Martwmy się o Polskę

le pen 1.jpg
Tak przypatruję się polskim reakcjom na wyniki wyborów prezydenckich we Francji i nasuwa się mi pytanie, czy od 1989 roku Polska chociaż przez kilka lat była niepodległym państwem?

Nie mam co do tego jasności. Nie mam jej tym bardziej, że jak się teraz przypatruję reakcjom na wspomniane wybory, to nabieram przekonania, że teraźniejsza Polska jest coraz bardziej formą polskiej państwowości, a nie niepodległym państwem polskim. Jedni martwią się przegraną pani Le Pen, jakby to była strata szansy na ... No właśnie – na co? Rozpad Unii Europejskiej, ratunek dla chrześcijaństwa? No bo chyba nie na odzyskanie przez Polskę niepodległości? Drudzy cieszą się ze zwycięstwa pana Macrona jakby to była szansa na interwencję z zewnątrz i obalenie rządów PiS-u. Nazwałbym to myśleniem zależnym.

Chodzi mi w tym mniej więcej o to, że na przykład Francuzi czy Niemcy nie roztrząsali wyjścia Wielkiej Brytanii z UE jako wydarzenia szczególnie istotnego ze względu na sytuację ich państw. I to jest przejaw myślenia niezależnego. To myślenie zależne może się okazać kosztowne politycznie dla PiS-u. Jeżeli potwierdzi się, że bliski współpracownik Antoniego Macierewicza, który miał dostęp do dokumentacji przetargowej na śmigłowce dla wojska, a nie powinien i sam przechwalał się, że „wykończył Caracale”, i jednocześnie dostał dużą pożyczkę od Boeinga, konkurenta producenta Caracali, to będzie bardzo mocny dowód, że nie ma niepodległej Polski tylko jest jakaś forma polskiej państwowości.

Wspólny dla PiS-u i PO i najbardziej jaskrawy sposób myślenia zależnego dotyczy Ukrainy. Unia Europejska chce pozwolić Ukrainie na eksport zboża bez cła. To wyrok na polskie rolnictwo. Dodajmy, że polscy producenci mogą sprzedać na Ukrainę po zapłaceniu cła. To tylko jeden z przykładów pokazujących, że rola Polski sprowadza się do podtrzymywania Ukrainy przede wszystkim swoim kosztem. Na coś takiego nie zgodziłoby się żadne niepodległe państwo, którego polityczne elity potrafią myśleć niezależnie.

Andrzej Szlęzak