiego, której dał wyraz w „Pięknej Rahab” i w „Gadzie”. Jest to rzadko uprawiany gatunek literacki. Te utwory zajmują wyjątkowe miejsce w naszej powojennej literaturze pięknej.

Trzeba też podkreślić czynny udział poety w życiu literackim, a mianowicie był jurorem wielu konkursów literackich, członkiem kolegiów redakcyjnych kilku pism. Cenię nutę autobiograficzną w twórczości Zdzisława Łączkowskiego, która skłania do zastanowienia się nad własnym losem. Życie i twórczość tego poety splatają się ze sobą. Udziela się czytelnikom jego twórczości żarliwość przeżyć poety, jego fascynacja miłością oraz kult przyjaźni.

prof. Maria Szyszkowska
fot. Muzeum Literatury
Myśl Literacka, nr 108, czerwiec 2017