Najemnik Holocaust Industry (4)

nalewki 2.jpg
Zdaniem J.T. Grossa źródłem antysemityzmu w Polsce oraz wynikającej z nich przemocy wobec Żydów są religia katolicka, tradycja i patriotyzm. W swojej książce p.t. „Strach” kreśli po raz kolejny ponury obraz Polaków. Nadal z przekonaniem twierdzi, że Polacy byli pomocnikami Niemców w eksterminacji Żydów.

To, że Polacy odnosili się wrogo do Żydów, według Grossa spowodowane było tym, że po wojnie zaczęli się pojawiać Żydzi, którzy ocaleli. Ta wrogość Polaków zdaniem Grossa wynikała z tego, że Polacy gremialnie weszli w posiadanie żydowskich majątków i… miejsc pracy, które teraz, po powrocie Żydów należało zwrócić. Warto przy tej okazji rozwiać pewien pokutujący do dziś mit – mit niebotycznego bogactwa Żydów mieszkających w międzywojennej Polsce. Jak wiemy, w latach 1919- 1939 w Polsce żyło ok. 3 mln Żydów.

W zdecydowanej większości byli to ludzie ubodzy, mieszkający w sztetlach i trudniący się drobnym handlem lub rzemiosłem. Liczba wielkich właścicieli przemysłu pochodzenia żydowskiego nie była wysoka i wynosiła zaledwie kilka procent. Wielkie zakłady przemysłowe, głównie na Śląsku, były z reguły własnością spółek angielskich, francuskich, niemieckich i duńskich. Polska natomiast, w okresie międzywojennym, budując przemysł opierała się głównie na kapitale polskim pozyskiwanym głównie z obligacji państwowych.

Należy także wspomnieć o majątkach ziemskich, które praktycznie w całości były w rękach polskich. Niewielka ilość takich posiadłości była także w rękach niemieckich, głównie na Śląsku, w Wielkopolsce i na Pomorzu. Oczywiście, w miastach sytuacja była nieco inna, bowiem w rękach żydowskich było średnio ok. 30% nieruchomości, które były w posiadaniu żydowskich lekarzy i prawników.

I tutaj także musimy uczynić pewne zastrzeżenia, jeśli budynki były lokalizowane w centrum miasta ich stan techniczny można uznać za wysoki, natomiast budynki lokalizowane w sztetlach, w całości stanowiące własność żydowską, były budynkami „oszczędnościowymi”, niska jakość, bez wygód etc. Dziś środowiska żydowskie żądają ekwiwalentu finansowego za te budynki, ale nie biorą pod uwagę, że zdecydowana większość tych budynków miała mocno obciążone hipoteki, które należy rozliczyć. Pomijam już tutaj fakt, że duża część tych budynków, nie tylko żydowskich ale też i będących własnością polską była po wojnie ruiną.

W świetle powyższego, podnoszony przez Grossa problem majątkowy jest mocno naciągany. Ale mimo to, właśnie kwestia majątkowa jest kanwą, na której Gross buduje swoją kolejną antypolską książkę. Według niego polski antysemityzm po wojnie wybuchł tylko dlatego, że powracający z wojennej tułaczki Żydzi chcieli odebrać swoją własność.

Istotne jest pytanie – dlaczego Polacy stają bezbronni wobec takich oskarżeń? Nie ma też co ukrywać, takie oskarżenia są na Zachodzie jedną z tez, które starają się wytłumaczyć genezę… Holocaustu. Jednym z powodów takiego stanu rzeczy jest panujący od 1944- 1989 roku okres PRL. W okresie stalinowskim, do roku 1956 Żydzi zajmowali w ówczesnych władzach polskich prominentne stanowiska i gorliwie reprezentowali przede wszystkim interesy Moskwy. Nie byli także zainteresowani obroną wizerunku Polski i Polaków. Poza tym, polscy naukowcy, którzy mogliby ewentualnie podjąć rzeczową polemikę z zalewem kłamstw, przede wszystkim historyków żydowskich i niemieckich, nie mieli możliwości swobodnej polemiki z publikacjami zachodnimi.

Natomiast Polacy, którzy pozostali po wojnie na Zachodzie mogli w małym zakresie prostować kłamliwe publikacje. Polemika z ukazującymi się w wielkiej ilości żydowskimi wspomnieniami czy pamiętnikami, a także z księgami pamięci (yizikor bukh), wymagały ujawnienia wielu nazwisk osób przebywających w Kraju, a także wielu szczegółów wydarzeń. Ujawnienie nazwisk mogło spowodować represje wobec tych ludzi. Wyobraźmy sobie, że polonijni historycy ujawniają szczegóły likwidacji żydowskiego agenta gestapo Lonka Skosowskiego i jego agentury. W akcję, poza bezpośrednimi wykonawcami wyroku zarówno z AK jak i ŻZW, zaangażowane były grupy harcerek i harcerzy, którzy dokonali rozpoznania. Większość tych ludzi żyła po wojnie w Polsce i to w okresie, gdy tzw. „władza ludowa” krwawo rozprawiała się z byłymi członkami AK. Ujawnienie ich nazwisk mogło skutkować dla tych ludzi wieloletnim więzieniem lub nawet śmiercią.

Dlatego jedyny ocalały członek tej agentury gestapo, Żurawin, mógł publikować swoje wynurzenia o polskich antysemitach, którzy wymordowali niewinnych Żydów. Nie dodawał, że ci Żydzi działali w gestapowskiej agenturze. Oczywiście, Żurawin ani słowem w swoich wspomnieniach nie wspomniał o „prowokacji w hotelu „Polskim”, w której sam brał udział. Dzięki tej prowokacji wyciągnięto kilkuset ukrywających się po stronie aryjskiej Żydów i… zamordowano ich w Auschwitz- Birkenau.

Zatem, gdy na Zachodzie masowo zaczęły się pojawiać żydowskie wspomnienia, nie było praktycznie nikogo, kto podjąłby z tymi wynurzeniami krytyczną dyskusję. Ponieważ dyskusji nie było, zostało to przyjęte jako prawda pozostająca poza dyskusją. Zatem, jeśli nie było krytyki wobec pojawiających się wspomnień żydowskich, zaczęły powstawać w coraz większej ilości książki, nie tylko Żydów, które zawierały coraz bardziej fantastyczne treści. Ale dyskusja z tymi wspomnieniami była mocno spóźniona. Widać to bardzo wyraźnie gdy pojawiła się sprawa Jedwabnego.

Okazało się, że polscy historycy (poza nielicznymi jak prof. Tomasz Strzembosz, prof. J.R. Nowak, dr Ewa Kurek, dr Piotr Gontarczyk oraz pracujący poza granicami prof. M.J. Chodakiewicz i prof. B. Musiał) nie byli przygotowani do debaty. Z czego to wynikało? Nie prowadzono badań regionalnych, stąd Jedwabne było szokiem, ale jednocześnie stało się, przy pomocy lewacko- liberalnych mediów, doskonałym alibi dla antypolskiej i antykatolickiej nagonki. Na domiar złego, wcale niemała grupa polit- poprawnych polskich historyków przyjęła „metodologię badań” zaproponowaną i brutalnie zaszczepioną przez Grossa.

W Polsce panowała przez prawie 50 lat cenzura, a w tym czasie Żydzi w Izraelu, USA i na Zachodzie Europy (głównie w Niemczech, Francji i Wielkiej Brytanii) propagowali swoją wersję historii i pamięci o II wojnie światowej. Musimy także dodać, że przez pierwsze 20 lat po wojnie świat nie miał ochoty słuchać o Holocauście, poza oczywiście bardzo aktywnymi w tym temacie środowiskami żydowskimi.
Tu muszę wtrącić małą dygresję, która pozwoli zrozumieć brak szczególnego zainteresowania Holocaustem intelektualnych środowisk Zachodu.

Bezpośrednio po wojnie lewicujący intelektualiści zachodnioeuropejscy byli zafascynowani Stalinem. W wielu publikacjach nazywano pieszczotliwie Stalina „Wujkiem Joe” i oczywiście nachalnie propagowano komunizm i osobę Stalina. Szokiem dla tych środowisk było ujawnienie przez Chruszczowa na XXII Plenum KC KPZR prawdy o systemie ludobójczym realizowanym w ZSRR przez Stalina. Komunizujący intelektualiści poczuli się „zagubieni”, ale wówczas rozpoczęły się walki narodowo-wyzwoleńcze w koloniach.

Lewica zachodnia znalazła kolejny punkt oparcia, tym bardziej, że przywódcy tych ruchów nie ukrywali swych lewicowych zamiarów i bardzo chętnie wprowadzali socjalizm w swoich krajach. Wkrótce jednak okazało się, że socjalizm pogłębia nędzę ludności i tworzy nowe problemy społeczne. Wówczas pojawia się zainteresowanie Holocaustem. Temat żyje, bo stoją za nim duże pieniądze i nachalna propaganda. Można zatem, niejako przy okazji nieźle zarobić.

„Strach” Grossa nie jest w żadnym wypadku pracą naukową. Można ją od biedy zakwalifikować jako wydarzenie kulturowe, zgodne z regułami obowiązującymi w tzw. postępowych kołach lewackich na Zachodzie
. W tej książce Gross potępia wszystko co nie jest lewackie, świeckie i liberalne. Prowadzi to do wyciągnięcia „jedynie słusznego”, zdaniem Grossa wniosku, że źródłem wszelkiego zła, czyli antyżydowskich fobii Polaków i oczywiście wynikającej stąd przemocy wobec Żydów są; religia chrześcijańska a przede wszystkim katolicyzm, oraz polska tradycja i patriotyzm. Idąc dalej dowiadujemy się od Grossa, że Kościół katolicki wraz z duchowieństwem, harcerstwo, rząd Rzeczypospolitej Polskiej na emigracji, członkowie AK, NSZ, BCh są odpowiedzialni za los Żydów po wojnie i oczywiście także w jej trakcie.

Twierdzi zdecydowanie, że: „To właśnie stara elita stworzyła przestrzeń dla uprzedzeń i przemocy, której ofiarami padali Żydzi”. Ale bredzenia Grossa w poszukiwaniu winnych idą dalej, bo okazuje się, że największym wrogiem Żydów było „drobnomieszczaństwo”. Ma też gotową odpowiedź na to, skąd to „drobnomieszczaństwo” się wzięło. Otóż „drobnomieszczaństwo” według Grossa wywodzi się ze stanu chłopskiego, które awans społeczny zawdzięcza… zbrodniom na Żydach i przejęciu ich majątku.
Gross dokonał gwałtu na prawdzie i powtórzył rozpowszechniane na Zachodzie wersje, głównie żydowskie i niemieckie, o współodpowiedzialności Polaków za Holocaust. Niemcy bardzo chętnie podzielą się swoją odpowiedzialnością.

Ireneusz T. Lisiak
Myśl Polska, nr 13-14 (26.03-2.04.2017)

Dzial: