Najemnik Holocaust Inustry (5)

holcaut.jpg
Jan Tomasz Gross stosuje wobec Polaków stalinowskie metody propagandy identyfikujące „reakcyjnego wroga”, którego on wskaże. Osiąga to poprzez selektywny dobór źródeł, z których wycina tylko te fragmenty, które są zgodne z założoną przez niego tezą. Nonszalancko odnosi się do ustaleń historyków, w tym również amerykańskich.

Amerykański historyk Dawid Engel ustalił, że między wrześniem 1944 roku a wrześniem 1946 roku w Polsce zginęło 327 Żydów. Z kolei, prof. Marek Chodakiewicz w pracy wydanej w języku angielskim p.t. „After the Holocaust” ustalił, że w latach 1944-1947 śmierć poniosło od 253 do 635 Żydów. Obaj historycy podkreślają, że osoby te zginęły w walce z oddziałami partyzanckim walczącymi z NKWD i UB. Zwracają przy tym uwagę, że Żydzi ci zginęli walcząc po stronie komunistów, a nie dlatego, że byli Żydami.

Ale Gross ignoruje powyższe ustalenia i przyjmuje, że zginęło 1500 Żydów. Dla niego nie ma też znaczenia, że ludzie ci zginęli jako komuniści, a nie jako Żydzi. To nie pasuje do jego tezy. W przypadku Grossa to jakiś obłęd. Liczba ofiar w tym przypadku 1.500, w przypadku Jedwabnego, 1.600. To może świadczyć o kolejnym „objawieniu”, które pojawia się w twórczości Grossa. Jeśli dalej będzie mnożył ofiary żydowskie kierując się wyłącznie „objawieniami”, a nie dokumentami to wkrótce może się okazać, że podczas okupacji niemieckiej nie zginął żaden Żyd. Gross nie jest jedynym, który obciąża Polaków winą za eksterminację Żydów. Nie tak dawno dr Alina Cała obciążyła Polaków winą za śmierć 3 milionów Żydów. Takie wypowiedzi są skwapliwie podchwytywane przez Niemców, którzy z wielką ochotą chcą się podzielić odpowiedzialnością za ludobójstwo w czasie II wojny światowej.

Jest bezdyskusyjne, że istnieją różnice pomiędzy Polakami a Żydami, choćby językowe, religijne czy kulturowe. Ale te różnice u Grossa nabierają głębszego znaczenia i są dla niego powodem stosowania innych „metod badawczych”. Przyjmuje też różne kryteria związane z oceną materiału badawczego. Bezkrytyczna wiara w dokumenty wytworzone przez Żydów powoduje, że Gross wyolbrzymia krzywdy żydowskie. Podnosi przy tym jednostkowy przypadek do miana rozwiązań systemowych i urasta on do obowiązujących reguł.

Zupełnie inną metodę stosuje Gross wobec kłopotliwych dla Żydów faktów. Albo te fakty zniekształca, albo bagatelizuje. Co prawda, pisze w „Strachu” o udziale Żydów w UB, ale kwituje to „naukowym” wnioskiem: „podliczanie napletków w policji politycznej nie pogłębia ani zrozumienia zjawiska komunizmu, ani historii Polski” (P. Gontarczyk, „Daleko od prawdy” [w] „Cena „Strachu”, red. R. Jankowski, Warszawa 2008, s.290). Natychmiast jednak dodaje, że nikt przed nim na ten grunt nie wszedł, bo „liczenie Żydów wśród personelu [UB] jest ulubionym zajęciem antysemitów” (cyt. jw., s.291). W ten sposób natychmiast stygmatyzuje tych badaczy i publicystów, którzy tym tematem zajmowali się lub mają go w programie swych badań. Buduje zatem dla historyków i publicystów swoiste getto posługując się przy tym terminem „katoendecy” i przy okazji określając mianem genetycznie uwarunkowanych antysemitów.

„Strach” niesie z sobą wiele mankamentów, z których najpoważniejszym zarzutem wobec Grossa jest tworzenie przez niego jednostronnej wizji historii. Wizji historii, która musi być zgodna z relacjami i oczekiwaniami Żydów. Gross, podobnie jak we wcześniejszych swoich publikacjach pomija skrupulatnie dokumenty wytworzone przez działające wówczas partie polityczne, starostwa, sądy i prokuraturę, urzędy państwowe etc.

Warto przywołać w tym miejscu wypowiedź dotyczącą odzyskiwania mienia przez Żydów, jaką zapisał były radca prawny w Ministerstwie Bezpieczeństwa Publicznego, Mark Verstanding. Oto co pisze: „Moje drugie starcie z pułkownikiem Mietkowskim (prawdziwe nazwisko – Mojżesz Bobrowski, komunista żydowskiego pochodzenia – przyp. aut.) dotyczyło ustawodawstwa związanego z restytucją prywatnej własności skonfiskowanej przez Niemców, czy też mówiąc po prostu zwrotem mienia żydowskiego zrabowanego przez hitlerowców(…). Uważał on, iż nie ma sensu zwracanie znacjonalizowanego (przez Niemców – przyp. aut.) mienia ich właścicielom, bo i tak zostanie to wkrótce upaństwowione” (Mark Verstanding, „I Rest…”).

Gross całkowicie pomija powojenną politykę komunistycznych władz, które pozbawiły mienia przede wszystkim Polaków. August Grabski z Żydowskiego Instytutu Historycznego napisał: „Gross tylko w znikomym stopniu uwzględnia fakt, że nacjonalizacja była generalnym kierunkiem w polityce ekonomicznej PPR i nie dotyczyła tylko mienia „pożydowskiego”, ale także mienia Niemców czy polskich wielkich posiadaczy. Nie wspomina też słowem, że taka polityka miała poparcie żydowskich komunistów i socjalistów” (zob. P. Gontarczyk, „Daleko od prawdy” [w] „Cena „Strachu”, red. R. Jankowski, Warszawa 2008, s. 292).

Narzucając swój punkt widzenia, Gross twierdzi, że o takich prominentnych politykach ówczesnej władzy stalinowskiej jak Hilary Minc i Jakub Berman nie wolno rozmawiać, bo… jest to antysemityzm.

Zarzucając Polakom przywłaszczenie czy wręcz kradzież mienia żydowskiego Gross celowo pomija niewygodne dla niego fakty. Powszechna jest w Polsce wiedza, że aby wejść w posiadanie nieruchomości, czy też mieszkania lub gruntu musi być dokonany wpis w Księdze Wieczystej. Nie można takiej czynności dokonać gdy brak umowy kupna-sprzedaży lub wyroku sądu o nabyciu praw do mienia. Nie jest bowiem prawdą twierdzenie Grossa, że biedni Żydzi, którzy ocaleli z Zagłady, wracając byli pozbawieni bezpowrotnie swoich majątków. Nie jest też prawdą, że żydowskie majątki były w rękach Polaków. Powracający Żydzi odzyskiwali swoje majątki i to nie w wyniku odgórnych decyzji komunistycznych władz, ale w wyniku decyzji sądów grodzkich. Odzyskanie majątku było możliwe dzięki przedwojennym sędziom, którzy pracowali jeszcze bezpośrednio po wojnie w sądach oraz dzięki polskim sąsiadom, którzy byli świadkami w takich sprawach. Jako przykład niech posłuży tu sprawa odzyskania mienia w Jedwabnem, którą rozpatrywał Sąd Grodzki w Łomży.

Według akt sądowych, w sprawie dotyczącej zwrotu mienia Joselowi Lewin i Gedali London, na ich korzyść zeznawało 15 świadków, Polaków. Zainteresowani majątek odzyskali i po załatwieniu wszelkich spraw notarialnych sprzedali swoje nieruchomości, a po sprzedaży wyemigrowali do Palestyny. Odzyskiwanie, lub przejmowanie przez Żydów w drodze spadku majątków nie było zjawiskiem incydentalnym. Podobne sprawy rozpatrywały sądy w: Zambrowie, Kolnie, Łomży, Kielcach, Białymstoku i w innych miastach. Ale władzy komunistycznej takie rozwiązania nie były na rękę. W Sądzie Grodzkim w Kielcach znajduje się 279 tomów dokumentów związanych z odzyskiwanie przez Żydów mienia.

Władze komunistyczne przeprowadziły kontrolę dokumentów i… nie zakwestionowały niczego. Wszystkie postępowania dotyczące przejęcia mienia po nieżyjących właścicielach były przeprowadzone prawidłowo i nie budziły zastrzeżeń (zob. K. Urbański, „Kieleccy Żydzi”, Kraków 1993, s.183-191). Ocaleli Żydzi odzyskiwali swoje mienie, bądź nabywali je w drodze postępowania spadkowego, po czym… bardzo szybko je sprzedawali i emigrowali z Polski. Ale ani z aktami sądowymi, ani z opracowaniami na ten temat Gross się nie zapoznał. A gdyby sięgnął do sądowych dokumentów to może natknąłby się na akta Eliasza Grądowskiego, jego „wiarygodnego nie naocznego świadka” w sprawie Jedwabnego.

Bo jeśli ktoś okradał wtedy Żydów, to nie byli to Polacy. Eliasz Grądowski znając realia Jedwabnego i przypuszczając, że żaden Żyd z Jedwabnego nie ocalał, postanowił wspólnie z takimi samymi oprychami jak on sam przejąć mienie żydowskie. Szajka liczyła cztery osoby. Byli to: Eliasz Grądowski, Chaim Sroczko, Eliasz Trokenheim – szef powiatowego UB w Łomży wszyscy byli Żydami oraz jeden Polak, Tadeusz Zarzecki. Szajka ta świadcząc sobie nawzajem w sądzie, przejęła kilka nieruchomości po żydowskich obywatelach Jedwabnego. Sprawa się wydała, gdy powrócił do Jedwabnego Jan Cytrynowicz, Żyd, o którym myślano, że nie żyje. Ponadto, Eliasz Grądowski usiłował okraść w ten sposób swojego krewnego Józefa Grądowskiego (zob. Wroniszewska D. Wroniszewski A., „Odkrywanie prawdy. Kulisy”, 2001, s.24-25). Są dostępne dokumenty sądowe – Akta w sprawie Eliasz Grądowski o wprowadzenie w posiadanie nieruchomości nr Co/49/1947. Są też akta spraw o wprowadzenia w posiadanie nieruchomości Józefa Grądowskiego; Sylmy- Zeldy Kuberskiej – odpowiednie numery akt: Co 35/1947 i Co 10/1947.

Gdyby zastosować metodologię Grossa i zastosować tak ulubione przez niego uogólnienie jednostkowego przypadku to moglibyśmy stwierdzić, że: na podstawie składu osobowego szajki Grądowskiego 75% Żydów okradało innych Żydów, a pomagało im 25% Polaków. I w zgodzie z „metodologią Grossa” to jednak Żydzi okradali Żydów. Ale warto mieć na uwadze także prawo, o czym pisałem powyżej.

Ireneusz T. Lisiak
Myśl Polska, nr 15-16 (9-16.04.2017)

Dzial: