Towarzystwo pana Sakiewicza

GP.jpg
Coś z życia towarzyskiego nowych elit niepodległościowych. W bieżącym numerze Gazety Polskiej (nr 19) pan Piotr Lisiewicz chwali się: „Byłem świadkową na ślubie Katarzyny Gójskiej-Hejke oraz Michała Rachonia. Tytuł świadkowej przyznałem sobie sam, bo drugim świadkiem był sławny redaktor Tomasz Sakiewicz, a on nie ma nawet włosów. (…) Ponieważ ślub był w Gdańsku …”

No i od razu ja, jako początkujący gapolog (taki mój neologizm, oznaczający badacza Gazety Polskiej i otoczenia, w analogii do sowietologa) wyczułem, że coś tu się nie zgadza, bo GPC i portal Niezalezna, donosząc o tym samym ślubie, napisali: „Ślub odbył się przed południem w warszawskim kościele św. Jana Bożego przy ul. Bonifraterskiej. Mszę św. koncelebrowało dwóch kapłanów ks. Bruno Neumann, bonifrater i ks. Tomasz Duszkiewicz.”

To gdzie się w końcu ten ślub odbył? W Gdańsku, czy w Warszawie? A może wszyscy uczestnicy mieli zdolność bilokacji? I tych dwóch księży to ciekawa sprawa, bo panna młoda miała różne perypetie. Jak pisała „Polityka”: „Krzysztof i Katarzyna poznali się w 2001 r. w samolocie wiozącym ówczesnego premiera Jerzego Buzka do Brukseli. On był wtedy zatrudniony w Kancelarii Premiera, robił dokumentację fotograficzną. Ona leciała jako młoda reporterka „Gazety Polskiej”. Była mężatką i matką rocznego dziecka. Rok później została żoną Krzysztofa. Uważano ich za zgodne małżeństwo. Urodziła drugie dziecko. – Krzysztof i to swoje, i Kasi z poprzedniego związku traktował tak samo. Opiekuńczy, kochający – wspomina znajoma Hejków. – Z Kasią stanowili wzorcową parę, tak się przynajmniej z daleka wydawało. W 2007 r. Krzysztof dowiedział się, że żona romansuje z prezesem IPN. …”

Czyli z tego wynika, że pani Katarzyna, czyli panna młoda, była chyba dwa razy rozwiedziona. A tu dwóch księży na ślubie? Ciekawe jest też zdjęcie z tego ślubu. Panna młoda nie w białej sukni, tylko w jakimś szarym wdzianku, jak w pokutnym worze. Co to ma być? Nic nie rozumiem z tych obyczajów naszej nowej niepodległościowej elity. Słyszałem, że u prawosławnych to są dozwolone trzy śluby, ale drugi i trzeci tylko jako uroczystości pokutne. To wtedy by się chyba zgadzało. Tylko z czego ten Rachoń się cieszy?

Stanisław Lewicki
Fot. GP

Dzial: